Reklama

Manuskrypt Wojnicza: Tajemnicza księga zagadek

Pokryte tajemniczym pismem i rysunkami 272 strony stanowią nierozwiązaną od stuleci zagadkę / CESAR MANSO /East News

Alchemicy i hochsztaplerzy

Reklama

Niewiadomych jest zresztą więcej. Nie wiemy ani kto jest autorem rękopisu, ani po co go stworzył. Badania wieku dokumentu wykonane metodą radiowęglową wykazały, że ma on ponad pół tysiąca lat. Powstał między rokiem 1404 a 1438. Znana historia manuskryptu jest jednak o 200 lat późniejsza i przenosi nas do czeskiej Pragi. 

Na początku XVII wieku jego właścicielem był tamtejszy alchemik Georg  Baresch. Zanim księga trafiła do jego rąk, prawdopodobnie znajdowała się na dworze cesarza imperium Habsburgów - Rudolfa II. 

Skąd taki wniosek? Podczas sporządzania fotokopii tekstu odkryto na pierwszej stronie ślady podpisu Jakuba de Tepenec, który był osobistym lekarzem władcy. A miał go z czego leczyć - Rudolf cierpiał na kiłę. Z tego powodu nasilały się u niego ataki lękowe, obsesje oraz osobliwe skłonności. Z zapałem oddawał się wróżbiarstwu, kabale, okultyzmowi oraz alchemii. 

- Cesarz magów, bo tak go nazwano, był postacią tajemniczą, zmagającą się z depresjami, chorobami oraz własnymi lękami - komentuje dr Anna Ziemlewska, historyk z Muzeum Pałacu Króla Jana III  w Wilanowie. 

- Przeprowadził się do Pragi, by uciec przed trudami sprawowania rządów oraz wiedeńskim dworem. Świat sztuki i alchemii dawał mu ukojenie. Pod koniec XVI wieku Praga stała się mekką dla artystów, alchemików, lekarzy, astronomów, astrologów...

Skąd cesarz miał niezwykły rękopis? Według jednej z hipotez dostarczył mu go John Dee - angielski podróżnik i astrolog królowej Elżbiety I. W ówczesnej Europie cieszył się on sławą znawcy wiedzy tajemnej. Czy zasłużenie? Pewne jest, że umiał swoje rzekome umiejętności dobrze sprzedać - i to królom z całej Europy. 

W pewnym momencie odwiedził m.in. schorowanego Stefana Batorego. John Dee przebywał w Pradze z równie ekscentrycznym kompanem - niejakim Edwardem Kellym, który podawał się za medium. Twierdził on, że za pomocą specjalnego proszku, który wykopał z grobu biskupa Walii, potrafi zamienić miedź w złoto. Osobliwy duet najprawdopodobniej omamił szalonego cesarza i zapewne za sowitą opłatą oddał mu tajemniczy rękopis.

Reklama

Alchemik przypuszczalnie rozpowszechnił w tym celu plotkę, że księga to dzieło  Rogera Bacona. Późniejsze badania wykazały, iż wybitny filozof, który znał się na szyfrach, nie miał z nią jednak nic wspólnego. Zwolennicy tezy, że jest ona pomysłowym falsyfikatem, sądzą, iż za mistyfikacją stoi sam Dee, który miał sporządzić manuskrypt, a następnie sprzedać go Rudolfowi. 

Z jego dworu księga trafiła do wspomnianego Barescha, a później przez jakiś czas była w zbiorach Uniwersytetu Karola w Pradze. Następnie przejęli ją jezuici we Włoszech. Na ponad 200 lat o manuskrypcie zrobiło się cicho. Dziś hipotez dotyczących jego pochodzenia jest sporo, a część badaczy przypisuje autorstwo samemu Leonardowi da Vinci - wybitny umysł renesansu miał stworzyć to dzieło w młodości. Są i tacy, którzy sądzą, że ludzkości podarowali je... kosmici. 

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje