Reklama

Nostradamus Wschodu czy zwykły oszust?

Michel Hayek zaczynał jako pomocnik rzeźnika, a stał się telewizyjną gwiazdą całego arabskiego świata. Nazywają go Nostradamusem Wschodu, bo ma talent do przewidywania wydarzeń. A na niespokojnym Bliskim Wschodzie jest duże zapotrzebowanie na ludzi, którzy potrafią przewidzieć niepewną przyszłość.

- Wierzę, że wszyscy posiadają ten dar. To taki sam zmysł jak wzrok czy słuch. Jeśli mocno coś przeczuwam, po prostu podążam za instynktem - mówi Hayek, który zaczął ogłaszać swoje proroctwa dawno temu w górskiej wiosce na północ od stolicy Libanu. - Po prostu się z tym urodziłem. Jeśli nazywasz swoje oczy darem, to mój zmysł przewidywania wydarzeń, które nastąpią w przyszłości, też jest darem - mówi, siedząc w ogrodzie swojego luksusowego apartamentu z widokiem na Morze Śródziemne na peryferiach Bejrutu.

Reklama

Inwestuje w przyszłość

Pracuje jako inwestor na rynku nieruchomości. Ten segment rynku przeżywa w Libanie prawdziwy boom po tym, jak kraj odbudowuje się po zniszczeniach wojny Izraela z Hezbollahem. Specjalizuje się w kupnie, restaurowaniu i sprzedaży zabytkowych domów.

Hayek w swojej karierze wróżbity przewidział między innymi: śmierć księżny Diany i zabójstwa libańskiego miliardera Rafiqa Hariri oraz tamtejszego barona medialnego Gibrana Tueni. Starał się ostrzec Amerykanów przed katastrofą promu kosmicznego Challenger w 1985 roku, ale nie potraktowano go serio. Najnowsze jego przewidywania to "niebezpieczeństwo" wiszące nad pałacem prezydenckim. Widzi też kolejną tragedię w domu Haririch w 2007 roku, przy czym data 10 października 2007 ciągle staje mu przed oczami. - Ta data w zagadkowy sposób powraca mi do głowy - mówi.

Na co dzień wróży zgodnie z terminami zarezerwowanych wizyt. Od święta Hayek snuje swoje wizje na temat wydarzeń nadchodzącego roku w libańskiej telewizji. Zwykle są bardzo ogólnikowe i mętne.

INTERIA.PL/AFP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje