Reklama

Karabin, propaganda i świętość partii: Jak rządzi się w Chinach?

Od kilku lat w Chinach następuje wyraźna intensyfikacja wewnętrznej propagandy i surowych rządów partii /NICOLAS ASFOURI / AFP /East News

Reklama

Rozpalona na nowo histeria partii i państwa na temat bezpieczeństwa osiągnęła w czasach Xi Jinpinga całkowicie nowy wymiar. Zaraz po objęciu stanowiska Xi przystąpił do zniszczenia barwnych zalążków społeczeństwa obywatelskiego, które coraz prężniej rozwijały się w poprzednich, łaskawszych latach. Stłumił zarówno Internet, jak i prasę, która też stała się w minionych latach dość aktywna, za jego czasów umilkli blogerzy, pisarze, znakomita część intelektualistów, niektórzy z nich nie tylko ucichli, ale i zaginęli. 

Xi zainicjował nowe drakońskie ustawy, równocześnie usuwając z bezlitosną skutecznością tych, którzy w ubiegłych latach próbowali stosować kodeksy prawne, także te mające chronić obywateli przed omnipotencją państwa. Obrońcy praw człowieka byli teraz w zmasowanej kampanii terroryzowani, oczerniani, zamykani, łamani i piętnowani na pokaz - ludowi ku przestrodze.

Reklama

Za Xi Jinpinga powróciła władza strachu. Przed rokiem 2012 aparat represji często działał w ukryciu, natomiast od czasu objęcia urzędu przez Xi Jinpinga partia znowu pokazuje z dumą swoją broń. Xi wywołuje lęk również we własnych szeregach: z imponującą wytrwałością i surowością prowadzi kampanię przeciw korupcji - ale ostatecznie jest to tylko kampania. Nie idzie w parze z praworządnymi reformami, nie sięga do korzeni zła. W przyszłości również nie będzie żadnej niezależnej kontroli (przez media czy instytucje prawne) aparatu partyjnego, który traktuje kraj jak swój sklep samoobsługowy.

Tak więc do przeforsowania zamierzeń we własnych szeregach Xi Jinpingowi pozostaje tylko zastraszanie działaczy. Przez pewien czas to rzeczywiście działa, funkcjonariusze partyjni w całym kraju zastygają w trwożnym bezruchu przed siejącą postrach centralną komisją dyscyplinarną, jedną z najbardziej tajemniczych i potężnych organizacji w kraju. W pierwszym okresie rządów Xi podwaja się liczba samobójstw wśród funkcjonariuszy KPCh. 

Według analizy Instytutu Psychologii Chińskiej Akademii Nauk Społecznych w latach 2009-2016 samobójstwo popełniło oficjalnie 243 funkcjonariuszy partyjnych (140 poniosło śmierć, skacząc z okna, 44 się  powiesiło, 26 zażyło truciznę, 12 się utopiło, a 6 podcięło sobie żyły)4. Prawdopodobnie wielu podobnych przypadków statystyki nie obejmują, ponieważ nigdy ich nie ujawniono. (...)

"W całym kraju upowszechnimy państwo prawa" - zapowiedział Jingping. Tyle że KPCh rozumie pod pojęciem "państwa prawa" coś zupełnie innego niż większość ludzi poza granicami Chin. Fazhi, chińskie określenie praworządności, składa się z dwóch słów: fa - ustawa, i zhi - panowanie, władza. Obserwatorzy Chin wiele lat dyskutowali nad znaczeniem tego terminu: czy oznacza on powolną drogę do rule of law, a więc do państwa prawa w naszym rozumieniu, czy też może rule by law, a więc władzę, która instrumentalizuje prawo, dostosowując je do swoich potrzeb. Ta debata już dawno została rozstrzygnięta. Sam Xi Jinping porównywał rolę ustaw do "noża w rękach partii".

- Partia mówi ciągle o rządach prawa - powiedział mi latem 2015 roku Zhou Shifeng, szef kancelarii Fengrui, broniącej praw człowieka w Chinach. - Co w jej rozumieniu znaczy, że te ustawy będą dla partii narzędziem panowania.

Nie upłynęły cztery tygodnie, a Zhou sam już siedział w więzieniu, wkrótce potem pojawił się w tym osławionym programie państwowej telewizji jako herszt "przestępczej bandy", a rok później został skazany na siedem lat więzienia za "dywersję", która w Chinach często oznacza jedynie to, że ktoś próbuje poważnie traktować partię i jej ustawy.

INTERIA/materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Chiny | dyktatura | Partia | książka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje