Reklama

Krokodyle i węże opanowały miasto

Mieszkańcy australijskiego Rockhampton w popłochu opuszczają swoje domy. Uciekają nie tylko przed falą powodziową, ale również przed plagą węży i krokodyli...

Liczące 75 tys. mieszkańców miasto zostało praktycznie całkowicie odcięte od reszty australijskiego stanu Queensland po tym, jak ogromna powódź zalała stację kolejową i lotnisko. Pod wodą są także tysiące domów. Setki ludzi ucieka z Rockhampton ostatnią suchą drogą nie mogąc uwierzyć, że pod wodą jest teren o powierzchni większej niż Francja i Niemcy razem wzięte. Nic dziwnego, że o największej od lat powodzi w Australii nie mówi się inaczej, niż o "biblijnym potopie".

Reklama

Język węża na policzku

Rockhampton, które do niedawna było suchym jak pieprz australijskim zagłębiem hodowli bydła, wraz z naporem wody zapełnia się... krokodylami i wężami. Większość mieszkańców, która postanowiła zostać i pilnować swojego - zalanego przez wodę - dobytku co chwilę widzi gady długie nawet na ponad dwa metry.

Węże - w tym bardzo jadowite tajpany australijskie, węże brązowe i czarne węże czerwonobrzuche - wspinają się na drzewa czy chowają się w domach mieszkańców Rockhampton. Uciekając przed wielką wodą szukają suchych i bezpiecznych miejsc.

- Węże są olbrzymim problemem. Musiałam pozamykać wszystkie drzwi i okna, bo one cały czas wchodziły do budynku - mówi Suzanne Miller, właścicielka pubu "Pioneer Hotel". - Jeden wąż brązowy prawie mnie zabił - dodaje.

- Mieszkam na łódce niedaleko stąd, a on był owinięty wokół liny - wyjaśnia. - Czułam jego język na policzku, już chciał mnie ugryźć, ale kiedy się rzucił na mnie spadł mi prosto pod nogi. Niewiele brakowało - mówi o swoim bliskim spotkaniu z jadowitym gadem.

Węże, krokodyle, ropuchy...

Władze ostrzegły mieszkańców, że węże są bardzo agresywne. Natomiast wyrzucone z rzek przez fale powodziową krokodyle mogą być łatwo pomylone ze stertą gruzu i śmieci.

- Węże mają teraz okres godowy, a powódź wygoniła je z ich naturalnego środowiska. Są teraz bardzo rozdrażnione i niebezpieczne. Mogą zaatakować z błahego powodu - mówi Scott Mahaffey z centrali służb ratunkowych.

- Problem z krokodylami polega natomiast na tym, że bardzo trudno odróżnić je gruzu - dodaje.

Jakby węży i krokodyli było mało, w okolicach Rockhampton zauważono również tysiące bardzo niebezpiecznych ropuch aga (ich jad może nawet zabić człowieka!). Władze ostrzegają, że prędzej czy później na zalanych ternach pojawią się także miliony komarów.

Tysiące poszkodowanych, miliony dolarów strat

Rockhampton jest jednym z 22 miast zalanych przez powodzie, które zaczęły się jeszcze przed Bożym Narodzeniem. W ich wyniku w najbardziej dotkniętym przez wielką wodę stanie Queensland zginęło już 10 osób.

Do najbardziej poszkodowanych przez wodę miejsc zaopatrzenie dostarcza wojsko, a produkty dystrybuuje policja. Wielokrotnie dochodziło również do sytuacji, w których stróże prawa musieli siłą wyciągać ludzi z domów najbardziej zagrożonych przez powódź.

Szacuje się, że ta największa od lat klęska naturalna w Australii dotknęły 200 tys. ludzi, a straty wyniosą setki milionów dolarów.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje