Reklama

Prywatna izba tortur

Były tam pejcze, łańcuchy, imadła, skalpele i inne narzędzia chirurgiczne. David Parker Ray wydał sporo pieniędzy na budowę własnej sali tortur, w której przez długie lata zaspokajał swoje chore fantazje seksualne.

Truth Or Consequences (Prawda albo Konsekwencje), małe miasteczko w stanie Nowy Meksyk, nieco ponad siedem tysięcy mieszkańców. Swoją osobliwą nazwę zawdzięcza radiowej audycji, a potem popularnemu teleturniejowi.

Reklama

Kiedy w 1950 roku gospodarz show, Ralph Edwards, ogłosił na antenie, że poprowadzi program w pierwszym mieście, które zdecyduje się zmienić swą nazwę na cześć jego show, włodarze słynącego z gorących źródeł uzdrowiska nie wahali się długo. Przez następne pół wieku Edwards regularnie odwiedzał hrabstwo Sierra County, a jego przyjazdy zawsze wiązały się z paradą, wyborami miejscowej piękności i obowiązkowymi występami artystycznymi.

Ale Truth Or Consequences to nie tylko sielankowe sceny z amerykańskiej prowincji. Cieniem na historii miasteczka położyła się pod koniec ubiegłego wieku sprawa Davida Parkera Raya. Ten z pozoru zwyczajny, a nawet sympatyczny mężczyzna nie budził niczyich podejrzeń. Nikt nie przypuszczał, że pod maską przeciętnego mieszkańca kryje się sadystyczny zwyrodnialec, który przez kilkadziesiąt lat porywał ludzi, torturował ich, a wielu najprawdopodobniej zamordował, czerpiąc z tego seksualną przyjemność.

Dopiero w 1999 roku komuś cudem udało się uciec. Kiedy naga, zakrwawiona kobieta z przerażeniem w oczach wbiegła do jednego z okolicznych domów, część prawdy wyszła na jaw. Porażającej prawdy.

Porwania na ulicy

Cynthia była młodą kobietą, której życie nijak nie chciało przypominać "amerykańskiego snu". Oczywiście o sukcesie.

- Marzenia spełniają się tylko w filmach - powtarzała, ale w głębi duszy zawsze miała nadzieję, że i ona kiedyś wygra szczęśliwy los na loterii życia.

Od dawna nic nie układało się po jej myśli. Żeby się utrzymać, została prostytutką. Nie potrafiła inaczej zarobić na siebie. Każdą noc spędzała w towarzystwie obcych mężczyzn z Albuquerque i okolic. Spełniała ich zachcianki, a oni za to płacili.

Któregoś marcowego wieczoru podszedł do niej kolejny klient, facet około sześćdziesiątki. Wyglądał jak większość miejscowych mężczyzn, niczym specjalnym się nie wyróżniał. Zwróciła uwagę na wyraźnie zarysowany nos, pod którym widniały zadbane wąsy. Miał miłą twarz, kiedy się uśmiechał, ale Cynthia już dawno nauczyła się nie sugerować pierwszym wrażeniem, bardzo często złudnym. Największy drań potrafi być czarujący, kiedy mu na czymś zależy, a potem podbija ci oko i wyrzuca za drzwi.

Jednak odwzajemniła uśmiech. Była w końcu profesjonalistką.

- Ile? - zagaił.

- Zależy za co, kochanie.

Interesował go seks oralny. Na miejscu, w zaparkowanym niedaleko samochodzie. Cynthia schowała do torebki dwudziestodolarowy banknot i poszła za nieznajomym. Wyglądało na to, że czeka ją trochę pracy. Ale kiedy zerknęła do wnętrza masywnej toyoty RV, zobaczyła, że w środku siedzi kobieta. Zaklęła brzydko pod nosem. Wiedziała już, że ten wieczór nie skończy się dla niej dobrze.

- Gliny? - zapytała.

Facet wyciągnął legitymację i skinął głową.

- No to świetnie - Cynthia wypuściła ze złością powietrze.

- Wsiadaj! - z twarzy mężczyzny zniknął uśmiech.

Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie. W tej samej chwili tamci rzucili się na nią i skrępowali jej ręce. Na szyi zatrzasnęła się stalowa obroża.

- Co wy, kurwa, robicie?! - zdążyła krzyknąć, zanim napastnicy zakleili jej usta taśmą i wepchnęli na tył furgonetki. Z przerażeniem zdała sobie sprawę, że jest w prawdziwych tarapatach.

Upiorna przyczepa

Jechali przez kilka godzin. Cynthia nie wiedziała, czy droga rzeczywiście była tak długa, czy też porywacze krążyli w kółko, aby zmylić swoją ofiarę. Czuła się wyczerpana i skołowana. Nie miała siły walczyć z więzami, mogła tylko płakać.

W końcu samochód się zatrzymał. Cynthia została wyprowadzona na zewnątrz. Rozpoznała charakterystyczny kształt dużej przyczepy mieszkalnej. Nie zdołała przyjrzeć jej się dokładniej, bo ktoś pchnął ją w kierunku wejścia tak mocno, że musiała podbiec kawałek, aby nie stracić równowagi. Za gardło ścisnął ją potworny strach.

Kiedy znaleźli się w środku, dziewczynę przykuto łańcuchem do łóżka. Wstrząsały nią dreszcze i mdliło ją z przerażenia. Nagle usłyszała trzask uruchamianego magnetofonu. Z głośników popłynęły słowa, Cynthia rozpoznała głos mężczyzny.

- Od tej pory jesteś naszą seksualną niewolnicą. Będziesz robić to, co ci każę. Będziesz spełniać wszystkie moje zachcianki. Będziesz torturowana na wiele różnych sposobów. Spodziewaj się gwałtów, seksu ze zwierzętami...

Nagranie trwało około dwudziestu minut. W tym czasie strach Cynthii stał się nie do zniesienia. Dziewczyna wiła się i szarpała, próbowała krzyczeć. W pewnym momencie jej ciało przebiegły drgawki. Zastygła w bezruchu, wsłuchana w głos oprawcy.

- ...twoja poprzedniczka nie przeżyła. Ty też umrzesz.

Dobry Boże - pomyślała Cynthia. - A więc nie jestem pierwsza. Ile osób słyszało te słowa przede mną?

Taśma się zatrzymała. Zapadła cisza.

Ale spokój nie trwał długo. Porywacze nie zamierzali zostawić swojej ofiary samej. Zaczęli realizować wcześniejsze groźby. Cynthia została podłączona do urządzenia, które boleśnie raziło ją prądem. W tym samym czasie była brutalnie gwałcona przy użyciu sztucznych penisów o różnych kształtach i rozmiarach. Okładali ją pejczami, bili po piersiach i naciągali sutki do granic możliwości. Mężczyzna robił z nią rzeczy, które zdrowemu człowiekowi trudno sobie wyobrazić.

Dziewczyna nie miała już siły się bronić, kiedy oprawca oświadczył:

- To dopiero początek. Kiedy będziesz gotowa, trafisz do drugiej przyczepy, w której doświadczysz naprawdę strasznych przeżyć... jeśli wytrzymasz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje