Reklama

Plaga za plagą: Roje komarów po huraganie Laura zabijają tysiące zwierząt

Pod koniec sierpnia w Karaiby i południowo-wschodnią część Stanów Zjednoczonych uderzył potężny huragan Laura. Zginęło 71 osób, a straty wyliczono na prawie 9 mld dolarów. Na tym jednak nie koniec. Po niecałych dwóch tygodniach od przejścia kataklizmu mieszkańcy tamtych rejonów muszą zmagać się falą komarów, które zaczęły masowo lęgnąć się na zalanych wodą terenach.

Zatoka Meksykańska i Wyspy Karaibskie to regiony często nawiedzane przez niszczycielskie huragany. Nikogo więc nie dziwią kolejne doniesienia o silnych wiatrach i wichurach niszczących wszystko na swojej drodze. 

Reklama

Tak było też w przypadku skutków huraganu Laura, który nawiedził Dominikanę, Jamajkę, Kubę, Haiti, Florydę, Teksas, Arkansas, Missisipi i Luizjanę kilkanaście dni temu. To, co przyszło później, zaskoczyło jednak nawet tych, którzy przyzwyczaili się do regularnych klęsk żywiołowych.

W stanie Luizjana z dnia na dzień zaczęły padać setki krów, jeleni, koni, byków i bizonów. Wszystko przez ogromne roje komarów - upiorny skutek przejścia huraganu, po którym wezbrały rzeki i inne duże zbiorniki wodne w okolicy. 

W połączeniu z wysokimi temperaturami dało to idealne warunki do rozwoju dla żywiących się krwią insektów.

- Tysiące komarów atakuje duże zwierzęta, jak na przykład bydło - tłumaczy główny weterynarz Louisiana University AgCenter. - Wysysając ich krew, doprowadzają inwentarz na skraj wyczerpania. Pozbawione krwi i osłabione duże ssaki nie dają sobie rady w tym upale i ostatecznie umierają w męczarniach.

Władze stanowe już podjęły walkę z chmarami komarów opryskując duże połacie terenu. Dla wielu zwierząt jest już jednak za późno. 

- Farmerzy donoszą, że od 27 sierpnia umiera około 300 - 400 samych tylko krów w ich hodowlach - mówi dr Craig Fontenot, weterynarz z miasta Ville Platte w Luizjanie, którego okolice zostały mocno dotknięte przez plagę insektów. Nieznane są liczby dotyczące dziko żyjących zwierząt, takich jak jelenie. 

Jeremy Hebert z Louisiana University AgCenter wyjaśnia z kolei w wywiadzie dla USA Today, że tamtejsza ludność, szczególnie farmerzy z wybrzeża Zatoki Meksykańskiej, widywali już roje komarów, które pojawiały się po huraganach. Ale tym razem przeszło to wszelkie oczekiwania i przypuszczenia. Twierdzą, że plaga przybrała biblijne wręcz rozmiary. - Nigdy nie doświadczyliśmy czegoś takiego - mówi krótko Hebert.

Oprócz zwierząt moskity atakują rzecz jasna również ludzi. Ci co prawda nie padają z wycieńczenia, ale muszą uważać na choroby zakaźne, które mogą być transmitowane przez komary. Pomimo bardzo wysokich temperatur są zmuszeni do noszenia długich i grubych ubrań, żeby chronić się przed ukąszeniami.

- Wychodzisz z domu i momentalnie twoje nogi robią się całe czarne od stada komarów, które cię obsiadają - opowiada Hebert. - Zbijają się w ogromne chmury widoczne z daleka i atakują, kiedy tylko wyczują żywy organizm.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje