Reklama

Papier toaletowy. Skąd się wziął przedmiot marzeń Polaków?

Francuska karykatura z 1792 roku, na której za papier toaletowy służy Manifest Brunszwicki /domena publiczna

Papier toaletowy, który stał się obiektem pożądania w dobie epidemii koronawirusa, to wynalazek, który ma ponad 700 lat. Gdy narzekamy, że musimy toczyć boje o ten artykuł higieniczny, pocieszmy się, że w PRL-u na Polaka przypadało średnio siedem rolek rocznie.

Reklama

Tak jak i tradycyjny papier, papier toaletowy wywodzi się z Chin. Jak podają kroniki, w 1393 r. dwór cesarski zużył 720 tys. arkuszy papieru o wymiarach 60 na 90 cm. Cesarz Hongwu i jego rodzina mieli do dyspozycji papier szczególnie miękki i perfumowany.

Zwyczaj, by do celów higienicznych używać kartek z książek i gazet, rozpowszechnił się w XVIII w. w Ameryce Północnej. Wydawca poradnika dla rolników "The Old Farmer's Almanac", Robert B. Thomas, wpadł na pomysł dziurkowania zeszytu, aby bez problemu można go było zawiesić na gwoździu w wychodku. W ślad za nim poszło wiele firm wydawniczych.

Reklama

Za pierwszym sprzedawanym w sklepach papierem toaletowym, który pojawił się 1857 r., stał Amerykanin Joseph C. Gayetty. Nazwał go "terapeutycznym", bo każdy arkusz nasączony był kojącym wyciągiem z aloesu. Oferował go jako środek przeciw hemoroidom. Na każdym arkuszu było wydrukowane nazwisko pomysłodawcy.

Papier w rolkach opatentowano w 1871 r. "Nie niszczy się w transporcie i nie rozwieje go wiatr, nie trzeba go liczyć, wiązać w paczki i zajmuje mniej miejsca" - tak we wniosku patentowych zachwalał go Seth Wheeler.

W Europie (poza Wyspami Brytyjskimi) papier w rolkach zaczął w 1928 r. produkować Niemiec Hans Klenk. Nazwę swojej firmy, Hakle, stworzył z pierwszych sylab imienia i nazwiska. "Proście w sklepach o rolkę Hakle, to nie będziecie musieli mówić: papier toaletowy" - głosiło hasło reklamowe. Klenk gwarantował, że każda rolka zawiera tysiąc listków papieru.

PRL kojarzy się Polakom z deficytem papieru toaletowego. Ustawiały się po niego długie kolejki i nic dziwnego, bo na obywatela w ciągu roku przypadało zaledwie siedem rolek (dzisiaj statystyczny Polak zużywa 18 rolek). Szczęśliwcy wychodzili ze sklepu z zawieszonymi na szyi kilkoma rolkami. Władza tłumaczyła się, że cenne dobro wykupują spekulanci i odsprzedają na bazarach. Alternatywnym sposobem na zdobycie pożądanego towaru było wybranie się do składu makulatury. Tam za 10 kg gazet można było dostać rolkę papieru.

Działacze podziemnej "Solidarności" wpadli na pomysł, by na papierze toaletowym drukować podobiznę ówczesnego rzecznika rządu, Jerzego Urbana. Chyba wzięli przykład z Amerykanów, którzy podczas II wojny produkowali papier toaletowy z karykaturami wodza III Rzeszy i hasłami: "Zetrzeć Hitlera" albo "Wrzuć Hitlera do dziury".

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje