Reklama

Przez jednych wielbiona, przez innych potępiana. "Koniec świata nadejdzie w 2020!"

Jeane Dixon była jedną najpopularniejszych wróżbitek w Stanach. Twierdziła, że koniec świata nadejdzie w 1962, 2000 albo 2020. Jak dotąd dwa razy się pomyliła /The Denver Post /Getty Images

Przewidziała ponoć zamach na Jana Pawła II, Mahatmę Ghandiego, Martina Luthera Kinga, prezydenta Johna Kennedy’ego oraz jego brata, Roberta. Zmarła w 1997 roku, ale pozostawiła po sobie "przepowiednie", które mają spełnić się już za niedługo. Najważniejsza z nich jest taka, że świat skończy się już w 2020. Zatem powolutku możecie się szykować...

Reklama

W 2020 roku rozpocznie się krwawa bitwa pomiędzy siłami zła i dobra. Chrystus zejdzie ponownie na Ziemię, aby w imieniu swoim, swojego ojca i Ducha Świętego stoczyć walkę z "nieświętą trójcą": Szatanem, Antychrystem i Fałszywym Prorokiem. Będzie to koniec świata, jaki znamy.

Takie rewelacje można przeczytać w książce "The Call to Glory" autorstwa Jeane Dixon, jednej z najpopularniejszych wróżbitek w historii. Dixon zasłynęła głównie w USA dzięki kilku trafnym przepowiedniom odnośnie najważniejszych osób w państwie. Z drugiej strony, to przez nią powstało pojęcie "Efekt Jeane Dixon", które niczym naukowe popukanie się w czoło stało się symbolem powątpiewania w jasnowidztwo.

Wróżka-celebrytka

Reklama

Jako mała dziewczynka Dixon miała przewidzieć śmierć swojego dziadka czy karierę swojego brata. Potem uratowała ponoć życie swojego męża, kiedy odradziła mu lot samolotem, który rozbił się następnego dnia.

Wróżbitka zyskała w USA status gwiazdy popkultury, choć jej sława i występy w telewizji miały dopiero nadejść. W pewnym momencie zaczęli radzić się jej nawet najważniejsi politycy w kraju. Niektórym nie wyszło to na dobre. Franklin Delano Roosevelt zapytał 1944 roku, ile jeszcze życia mu zostało. Dixon powiedziała, że nawet mniej niż pół roku. Roosevelt zmarł kilka miesięcy później.

Prezydent-inwalida nie był jedynym politykiem, któremu wróżka "przewidziała" marny los. W 1952 roku ujrzała ponoć w swoich wizjach, jak na fotel prezydenta USA wybrany zostaje wysoki, młody demokrata, który zginie później z rąk zamachowca. 

Kiedy John F. Kennedy wygrał wybory, Dixon spotkała się z jego przyjaciółką Kay Helle. Powiedziała jej, żeby koniecznie ostrzegła prezydenta. Ta jednak stwierdziła, że nie będzie niepokoić głowy państwa jakimiś wróżbami. Wiadomo, jak się skończyło.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje