Reklama

Owca, która uciekła z farmy, po 7 latach wróciła jako wełniany olbrzym

To historia na miarę filmowego scenariusza! Owca, która uciekła z farmy w 2013 roku podczas fali pożarów trawiących Tasmanię, po siedmiu latach powróciła do swoich gospodarzy. Prickles, bo tak nazwano uciekinierkę z rasy merynosów australijskich, była po długiej dezercji nie do poznania. Z malutkiego jagnięcia przemieniła się bowiem w chodzącą furę wełny.

Przełom 2012 i 2013 roku przyniósł Tasmanii ogromne straty spowodowane falą pożarów. Przez prawie pół roku ogień trawił lasy, lecz nie oszczędzał też domostw i zabudowań gospodarczych. To właśnie z jednego z gospodarstw, zmagających się z żywiołem uciekła mała Prickles.

Jak wspomina farmerka, Alice Gray, jagnię schroniło się na malutkim, niestrawionym przez pożar obszarze lasu na tyłach rodzinnej posiadłości. Powrót do zagrody najpierw uniemożliwiał szalejący pożar, a następnie roboty budowlane. Gospodarze szybko odbudowali bowiem aż 50 kilometrów ogrodzenia, uniemożliwiając tym samym zwierzęciu przedostanie się do wewnątrz.

Po pożarze pogodzono się ze stratami, a życie wróciło do swojego normalnego rytmu. Tymczasem owca nie zapomniała, skąd pochodzi. Wciąż zamieszkiwała pobliskie lasy obok swojego gospodarstwa. Pracownicy kilka razy widzieli ją na nagraniach z monitoringu, ale ocenili, że zwierzę wybrało życie na wolności i nie ma zamiaru ponownie dostać się do ludzkiej niewoli.

Wolność znudziła się jednak Prickles równo siedem lat od ucieczki. Wielki powrót nastąpił w czasie kwarantanny, gdy rodzina Grey świętowała na swojej posiadłości urodziny syna. Któryś z domowników zauważył uciekinierkę i grillowanie w ogrodzie zamieniło się w pościg za owcą.

"To było wielkie, białe, puchate coś po drugiej stronie ogrodzenia" - relacjonuje pani Grey.

Jej mąż szybko ruszył, by schwytać owcę. Rzucił się na nią i przygniótł, bo nie był pewien, czy ta będzie chętna do współpracy. Jednak, gdy z odsieczą przybyła reszta rodziny, Prickles bez oporów dała się wpakować do bagażnika samochodu i zawieźć na farmę.

Reklama

"Jest absolutnie okrągła" - relacjonuje Alice Gray. I nic w tym dziwnego. Owca opuściła bowiem siedem cykli strzyżenia i jest teraz wielką, wełnianą kulką. Po badaniach u weterynarza okazało się, że poza zaniedbaną fryzurą, nic jej nie dolega. Jest zdrowa i szczęśliwa ze swoimi nieco mniejszymi towarzyszami.

Brak strzyżenia przez dłuższy okres czasu może spowodować u owiec poważne kłopoty zdrowotne. W tym zaburzenia temperatury ciała, przez co zwierzę może się przegrzać i zdechnąć. Szczęśliwie, Prickles to merynoska której głowa jest naturalnie nieowełniona, co też pomogło jej przetrwać i nie zapaść na żadną chorobę przez siedem lat owczego "giganta".

Póki co, Prickles jeszcze cieszy się swoim bujnym afro, ale już 1 maja ma odbyć się wielkie strzyżenie. Rodzina Grey zorganizowała bowiem konkurs, polegający na odganięciu wagi runa owcy. Jednocześnie może okazać się, że uda się pobić rekord, jeśli runo ważyć będzie więcej niż 41.1 kilograma.

To nie pierwszy taki przypadek, że żyjąca na wolności owca po latach wraca do właścicieli. Kilka lat temu sporą sławę w internecie zyskał Shrek. Merynos z Nowej Zelandii, który Na wolności żył 6 lat. Do swojego gospodarza wrócił w 2004 roku i na jego farmie żył jeszcze przez siedem lat.

Po sieci do dziś krąży dość naciągany mem z jego udziałem, o ciekawej treści:

"Ta owca uciekła z farmy i spędziła 6 lat w górach. W tym czasie urosło jej 27 kilogramów wełny. Wilki próbowały ją zjeść, ale ich zęby nie były w stanie spenetrować runa. Nie musisz być twardzielem, żeby przetrwać. Czasem wystarczy, że jesteś mięciutki i puchaty".

Wszystko pięknie i ładnie, a nawet zabawnie. Tyle że na Antypodach nie ma wilków...

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje