Reklama

Odkryli kolejny dowód na istnienie yeti

Znawców tematu nie zdziwi, że stwory przypominające yeti widuje się w różnych częściach świata. Ostatnio coraz liczniejsze są doniesienia o zaobserwowaniu yowie, australijskich yeti.

"Macleay Argus" lokalne czasopismo ukazujące się w Macleay, mieście położonym w pobliżu Sydney, poinformowało o odkryciu kolejnych dowodów istnienia yowie oraz przygotowaniach do ekspedycji śladem australijskiej odmiany yeti.

Reklama

Nie chcą go schwytać

Na odciski stóp tajemniczego humanoidalnego stworzenia natrafił Rex Gilroy, mieszkaniec Macleay. Gilroy nie znalazł śladów przez przypadek. Australijczyk od lat interesuje się fenomenem yowie. Zbiera meldunki o zaobserwowaniu tego wielkiego stworzenia porośniętego futrem i poruszającego się w pozycji wyprostowanej.

W archiwum ma nie tylko zdjęcia, ale także zapiski dotyczące dawnych opowieści aborygenów. Rex Gilroy uważa, że w tradycji rdzennych mieszkańców Australii yowie odgrywa znaczącą, ale niedocenianą przez naukowców rolę.

Australijski badacz yeti zakłada, że yowie - wysokie na 2,5 m i ważące 250 kg stworzenie - to żywy relikt ery początków ludzkości, który wciąż ukrywa się na odludnych obszarach kontynentu. Takich jak region Carrai Bellbrook, gdzie według Gilroy'a natrafić można właśnie na ślady stóp australijskiego yeti.

- To obszar doskonale nadający się do tego, aby poszukiwać tam yowie - twierdzi Gilroy. - To niezamieszkany region, gdzie wielu ludzi już zaginęło bez śladu.

Rex Gilroy planuje spenetrowanie Carrai Bellbrook. Zebrał już fundusze na ten cel, a w ekspedycji towarzyszyć mu będzie żona Heather i przyjaciel, kryptozoolog Greg Foster.

- Nie chcemy schwytać tego stworzenia, tylko zebrać dowody jego istnienia - oświadcza tropiciel australijskich yeti - Zabieramy kamery i aparat fotograficzny do zdjęć nocnych, a także dużo gipsu na odlewy śladów stóp yowie.

Umknęły nie oglądając się za siebie

To nie jedyne źródło zapewniające, że yowie kryje się na odludziach Australii. Inny przypadek odnotowano w połowie kwietnia 2009 roku również w pobliży Sydney.

Dwie turystki, które wybrały się na wędrówkę dokoła Australii, 23-letnia Ingrid Schon z Niemiec i 22-letnia Adia Hassan z Francji w okresie świąt wielkanocnych natknęły się na wysokie na ponad dwa metry, porośnięte futrem stworzenie.

Młode kobiety dotarły w swej wędrówce z plecakami w pobliże Sydney, w rejon Katoomba, gdy nagle usłyszały, że coś przedziera się przez pobliskie zarośla. Zatrzeszczały gałęzie i na polance pojawiła się ogromna, porośnięta futrem człekopodobna istota. Turystki nie czekały na rozwój wypadków - umknęły nie oglądając się za siebie.

Wspomniany na wstępie Rex Gilroy stawia hipotezę jakim stworzeniem jest yowie. Wg niego, to Homo erectus, który przecież stosunkowo niedawno wymarł w Azji - podobno niektóre odkryte szczątki tego praczłowieka liczą zaledwie 20 tysiącleci. Co prawda naukowcy nie odkryli dotąd śladów obecności H. erectusa na kontynencie australijskim, ale, jak twierdzi Gilroy, to tylko kwestia czasu, a takie dowody zostaną odkryte.

Tadeusz Oszubski

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje