Masoni: Zagadki mrocznego bractwa

Świat symboli masońskich wydaje się tajemniczy. W rzeczywistości to prastare znaki wolnomularstwa: pentagram uchodzi za symbol świątyni Salomona. Cyrkiel i węgielnica to narzędzia średniowiecznych budowniczych. Czaszka wskazuje na kruchość ziemskiego życia

Organizacja składa się z tysięcy lóż. Większość z nich unika rozgłosu, choć niektóre są mocno zaangażowane w globalną politykę i ekonomię. Bractwo powstało niemal 300 lat temu i według wielu ciągle sprawuje tajne rządy nad światem...

Reklama

Zwłoki są w  stanie zaawansowanego rozkładu. Leżały w  wodzie już na długo przed tym, zanim w październiku 1827 roku wyrzuciły je na brzeg fale jeziora Ontario w stanie Nowy Jork. Nazwisko zmarłego: William Morgan.

Groził, że ujawni tajemne i skandaliczne praktyki masonów. Ostatni mężczyźni, którzy widzieli Morgana przy życiu, zeznają, iż dali mu jedynie pieniądze, by wyjechał z  USA. Podają się za masonów i zostają uniewinnieni.

Reklama

W roku 1982 w  Londynie znaleziono powieszonego Roberto Calviego, bankiera i członka loży masońskiej P2. Przypadek do dziś nie został wyjaśniony. Faktem jest, że Calvi dużo wiedział - i chciał o tym opowiedzieć. Członkowie P2 nazywają siebie "czarnymi braćmi".

Czy to więc przypadek, że zwłoki Calviego wisiały pod mostem Czarnych Braci (Blackfriars Bridge)? Rosja, wrzesień 2010. Prawie codziennie ktoś ginie od kuli, ładunku wybuchowego lub noża. Od stycznia miało miejsce ponad 100 morderstw na zlecenie. Żaden z przypadków nie został wyjaśniony. Ale wszystkie ślady prowadzą do elity świata przestępczego, znanej pod nazwą "wory w zakonie".

Zbrodnie te dzieli wiele lat, wydarzyły się na różnych kontynentach - ale łączy je jedno: śledczy trafili na nieprzenikniony mur milczenia. I na tajne organizacje, które działają na tych samych zasadach. Wiele faktów pozostaje w ukryciu, ale mimo to pewne jest, że powiązania wolnomularzy sięgają daleko...

Prawie 300 lat temu przedstawiciele czterech cechów budowlanych w Londynie zjednoczyli  się w Wielką Lożę Anglii - ten dzień uważa się za datę założenia masonerii. Ustanowiona została konstytucja, w której zapisane jest, że wolnomularstwo to "miejsce zjednoczenia" ludzi wszelkich wyznań i narodowości oraz że "wolnomularz to miłujący pokój obywatel państwa. Nie może nigdy dać się uwikłać w bunt lub spisek". Jednak już po kilkudziesięciu latach zasady te przestały być rygorystycznie przestrzegane...

Gigantyczna sieć

Masoneria nigdy nie wystąpiła jawnie jako partia polityczna, nigdy oficjalnie nie rościła sobie prawa do władzy. Ale historia zna wielu zdeklarowanych masonów aktywnych politycznie: po Jerzym Waszyngtonie do bractwa należało przynajmniej jedenastu kolejnych prezydentów USA - ostatnio George W. Bush.

Wolnomularzem był Winston Churchill, założyciel współczesnej Turcji Mustafa Kemal Atatürk czy król Polski Stanisław August Poniatowski. Zasada wolnomularstwa jest zarówno prosta, jak i skuteczna: każdy z członków ma obowiązek bezwzględnego wspierania pozostałych braci - o ile nie narusza to reguł loży. W ten sposób w ciągu trzystu lat powstała ogólnoświatowa sieć, w  której coraz większą rolę zaczęły odgrywać pieniądze, władza i wpływy polityczne.

O czym milczą członkowie grupy Bilderberg?

Współcześnie coraz częściej mamy do czynienia z takimi organizacjami, jak Grupa Bilderberg, Komisja Trójstronna czy Council on Foreign Relations - które swym funkcjonowaniem przypominają tajne związki. Wydają pisma, można do nich zadzwonić, mają własne strony internetowe - ale ten, kto chce się dowiedzieć czegoś więcej, natrafia na mur milczenia.

Na tajnych konferencjach spotykają się giganci gospodarki z najważniejszymi politykami. Do Komisji Trójstronnej należało 6 z 7 prezesów Banku Światowego po 1973 roku, ale także Bill Clinton czy Polacy: prezes NBP Marek Belka i były minister finansów Andrzej Olechowski, który brał też udział w spotkaniach Grupy Bilderberg. Nie byłoby w tym może nic zastanawiającego, gdyby nie fakt, że zapraszani na spotkania ściśle wyselekcjonowani dziennikarze w ogóle nie informują o ich przebiegu.

Jeśli organizacje te realizują szczytne cele i pełne dobrych chęci walczą o  lepszy świat, to skąd ta tajemniczość?

Dlaczego np. polityk, który zostanie zaproszony jako gość na doroczne spotkanie elitarnego kręgu Bilderberg, musi się zobowiązać do tego, że nie poinformuje o tym swoich wyborców? Pytanie brzmi zatem: jak skłonić człowieka do tego, by zachował milczenie?

Grożenie pozbawieniem zdrowia lub życia nie jest właściwie konieczne, jeżeli ludzie, którzy zwrócą się przeciwko wspólnocie, ryzykują utratą wszystkiego: dobrego imienia, kariery, majątku. Śluby milczenia są często pieczętowane poprzez budzące grozę rytuały. Masoni w USA w XIX w. odbywali następujący ceremoniał: kandydat był wprowadzany do pomieszczenia z  zawiązanymi oczami.

Pojedyncza świeca oświetlała stół i leżące na nim ludzkie kości oraz czaszkę napełnioną winem. Opróżnienie jej było warunkiem przystąpienia do organizacji. Każdy nowicjusz poprzez ten rytuał przysięgał wierność loży i jej celom, a w zamian mógł mieć udział we władzy i  wpływach. Taka zmowa milczenia powtarza się w historiach o wszystkich tajnych ruchach ubiegłych stuleci.

Jak potężna może być tajna organizacja?

Amerykańska organizacja masońska Skull and Bones (Czaszka i Kości) od ponad 180 lat skupia w swoich szeregach najbardziej wpływowych polityków i finansistów  USA. Braciom spod znaku Czaszki i Kości od dziesięcioleci udaje się obsadzać najważniejsze urzędy w kraju.

W wyborach w 2004 roku obaj kandydaci na prezydenta - John Kerry i George W. Bush - wywodzili się z jej szeregów. W Gabinecie Owalnym, na czele CIA, w zarządach najważniejszych banków i koncernów zasiadali i zasiadają ludzie, którzy działają w duchu celów tego tajemniczego stowarzyszenia. Ale co to za cele? Wystarczy przeczytać, co powiedział George W. Bush na krótko przed objęciem urzędu: - Gdybyśmy mieli dyktaturę, wszystko byłoby naprawdę prostsze - o ile to ja byłbym dyktatorem.

Czy zorganizowana przestępczość to nowa masoneria?

Wiele organizacji przestępczych przypomina masonerię - przede wszystkim z racji swej tajności i  posiadanych wpływów. Mafie często stosują metody działania i  przestrzegają kodeksu wzorowanego w mniejszym lub większym stopniu na masonerii. Jako przykład można podać tu wywodzącą się jeszcze z czasów Związku Radzieckiego rosyjską "Organizację".

Jej przywódcy ("wory w zakonie") muszą przestrzegać przestępczego kodeksu honorowego ("worowskij mir"). I podobnie jak Skull and Bones oferują coś w rodzaju ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków, które uruchamiane jest, gdy ich towarzysze wpadają w tarapaty.

Ten system okazał się na tyle wydajny i atrakcyjny, że wory stały się państwem w państwie. "Organizacja" infiltrowała sowieckie społeczeństwo i  jego władze oraz świetnie przetrwała upadek ZSRR. Dzisiaj kontroluje znaczną część rosyjskiej gospodarki. Wtajemniczeni zakładają, że nawet oligarchowie, tacy jak Roman Abramowicz, muszą płacić "Organizacji" haracz.

Czy zatem możemy stwierdzić, że masoni założyli swe loże, by zapanować nad światem? To oczywista przesada. Tajne związki istniały w  końcu już przed wolnomularzami. Wiele z nich powstało po to, by - jak masoni - budować nowe, lepsze społeczeństwo dla dobra człowieka.

Jednak dzisiaj coraz wyraźniej widać, że granice między tajnymi ruchami i różnego rodzaju organizacjami przestępczymi zacierają się. W ten sposób powstają niejawne związki nowego typu, zmierzające do rozpoczęcia epoki, w której nieliczni próbują zapanować nad wszystkimi. Przyszłość pokaże, czy tak się stanie. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje