Reklama

Natron. Jezioro, które przynosi śmierć

Z pozoru spokojne i niewinne, skrywa w sobie śmiertelną tajemnicę. Legenda głosi, że położone w Tanzanii jezioro Natron przemienia w kamień każdą z istot, która tylko zbliży się do jego tafli...

Reklama

O afrykańskim akwenie zrobiło się głośno kilka miesięcy temu, kiedy do sieci trafiły zdjęcia autorstwa Nicka Brandta. Przedstawiały martwe ptaki, zastygłe w bezruchu tuż nad taflą Natronu. Orzeł, gołąb, flaming, jaskółka, a nawet latający ssak, nietoperz - wszystkie skamieniałe, jakby przemienione w posąg nadprzyrodzoną mocą.

Reklama

Zdjęcia, które trafiły także do książki Brandta "Across the ravaged land", zaczęły żyć własnym życiem i lotem błyskawicy obiegły cały świat. Wiele osób gotowych było wierzyć, że afrykańskie jezioro faktycznie posiada nadprzyrodzone moce, znane z legend o smoku Bazyliszku. Prawda jest jednak nieco bardziej prozaiczna i rzecz jasna znajduje logiczne wyjaśnienie.

Dość płytkie (do 3 metrów głębokości) jezioro Natron leży na suchym i gorącym terenie północnej Tanzanii. Jego temperatura dochodzi do 60 °C, ale to nie temperatura sprawia, że ma ono niezwykłe właściwości. Cały sekret tkwi w alkalicznej wodzie, której pH wynosi od 9,5 do 10,5, przez co jest w stanie poparzyć skórę, a nawet wypalić oczy nieprzyzwyczajonym do niej zwierzętom. Jedyne ptaki, które swobodnie korzystają z dobrodziejstw jeziora, to flamingi.

Spływające z pobliskich gór węglan sodu oraz inne minerały sprawiają, że woda w jeziorze ma silnie zasadowy odczyn. Nazwa akwenu - Natron - to także inne określenie sody krystalicznej, używanej w w starożytnym Egipcie do mumifikacji zwłok. To wyjaśnia, dlaczego zwłoki zwierząt wyrzucone na brzeg po zetknięciu z wodą są tak dobrze zachowane.

Wbrew temu, co sugerują zdjęcia Brandta, zwierzęta z Tanzanii nie zostały znalezione zastygnięte w skamieniałej pozie. Ich ułożenie to wyłącznie inwencja artysty, który opowiedział o procesie powstawania tej wyjątkowej fotosesji.

"Wszystkie zwierzęta, jakie sfotografowałem, znalazłem wyrzucone na brzegu, podczas wędrowania brzegiem jeziora Natron. Działo się to podczas suchej pory roku, gdy w jeziorze brakowało wody. Nie wiadomo dokładnie, jak zginęły, ale podejrzewam, że zmyliła je lustrzana powierzchnia wody i po prostu poleciały na pewną śmierć" - opisuje Brandt.

"Wydaje nam się, że właśnie to był powód ich śmierci, bo później nieraz znajdowaliśmy całe stada drobnego ptactwa, wyrzucone na plażę przez wodę. To dowód na to, że ginęły masowo w starciu z najbardziej zasadową wodą świata" - tłumaczy Nick Brandt na swojej oficjalnej stronie internetowej.

"Zabite zwierzęta, które znalazłem na wybrzeżu, postanowiłem zabrać ze sobą. Zaintrygowało mnie, że ich ciała są twarde jak kamień, więc nie mogłem zmienić pozycji głowy czy skrzydła. Postanowiłem posadzić je na gałęziach i skałach i ożywić choć na krótką chwilę. Zreanimować, tchnąć trochę życia w ich śmierć" - wyjaśnia artysta.

W ten sposób powstała wyjątkowa sesja, która ciekawi, fascynuje, przeraża, a przy okazji także edukuje. Bo dzięki niesamowitym zdjęciom Brandta świat dowiedział się o istnieniu niezwykłego jeziora położonego gdzieś na granicy Tanzanii i Kenii.

Paradoksalnie, śmiercionośne jezioro Natron może wkrótce ulec unicestwieniu. Lokalne władze planują bowiem budowę elektrowni na rzece Ngiro, zasilającej je w wodę. Jak do tej pory nie powstał żaden plan ochronny tego niezwykłego miejsca i niewykluczone, że wkrótce ten afrykański cud natury podziwiać będziemy jedynie na archiwalnych fotografiach.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: nietoperz | Flaming | orzeł

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje