Reklama

Mroczna historia pewnej sekty

Nikt nie przypuszczał, że akcja sił policyjnych na farmie Mount Carmel potrwa dwa miesiące i skończy się śmiercią około stu osób...

Zanim David Koresh stał się Davidem Koreshem, wzbudzającym w swoich poddanych jednocześnie strach i uwielbienie nowym mesjaszem, był zupełnie przeciętnym młodym mężczyzną. Nic nie zapowiadało tragedii, która później nastąpiła.

Reklama

Chłopak z sąsiedztwa

Urodził się w 1959 roku w Houston jako Vernon Wayne Howell. Był owocem związku dwojga nastolatków. Ojciec szybko odszedł do innej kobiety, a młodociana matka nie zaprzątała sobie głowy synem. Małym Vernonem opiekowali się dziadkowie, przeważnie jednak radził sobie sam.

Jeżeli Vernon czymś się wyróżniał, to dysleksją i słabymi wynikami w szkole, którym zawdzięczał wiele mówiący pseudonim: Pan Zacofaniec. To, czego nie potrafił zrozumieć, zapamiętywał. A pamięć miał bardzo dobrą, wręcz doskonałą - podobno jako dwunastolatek recytował na wyrywki Nowy Testament.

Ta umiejętność bardzo mu się potem przydała. Od czytania książek wolał muzykę. Próbował sił w komponowaniu, marzył o profesjonalnej karierze muzyka, nikt jednak nie dostrzegał talentu, którego on sam był pewien. W końcu się poddał i zdecydował poświęcić innej pasji - Pismu Świętemu, które studiował od dziecka.

Dom zmieniony w księstwo

Jako dwudziestoletni, samotny i wyobcowany młodzieniec został jednym z Adwentystów Dnia Siódmego. Szybko okazało się jednak, że nie było to miejsce, w którym mógł realizować swoje ambicje i zachowywać się zgodnie ze swoją naturą. Został wykluczony ze wspólnoty, kiedy oskarżono go o wywieranie złego wpływu na młodszych kolegów. Jeden z członków grupy miał później powiedzieć, że myśli Howella krążyły nie wokół Biblii, ale przede wszystkim w okolicach własnego krocza.

Przełom nastąpił dwa lata później. W 1981 roku Howell przeprowadził się do miasta Waco, gdzie dołączył do jednego z odłamów Adwentystów Dnia Siódmego, Gałęzi Dawidowej. W siedzibie sekty, Mount Carmel Center, w końcu znalazł dom, który miał niebawem zamienić w swoje królestwo.

Romans ze staruszką

Gałąź Dawidowa powstała w 1955 roku na skutek schizmy, która objęła cały Kościół Rózgi Pasterza (nazywany też Dawidańskimi Adwentystami Dnia Siódmego). To wtedy zmarł uważany za proroka Victor Houteff, założyciel DADS i od dwudziestu lat lider zgromadzenia.

Po śmierci Houteffa wielu członków kościoła zamierzało zająć jego miejsce, bezkompromisowo walcząc o tytuł przywódcy. Brak porozumienia spowodował rozłam grupy, wskutek czego powstało kilka skłóconych ze sobą i nieuznających się nawzajem wspólnot.

Jedną z nich była właśnie Gałąź Dawidowa. Jej członków kojarzono ze skrajnymi poglądami religijnymi wierzyli m.in. w zbliżającą się Apokalipsę. Gałęzią dowodzili kolejni prorocy, każdy z nich miał w zwyczaju wyznaczać termin, zazwyczaj nieodległy, nadejścia Sądu Ostatecznego. Kiedy się mylili (a jak wiadomo, mylili się zawsze), tracili władzę, oddając ją w ręce następców, którzy podobnie jak oni bez skrupułów manipulowali wiernymi.

Ambicje sięgały dalej

Ważną datą w historii sekty był rok 1981. Na farmie (zwanej przez dawidan Mount Carmel Center) położonej w pobliżu teksańskiego Waco pojawił się dwudziestodwuletni Vernon Howell, wówczas zwyczajny członek grupy.

Pewny siebie, łatwo nawiązujący kontakty, obdarzony aparycją i charyzmą gwiazdy rocka, którą nigdy nie został, szybko zyskał grono znajomych, z czasem zamieniając ich w swoich zwolenników.

Już dwa lata po przystąpieniu do Gałęzi Dawidowej Howell zaczął zdobywać coraz większe wpływy w tym religijnym zgromadzeniu. Wielu nie mogło się oprzeć urokowi młodego mędrca, który w każdej chwili był gotów zacytować wybrany wers z Biblii i dyskutować o nim godzinami.

Vernon wkradł się nawet w łaski Lois Roden, żony Benjamina Rodena, założyciela Gałęzi, a po jego śmierci przywódczyni całej sekty. Przyszły prorok nie zawahał się nawiązać romansu z wówczas prawie osiemdziesięcioletnią kobietą.

Ale młodemu Howellowi wszystko to nie wystarczało. Nie chciał być jednym z liderów sekty, jego ambicje sięgały znacznie dalej. I nie uwzględniały dzielenia się z kimkolwiek władzą.

Czas fałszywych proroków

Howell nie został kochankiem Lois Roden przez przypadek. Było to przemyślane posunięcie w grze, którą toczył z synem sędziwej kobiety. George Roden miał zamiar stać się prawowitym następcą matki, kolejnym prorokiem, który będzie przewodził Gałęzi Dawidowej.

Rosnąca popularność Howella mogła pokrzyżować mu plany. Zwłaszcza że przeciwnik uciekał się do każdego chwytu, nie uznając żadnych granic w rozgrywce, której stawką była nieograniczona władza nad łatwymi do zmanipulowania ludźmi (Howell przekonywał, że związek z Lois Roden jest mu nakazany przez Boga, a owocem ich uczucia będzie Wybraniec, który zresztą nigdy się nie narodził).

Obaj mężczyźni rywalizowali ze sobą bez pardonu. Każdy starał się przekonać do siebie członków zgromadzenia i zyskać jak największy posłuch. W pewnym momencie George Roden uznał nawet, że to on, a nie jego matka, jest prawowitym przywódcą sekty, ale wciąż ciesząca się dużym szacunkiem wspólnoty Lois Roden szybko ostudziła jego zapał, otwarcie faworyzując konkurenta.

Dowiedz się więcej na temat: armia | płomień | oblężenie | samobójstwo | FBI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje