Reklama

Karabin, propaganda i świętość partii: Jak rządzi się w Chinach?

Od kilku lat w Chinach następuje wyraźna intensyfikacja wewnętrznej propagandy i surowych rządów partii /NICOLAS ASFOURI / AFP /East News

Reklama

Ci, którzy dzisiaj są jeszcze na wolności, mówią, że kiedyś w Chinach za kratki szli obrońcy praw obywatelskich. Potem łapano adwokatów tych obrońców. A teraz aresztuje się adwokatów tych adwokatów, którzy bronili obrońców. Za Xi Jinpinga podejmowane są działania zdecydowanie wykraczające poza próby trzymania adwokatów w ryzach, mające na celu całkowite zdyskredytowanie tego środowiska i ostateczne wygaszenie ruchu na rzecz obrony praw obywatelskich. Xi Jinping wysyła przy tym pozornie sprzeczne sygnały. 

W swoich przemówieniach  przyznaje, że nowoczesne społeczeństwo i gospodarka wymagają skutecznego wymiaru sprawiedliwości i planuje ograniczyć na poziomie lokalnym wpływ funkcjonariuszy partyjnych na sądy. Ponadto, po trwającej wiele lat kampanii tych właśnie adwokatów, których teraz prześladuje, zlikwidował laojiao - obozy reedukacyjne, w których ludzie przepadali nawet na  cztery lata, nie  oglądając na oczy ani 

Reklama

sędziego, ani adwokata. Równocześnie szef partii stał się jednak zakładnikiem systemu, którego przyrzekał bronić. Zamiast więc znikać w obozach reedukacyjnych, źle widziani obywatele giną w innych instytucjach. Prawdziwa niezawisłość wymiaru sprawiedliwości jest dla Xi zmorą. I tak agencja informacyjna Xinhua wychwala "państwo prawa" i tego samego dnia pisze, że "całkowicie zabronione jest dyskutowanie o tym, czy wyżej w hierarchii stoi partia, czy konstytucja". Jest to niemal blasfemia, bo oczywiście równa Bogu partia stoi ponad wszystkim.

No właśnie - konstytucja. Wspomniany dopiero artykuł 35. mówi: "Obywatele Chińskiej Republiki Ludowej cieszą się wolnością słowa, publikacji, zgromadzeń, zrzeszania się, przeprowadzania przemarszy i demonstracji ulicznych". W rzeczywistości jednak obowiązuje tylko artykuł 1, który stanowi: "Chińska Republika Ludowa jest państwem socjalistycznym, w którym panuje dyktatura ludu. [...] Sabotaż systemu socjalistycznego jest zabroniony. Dotyczy to zarówno organizacji, jak i każdego obywatela z osobna" (...)

W czasach Xi Jinpinga mamy do czynienia z zalewem nowych ustaw, jak choćby te o bezpieczeństwie narodowym, o "zarządzaniu organizacjami pozarządowymi" czy  o bezpieczeństwie cybernetycznym. Wydaje się, że w rzeczywistości te ustawy zostały stworzone głównie po to, żeby podbudować paragrafami wcześniejsze akty samowoli.

- Kiedyś wychodziłem z biura z kolegą i nagle policjanci wciągnęli go do samochodu. Przesłuchiwali go siedem, może osiem godzin, pobili, a następnego dnia znowu wypuścili. I nawet słowem nie zdradzili mu, dlaczego to robią - opowiadał mi Li Xiongbing, adwokat z Pekinu i działacz na rzecz praw obywatelskich. - Dzisiaj takie rzeczy już się nie zdarzają. To znaczy zgarniają cię tak samo jak kiedyś, ale teraz muszą szukać jakiegoś wytłumaczenia, podać paragraf. Można powiedzieć, że jest to jakiś postęp. 

Przypomina się Józef Stalin i jedno z jego haseł: "Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy stabilności prawa". Są to słowa z 1936 roku, z okresu szalejących czystek, które przeszły do historii jako wielki terror. 

Fragmenty pochodzą z książki "Chiny 50. Jak powstaje cyfrowa dyktatura" autorstwa Kaia Strittmattera, wydanej nakładem Wydawnictwa W.A.B.

INTERIA/materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Chiny | dyktatura | Partia | książka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje