Reklama

Kenijczyk skarży rodaczki za brak seksu

James Kimondo chce odszkodowania za szkody, które poniósł w trakcie trwającego tydzień protestu kenijskich kobiet, który polegajał na... seksualnym bojkocie mężczyzn.

Przypomijmy: Zjednoczona koalicja kenijskich organizacji kobiecych, tzw. G10, pod koniec kwietnia ogłosiła pierwszy tydzień maja krajowym tygodniem bez seksu.

Ta oryginalna (kuriozalna?) forma protestu miała na celu skłonienie rządzących krajem mężczyzn do rozwiązania politycznych problemów, z którymi nie mogą się uporać od czasów prezydenckich wyborów pod koniec 2007 roku. Wtedy to doszło do zamieszek, w których zginęło ponad 1,5 tys. osób.

Aktywistki argumentowały, że wobec tylu borykających kraj problemów przywódcy nie powinni mieć czasu na seks. Żona premiera, Ida Odinga, wyraziła pełne poparcie "ciałem i duszą". - To nie jest kara dla naszych mężczyzn. To sposób na to, żeby zwrócić ich uwagę na ważne tematy - tłumaczyła w rozmowie z AFP.

Reklama

Minął już tydzień bez seksu, teraz pan James Kimondo skarży kobiety. O co? O szkody wywołane szlabanem na seks. - Moja żona odmówiła mi moich małżeńskich praw. To spowodowało niepokój psychiczny i nieprzespane noce - tłumaczył reporterom przed Sądem Najwyższym w Nairobi. - Cierpiałem na bóle głowy, nadmierny stres, problemy z koncentracją - wymieniał.

Według grupy G10, która w zamian za odszkodowania pieniężne namawiała do bojkotu nawet prostytutki, strajk zakończył się sukcesem. Nie wiadomo, czy to skutek bojkotu, czy po prostu zbieg okoliczności, ale prezydent Mwai Kibaki i jego rywal piastujący stanowisko premiera, Raila Odinga, zaczęli ze sobą rozmawiać - pierwszy raz od miesiąca! Spotkali się w poniedziałek i wyznaczyli datę następnego, bardziej oficjalnego spotkania, na ten czwartek.

Agencje nie podają, jakie są szanse Jamesa Kimondo na wygraną, a także kto (żona, grupa G10?) wypłaci mu odszkodowanie. I w jakiej formie... My sądzimy, że pan Kimondo postąpił nieładnie traktując swoje intymne relacje z małżonką jako usługę dostępną 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Ale czy to nie panie zaczęły, traktując seks jako walutę przetargową? I czy nie powinny swojego protestu ograniczyć do osób decydujących o losach kraju? Co sądzicie?

AFP, ML

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: seks | żona | szkody | odszkodowania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje