Reklama

​Od dziewięciu lat zamawiają do jego domu pizzę. Ma już serdecznie dość!

Nikt nie wie, kto jest odpowiedzialny za duże zamówienia pizzy do domu 65-letniego Belga /123RF/PICSEL

Jean Van Landeghem z belgijskiego miasteczka Turnhout od blisko dekady zmaga się z bardzo nietypowym problemem: niechcianymi dostawami pizzy. Sprawa jest na tyle poważna, że do akcji wkroczyła nawet lokalna policja!

Wielu z was zapewne zgodzi się ze słowami, że nie ma czegoś takiego jak nadmiar pizzy. Zwłaszcza jeśli jest ona darmowa. 65-letni Belg ma jednak inne zdanie na ten temat. Dni powszednie i weekendy, rano, popołudniu lub w środku nocy - mężczyzna nigdy nie wie, kiedy pod jego drzwiami pojawi się dostawca z włoskim przysmakiem, którego... nigdy nie zamawiał.

Reklama

O dziwacznej sprawie Jeana Van Landeghema rozpisują się już nie tylko lokalne media.

"Wszystko zaczęło się 9 lat temu, kiedy dostawca przyniósł pod mój dom ogromne zamówienie z pobliskiej pizzerii. Tyle że ja niczego nie zamawiałem" - wspomina Landeghem w rozmowie z serwisem Het Laatste Nieuws.

Od tamtej pory niezapowiedziane dostawy jedzenia stały się coraz bardziej dokuczliwe. Mężczyzna wspomina, że pewnego styczniowego dnia roku 2019 do jego domu próbowano dostarczyć aż 10 różnych zamówień. Jedno z nich zawierało aż 14 rodzajów pizzy! 

"Przecież to strata pieniędzy i marnotrawstwo samego jedzenia. Te 10 zamówień kosztowało łącznie ponad 450 euro (blisko 2000 zł - red.)" - mówi ze słusznym żalem. Za "odwiedzinami" u Landeghema nie przepadają również sami dostawcy, zwłaszcza jeśli pod jego drzwiami pojawiają się po raz pierwszy. Rozmowa z człowiekiem, dla którego dostawa pizzy kojarzy się wyłącznie z koszmarem z pewnością nie należy do najprzyjemniejszych.

"Nie mogę już sypiać. Zaczynam się trząść, kiedy słyszę przejeżdżający przez ulicę skuter" - nie ukrywa Jean dodając, że coraz częściej pod jego domem zjawiają się dostawcy z pobliskich miejscowości.

Co ciekawe, z identyczną sytuacją zmaga się przyjaciółka Landeghema z oddalonej o nieco ponad 20 kilometrów miejscowości Herenthout. 

Jej przygoda z niechcianymi dostawami również zaczęła się dziewięć lat temu. Belg i jego "bratnia dusza" często otrzymują dostawy dokładnie tego samego dnia.

Policjanci niejednokrotnie byli zawiadamiani o tej niecodziennej sprawie. Niestety wciąż nie udało im się namierzyć żartownisiów wykręcających ten sam numer od prawie 10 lat.

"Kiedy w końcu dowiem się, kto tak uprzykrza mi życie, to zrobię wszystko, aby sprawcy na długo zapamiętali ten dzień" - zapowiada Landeghem. Ma jednak nadzieję, że wcześniej dane mu będzie w spokoju zasnąć bez obaw, że odpoczynek przerwie mu irytujący dźwięk skutera i konieczność kłótni o zapłatę za zamówienie, którego nawet nie składał...

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jean Van Landeghem | Belgia | pizza | Turnhout

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje