Reklama

Naga prawda w Muzeum Seksu

Polityka i seks to dwie rzeczy, o których podobno nie wypada mówić w dobrym towarzystwie. W Nowojorskim Muzeum Seksu połączono je zapraszając na nieco perwersyjną wersję prezydenckiej debaty.

Debata była intensywna, podniecająca i ostra - przynajmniej dla tych, którzy przybyli zobaczyć ją na ekranach w Muzeum Seksu. Prawdopodobnie w żadnym innym miejscu naga prawda o polityce nie pojawiła się na ekranach obok zupełnie innego rodzaju nagości.

Reklama

Z jednej strony można było zobaczyć filmy z wystawy poświęconej seksualnemu życiu zwierząt - spółkowanie pand tylko dla dorosłych czy obrazki kanibalizmu o podtekście seksualnym w wykonaniu arizońskich jaszczurek. Z drugiej strony bardziej "swojskie" wynalazki związane z naszymi zwyczajami - od biczy po krzesło, które można byłoby pomylić z dentystycznym, gdyby nie sporych rozmiarów penis na siedzeniu.

W samym środku natomiast Republikanin McCain i Demokrata Obama dyskutowali na temat źródeł energii i polityki podatkowej.

Dwustu zgromadzonych nowojorczyków nie widziało nic złego w takim połączeniu. - Nie ma lepszego połączenia niż seks i polityka. To w końcu dwie rzeczy, o których nie powinno się rozmawiać w dobrym towarzystwie - żartowała 37-letnia Simon Betz, stojąc przed nie-dentystycznym krzesłem.

- Wszystko jest tak pokręcone w naszym kraju, że to dobrze, iż spotkaliśmy się tutaj, bawimy się i myślimy o seksie. To na pewno lepsze niż myślenie o załamującej się ekonomii i o tym, jak biedni będziemy wszyscy już niedługo - mówiła.

Nie zdziwi was na pewno to, że Muzeum Seksu nie było w dzień debaty terytorium Republikanów. Buczenie, gdy mówił McCain i okrzyki aplauzu, gdy mówił Obama były prawie tak głośne, jak odgłosy spółkujących zwierząt.

Artystka Molly Crabapple wykorzystała okazję, by zaprezentować swój obraz "Politics". Przedstawia orgię, w której centralnym punkcie czerwony słoń (maskotka Republikanów) wchodzi w intymną relację z niebieskim osłem (maskotka Demokratów).

- Ta scena przedstawia amerykańską politykę jako wielką grę odwracania uwagi, w którą bawią się ludzie tak naprawdę tego samego gatunku - tłumaczy Crabapple. Mimo tej konstatacji jest płomienną zwolenniczką Obamy.

Żałuje, że ukończyła swoje dzieło dwa miesiące temu, przed tym, jak uwierzyła, że jej kandydat może wygrać. - Gdybym namalowała go dzisiaj, osioł byłby na górze - stwierdza.

Zobacz również, na kogo głosują najseksowniejsze

Sebastian Smith (AFP), tłum. i opr. ML

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: muzeum | rzeczy | seks | polityka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje