Reklama

Powieś misia za ucho, przyniesie ci szczęście

Zniszczony przez deszcz i słońce pluszowy miś wisi nad wejściem do domu Izata Siny. Ten brudny pluszak nie jest jednak porzuconą przez dziecko zabawką, lecz amuletem. Ma on uchronić rodzinę Siny od nieszczęść oraz przed "okiem zła".

51-letni albański rolnik wierzy, że wszystkie tragedie, których doświadczył ostatnimi czasy - śmierć żony, spory majątkowe czy powódź wywołaną przez ulewne deszcze - były tak naprawdę spowodowane złą wolą jego krewnych i sąsiadów.

Pluszak na straży domu

W poszukiwaniu szczęścia Sina, jak tysiące jemu podobnych nieszczęśników, powrócił do przesądnych tradycji Albańczyków. Praktycznie zanikły one w świadomości społeczeństwa podczas panowania komunistów, lecz teraz przeżywają wielki powrót do świetności.

- On uchroni mój dom od "syri i keq" ("oko zła") i odpędzi każde zło, które nie odważy się już dotknąć mojej rodziny - Sina wyjaśnia znaczenie pluszaka zwisającego nad głównym wejściem do jego domostwa.

Mężczyzna, który mieszka w malutkiej wsi Kuc, jakieś 30 km na północny-zachód od stolicy Albanii - Tirany, głęboko wierzy w sprawczą moc zabawki. Rolnik twierdzi, że nieszczęścia zaczęły rujnować mu życie po tym, jak jego krewni i sąsiedzi rzucili na niego klątwę. Z zazdrości, bo wybudował dom. Ojciec siedmiorga dzieci wierzy, że pluszowy miś uchroni, tak dzieci, jak i dom przed nowymi nieszczęściami.

Reklama

Pierwsi ateiści świata

W ciągu dwudziestu lat od upadku komunizmu w Albanii mieszkańcy kraju na dobre zwrócili się w stronę zabobonów. Oprócz nowych zwyczajów, takich jak wieszanie pluszowych misiów nad wejściem do domu, rekordy popularności biją stare talizmany. Końskie podkowy, czerwone flagi czy chociażby wiązki czosnku można zobaczyć nawet na ścianach luksusowych willi w najlepszych dzielnicach Tirany.

W trakcie prawie pół wieku trwania brutalnej dyktatury komunistów, która zakończyła się w 1992 r., w Albanii także starano się wytępić religię, jak i wszelkie ludowe zwyczaje oraz tradycje. Rządzący krajem od końca II wojny światowej aż do swojej śmierci w 1985 r. Enver Hodża nie tylko odizolował Albańczyków na kilka dekad od reszty Europejczyków, ale chwalił się, że udało mu się stworzyć pierwszy ateistyczny kraj świata.

Podzielony naród

Lata 90. ubiegłego wieku przyniosły Albańczykom nową rzeczywistość, w której nie potrafili się zupełnie odnaleźć. Zdezorientowani zaczęli wracać do zwyczajów i wierzeń przodków.

- Rogi barana, czosnek i czerwone flagi są wszystkie równie wysoko cenione przez Albańczyków jako środek ochronny przed "okiem zła" - wyjaśnia antropolog Aferdita Onuzi.

Opisuje ona swych rodaków jako "podzielonych między religię i przesądy, wiarę i agnostycyzm".

Według socjologa Zydi Dervishi zwrócenie się przez Albańczyków w kierunku sił nadprzyrodzonych jest częściowo spowodowane poczuciem niepewności i zupełnej niestabilności kraju w obliczu poważnych wyzwań, z jakimi kraj zmierza się od dwóch dekad.

- Lęk przed nieznanym, uczucie zupełnej bezsilności w obliczu niemal wszechobecnej korupcji czy brak poszanowania prawa zachęcają wielu ludzi do poszukania schronienia w przesądach - dodaje Dervishi.

A kiedy i one nie pomagają, zawsze zostaje magia.

Porada od "dobrej kobiety"

W swoim skromnym domu, ukrytym na końcu zaśmieconej i zapomnianej przez wszystkich uliczce, na przedmieściach Tirany Mereme Coba przyjmuje każdego dnia kilkunastu nieszczęśników.

40-letnia kobieta jest "Njeri i Mire", czyli "dobrą kobietą". Albańczycy nazywają tak pani, które - jak uważają - mają bezpośredni kontakt z Bogiem. Mało tego, amulety od "dobrych kobiet" mogą wyleczyć choroby i przegnać nieszczęścia.

W zwykły dzień, w środku tygodnia około 12 osób czeka w spiekocie przed domem Meremy Coby na swoją kolej. Większość to kobiety z dziećmi, ale jest także jeden młody mężczyzna. Wielu wygląda na zagubionych, oczekują rozwiązania trapiących ich problemów - od bezrobocia, przez rodzinne dramaty do chorób dzieci.

- Moja dziewczynka ma pięć lat i nie może chodzi - mówi ze łzami w oczach Leta, trzydziestokilkuletnia matka.

Była już u kilku lekarzy, ale żaden z nich nie potrafił pomóc dziecku. Zrozpaczona matka straciła wiarę w uleczenie tradycyjnymi metodami i postanowiła szukać rozwiązania u "dobrej kobiety".

Przysłana przez Boga

- By ochronić siebie, dziecko, kobietę w ciąży, podróżników czy... męża stanu trzeba przygotować trzy ziarenka kawy i suszoną głowę węża, może być solona - Coba radzi podniesionym głosem. "Dobra kobieta" dodaje, że wszystkie te przedmioty muszą zostać albo zostawione w domu osoby, którą mają chronić, albo ta osoba musi je zabierać wszędzie ze sobą.

Oprócz wydania takiego zalecenia, Coba narysowała jeszcze kilka nierozpoznanych znaków na kartce papieru. Mają one chronić przed "okiem zła".

"Bobra kobieta" przyjmuje pieniądze tylko wtedy, kiedy ludzie chcą jej płacić. Sama mówi, że została przysłana przez Boga, by pomagać ludziom.

MW, na podst. AFP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje