Reklama

Miał tatuaże, donieśli na niego dyrekcji

Chcieli zwolnić kierownika, bo miał "niepokojący wygląd" i "widniejące na skórze tatuaże", ale sami padli ofiarą swojego donosu. Grupa anonimowych kapusiów z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa stała się w ostatnim czasie pośmiewiskiem internautów.

"Jako grupa merytorycznych pracowników Muzeum Historycznego miasta Krakowa, która pragnie zachować anonimowość, piszemy do Pana Dyrektora w sprawie pana Macieja Twaroga" - tak rozpoczyna się pismo, sygnowane przez "17 merytorycznych pracowników MHK". Z jego treści dowiadujemy się, że zatroskani pracownicy domagają się zwolnienia z muzeum pracującego tam wówczas na stanowisku kierownika Macieja Twaroga z kilku niezwykle ważnych powodów.

Konfidenci oburzeni są brakiem odpowiedniego wykształcenia pana Twaroga, sugerując jednocześnie, że wśród pozostałych pracowników znajdują się lepsi od niego fachowcy. Donoszących niepokoi również wygląd, a konkretnie tatuaże, znajdujące się na skórze Macieja Twaroga. Autorzy pisma nie posądzają go broń Boże o kryminalną przeszłość, ale "Dla niektórych to kompletnie szokujące, gdy osoba prowadząca zajęcia dla dzieci jest wytatuowała od stóp do głów. Zastanawiamy się jak to wpływa na opinię o naszym Muzeum. Przypuszczamy, że to nie ostatnie tatuaże referenta Twaroga i aż strach pomyśleć, gdzie jeszcze mogą się pojawić!" (pisownia oryginalna).

W dalszej części pisma merytoryczni pracownicy domagają się natychmiastowego odsunięcia Twaroga od pracy. Są na tyle łaskawi, że nie sugerują zwolnienia, a jedynie "odseparowanie" od funkcji kierowniczych. Dodają również, że zamierzają zainteresować sprawą krakowskie media.

Media sprawą zainteresowały się dopiero ostatnio, jak się okazuje dopiero rok po wysłaniu pisma do dyrekcji muzeum, gdy Twaróg umieścił skan pisma na swoim profilu na Facebooku. Donos został udostępniony prawie dwustukrotnie i szybko stał się lokalnym przebojem internetu.
 
- To stara sprawa, nie wypłynęła nigdzie, bo wetknąłem to pismo gdzieś w szpargały i wygrzebałem dopiero ostatnio podczas porządków. Wrzuciłem je na facebooka tak dla beki, a zrobiło się z tego wielkie halo. Sprawa zaczęła żyć własnym życiem - przyznaje ze zdziwieniem i wyjaśnia jednocześnie, że donos nie wpłynął nigdy na jego pracę w Muzeum Historycznym miasta Krakowa.

Reklama


- Zaszokowało mnie to i zdziwiło. Szok był tym większy, że podczas mojej pracy w muzeum nikt nie miał do mnie pretensji. Przez cztery lata otrzymałem różne wyróżnienia, w tym odznakę "Zasłużony dla dzielnicy Zwierzyniec" - opowiada. W muzeum na Zwierzyńcu już nie pracuje. Odszedł z niego sam, w lipcu tego roku.

- Nie wybijałem się tam, nie chodziłem nawet na imprezy, a o wielu rzeczach dowiadywałem się pokątnie. Moim zdaniem zachowanie tych ludzi, to podcinanie swojej własnej gałęzi. Dla mnie fakt, że ktoś ma brązowe oczy, krzywą wargę, czy tłuste włosy, to powód do osobistej refleksji, a nie do donosu - zauważa były kierownik oddziału muzeum.

Twaróg śmieje się także z przemyconej w piśmie sugestii o kryminalnej przeszłości. - Moje tatuaże nie kojarzą się z kryminałem. Tam na pewno się nie wybieram. Łezki, kropki - to nie ten klimat. Tatuaże, które posiadam związane są wyłącznie z Nową Hutą i moimi dziećmi. U mnie tatuaż równa się Nowa Huta. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to już nie mój problem - rozkłada ręce Maciej Twaróg.

W całej sprawie pocieszające jest jedno. To, że merytorycznie przez swoich ówczesnych szefów oceniony został odsądzany od czci i wiary "referent Twaróg". A donosicieli dosięgła karząca ręka sprawiedliwości. Stali się pośmiewiskiem internautów i zarazem przestrogą. Bo kto donosem wojuje, od donosu ginie!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: tatuaż | donos | konfident | kierownik | muzeum

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje