Reklama

​Ludzka Szarańcza: Chcieli pomóc, stracili tysiące

Dlaczego dobrych ludzi na świecie jest mniej niż tych złych, a wszyscy bez wyjątku mamy opory przed pomaganiem? Może dlatego, że jeśli okaże się ludziom choć trochę troski, wykorzystają to w perfidny sposób? Dwójka rolników z Azji postanowiła podzielić się swoimi zbiorami z potrzebującymi sąsiadami, którym powiedziano, żeby "wzięli sobie worek czy dwa" z ich upraw. Straty? 500 ton rzodkiewek wartych ponad 40 tys. dolarów.

"Powinniśmy dzielić się tym, co mamy" - łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. A jeśli już ktoś się na to zdecyduje, to może się nieźle na tym przejechać. Dwóch wspólników z Chin zajmujących się hodowlą rzodkiewek przekonało się o tym w dość brutalny sposób. Miły gest przerodził się w szaleńczą grabież, której nie mogła zatrzymać nawet policja.

Reklama

- Sąsiedzi od dłuższego już czasu chwalili nasze rzodkiewki, mówiąc, że smakują świetnie w zimowych zupach - mówi w wywiadzie dla lokalnego "Chutian Metropolis Daily" Xu Jiuge, jeden z poszkodowanych rolników. - Chcieliśmy pomóc im, bo wiemy, że zima to ciężki czas dla wszystkich. Powiedzieliśmy więc, że mogą się poczęstować, jeśli chcą. Ostatecznie w okolicy mieszka tylko kilka rodzin, więc stwierdziliśmy, że nic się nie stanie, jak wezmą sobie worek czy dwa.

Nie wiadomo, jak sąsiedzka informacja o tym, żeby wziąć na własne potrzeby kilka rzodkiewek przerodziła się w plotkę o tym, że rolnicy rozdają za darmo całe swoje plony. Plotkę, która rozeszła się po całym regionie z prędkością błyskawicy i mocą australijskich pożarów.

Następnego dnia całe pole po horyzont zaroiło się od ludzkiej szarańczy - tysiące osób, dowiedziawszy się o tym, że jacyś szaleńcy rozdają ponoć rzodkiewki za nic, przybyły po to, aby zerwać i zabrać ze sobą jak najwięcej się da.

- W życiu nie widzieliśmy takich tłumów - opowiada pan Xu. - Próbowaliśmy wezwać policję, ale ta niewiele mogła zrobić. Pomiędzy 7:00 a 10:00 rano nasza ziemia była usłana ludźmi, którzy rzucili się do zbierania. Naliczyliśmy ponad ich ponad 3 tysiące. Niektórzy przebyli rano 120 kilometrów, żeby tu przyjechać.

To nie wszystko. Nie dość, że kilka tysięcy szabrowników wykorzystało miły, acz najwyraźniej niezwykle naiwny, gest rolników - niektórzy byli na tyle bezczelni, że... streamowali całe wydarzenie na żywo swoim znajomym przez media społecznościowe. Z telefonami w ręku chwalili się na swoich profilach tym, że przejechali kawał drogi, aby obłowić się kosztem dobrodusznych farmerów i nazbierać tyle darmowej rzodkiewki, ile tylko zdołają unieść. Prawdziwy powód do dumy - mamy nadzieję, że lajki sypały się jak szalone.

Rolnicy mogli tylko siedzieć i obserwować, jak pole pustoszeje na ich oczach. Ostatecznie policzyli, że "sąsiedzi" pozbawili ich około 500 ton rzodkiewek, a łączne straty oszacowali na równowartość 42 tys. dolarów. Chytra Baba z Radomia może się schować.

Nie stracili jednak pogody ducha i w wywiadach dla lokalnych mediów twierdzą, że w zasadzie to dobrze, bo i tak chcieli oddać nadmiar zbiorów na cele charytatywne, ale wtedy musieliby wszystko zebrać sami. Nie oznacza to oczywiście, że zachowanie okolicznych mieszkańców było w porządku. Wręcz przeciwnie - pokazało dobitnie po raz kolejny, dlaczego ludzkość nie zasłużyła na miłe rzeczy.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje