Reklama

Polowanie na czarownice: Gdzie wciąż płoną stosy?

W samym 2013 roku w tylko jednej z 20 prowincji Papui-Nowej Gwinei z powodu oskarżeń o czary zginęło aż 150 osób! Wiele z nich po okrutnych torturach /East News

W ciągu ostatnich 50 lat z powodu oskarżeń o czary zginęło dwa razy więcej osób niż w czasach inkwizycji. I tylko jedno pozostało niezmienne: przerażająca śmierć w płomieniach.

Reklama

Czy przyznajesz się do winy? - pytanie pada w  kierunku kobiety przywiązanej do pala. - Niczego nie zrobiłam - mówi oskarżona łamiącym się głosem. Na znak mężczyzny strzała wypuszczona z łuku przebija jej ramię. Krzyk przeszywa powietrze. Chwilę później niewzruszony oprawca ponawia pytanie, "czarownica" znów zaprzecza. 

Po kilkunastu minutach w jej ciele tkwi dziesięć strzał. Z ran sączy się krew. Bezbronna ofiara nie wydaje już z siebie głosu - straciła przytomność. To jednak nie koniec tortur. Grupka mężczyzn podchodzi, odwiązuje ją i wrzuca do wielkiego dołu, w którym przygotowano palenisko. 

Reklama

Dziewięćdziesiąt procent ofiar polowań na czarownice to biedne, wykluczone społecznie kobiety - tłumaczy Sessouma Daouda z resortu spraw społecznych Burkiny Faso.

- Najczęściej dotyczy to wdów w wieku po menopauzie, które nie mają wsparcia ze strony rodziny, a społeczność chce się ich pozbyć, bo są kolejnymi bezużytecznymi gębami do wyżywienia w kraju, gdzie panuje ogromna bieda. bieta odzyskuje świadomość tuż przed tym, nim płomienie wzbiją się w powietrze. Wydaje z siebie przeraźliwy wrzask, słabnący z każdą sekundą. W końcu krzyk ustaje... 

Większość z nas, czytając ten wstrząsający opis, wyobraża sobie mroczne czasy, kiedy inkwizycja urządzała krwawe polowania na czarownice. Rzeczywistość jest jeszcze bardziej przerażająca: to zbrodnia, do której doszło w 2014 roku w Paragwaju. I nie jest odosobniona. W różnych zakątkach świata wciąż giną ludzie oskarżani o uprawianie czarów. Od zakończenia II wojny światowej ofiar tego bestialskiego procederu mogło być nawet 100 tysięcy! 

Dane te szokują tym bardziej, gdy uzmysłowimy sobie, że między XV a XVIII wiekiem, czyli w epoce słynnych polowań na wiedźmy, było ich dwa razy mniej. 

Siła przesądów

O tym, jak wyglądały ostatnie godziny życia 45-letniej Adolfiny Ocampos, której okrutny los opisaliśmy na początku artykułu, wiadomo z akt śledztwa. Do zbrodni doszło wśród indiańskiej społeczności Guarani Mbyá, osiadłej 300 km na północ od Asunción, stolicy Paragwaju. Ocampos została oskarżona o odprawianie czarów po tym, jak kobieta, którą się opiekowała, nagle zachorowała. 

Zdaniem miejscowego wodza zostało to spowodowane urokiem, dlatego opiekunkę wygnano za karę z wioski. Kiedy po miesiącu objawy w dalszym ciągu nie ustępowały, mężczyźni postanowili sprowadzić "winowajczynię" z powrotem i torturami wymusić na niej obciążające ją zeznania, a następnie skłonić do odczynienia uroku. Podtapiano ją w rzece, przypalano żelazem oraz - po przywiązaniu do drewnianego pala - strzelano do niej z łuku. 

Ostatecznie została spalona żywcem. Policja zatrzymała w tej sprawie osiem osób, z których żadna nie przyznała się do winy. Najmłodszy podejrzany miał 14 lat.

- Pracuję w kraju od czterech dekad i nie pamiętam podobnego przypadku egzekucji za rzekome czary - nie krył zdziwienia José Zanardini, włoski antropolog i ksiądz katolicki. Paragwaj nie jest jedynym miejscem na świecie, gdzie w XXI wieku nadal pali się czarownice. 

Najwięcej tego typu doniesień pochodzi z Papui-Nowej Gwinei. Do dziś pobrzmiewają tam echa linczu z 2013 roku na  20-letniej Kepari Leniata, która została zamordowana przez wściekły tłum na oczach dwójki swoich dzieci. Młodą kobietę oskarżono o spowodowanie śmierci sześcioletniego chłopca za pomocą czarów. Po pogrzebie dziecka pod jej domem pojawiła się zrozpaczona matka, a wraz z nią pięćdziesięciu mieszkańców wioski. 

Bez żadnego ostrzeżenia Kepari wywleczono na zewnątrz, bito oraz torturowano. Na koniec ledwo żywą zaciągnięto na pobliskie wysypisko śmieci, oblano benzyną i podpalono na stercie starych opon (zdjęcie powyżej, z lewej). Linczowi przyglądał się tłum gapiów, a agresywni oprawcy nie pozwolili zbliżyć się nawet policjantom, którzy w obawie o własne życie nie interweniowali. 

Do równie makabrycznych scen dochodzi w tym kraju z ponurą regularnością. Zaledwie kilka tygodni później zamordowano dwie inne kobiety pochodzące z wioski Tandorima, położonej na Wyspie Bougainville’a. W ich przypadku tortury trwały aż trzy dni, po czym ścięto im głowy. Domy rzekomych czarownic spalono, a ich rodziny musiały ratować się ucieczką. 

Według raportu miejscowej komisji w samym 2013 roku w tylko jednej z 20 prowincji Papui-Nowej Gwinei z powodu oskarżeń o czary zginęło aż 150 osób!

Dr Philips Gibbs, nowozelandzki antropolog pracujący w tym kraju od ponad 40 lat, zwraca uwagę, że Papuasi wszystkim zdarzeniom, które wykraczają poza przyjętą normę, przypisują cechy nadprzyrodzone. - Na początku najczęściej zdarza się jakieś nieszczęście. Zwykle niespodziewanie ktoś umiera. Jest jasne, że jeśli z tego świata odchodzi człowiek 90-letni, który ma 200 wnuków, nikogo to nie zaskakuje. 

Co innego, gdy śmierć spotyka osobę 30-, 40-letnią. W Papui-Nowej Gwinei ludzie w takiej sytuacji zapytają nie: "co", ale: "kto za tym stoi?". Podczas pogrzebu zaczynają się rozglądać, dociekając, kogo można obwinić o tę tragedię? Kto zyskałby na śmierci tego człowieka? Wtedy wskazuje się palcem "oskarżonego", który jest wywlekany na zewnątrz. Oczywiście, wszystkiemu zaprzecza, dlatego "prawdę" wyciąga się z niego torturami - tłumaczy.

Władzom udało się wykorzenić kanibalizm, ale wiara w czary jest tak silna, że często nawet policja jest bezradna. Czasem tylko misjonarzom uda się przekonać tubylców, by pozwolili "wiedźmom" odejść (np. w 2014 roku w przypadku czterech oskarżonych o czary kobiet). 

I choć oficjalnie za brutalne morderstwo w Papui grozi kara śmierci, w praktyce nie wykonano żadnej egzekucji od prawie 40 lat. 

Dowiedz się więcej na temat: czarownice

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje