Reklama

Karabin, propaganda i świętość partii: Jak rządzi się w Chinach?

Od kilku lat w Chinach następuje wyraźna intensyfikacja wewnętrznej propagandy i surowych rządów partii /NICOLAS ASFOURI / AFP /East News

"Agencja informacyjna Xinhua wychwala 'państwo prawa' i tego samego dnia pisze, że 'całkowicie zabronione jest dyskutowanie o tym, czy wyżej w hierarchii stoi partia, czy konstytucja'. Jest to niemal blasfemia, bo oczywiście równa Bogu partia stoi ponad wszystkim." - tak o systemie rządzenia w dzisiejszych Chinach pisze autor książki "Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura", Kai Strittmatter.

Reklama

Jeszcze paręnaście lat temu stwierdzenie o rosnącej potędze Państwa Środka było zaledwie publicystyczną ciekawostką. Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że Chiny stały się jednym z najważniejszych graczy na arenie międzynarodowej, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i militarnym i politycznym. Są tacy, którzy twierdzą, że to najpotężniejszy obecnie kraj na świecie i choć może być to nieco przesadzone, coraz trudniej znaleźć kontrargumenty przeciwko tej tezie.

Sposób rządzenia chińskim imperium od zawsze budził ciekawość i kontrowersje. Z jednej strony nikt nie ukrywa faktu, iż jest to państwo o rządach totalitarnych, z drugiej większość wewnętrznych działań Komunistycznej Partii Chin pozostaje tajemnicą. Kai Strittmatter, autor książki "Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura" stara się wyjaśnić, jak naprawdę wygląda życie polityczne w Państwie Środka.

Przeczytaj fragmenty książki "Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura" autorstwa Kaia Strittmattera, wydanej nakładem Wydawnictwa W.A.B.:

"Władza polityczna wyrasta z lufy karabinu". To jedno z najczęściej cytowanych powiedzeń Mao Zedonga. Często zapomina się, że obok "karabinu" (qiang ganzi), przedstawi­cieli armii, w pobliżu Mao i jego ludzi zawsze był też przedstawiciel propagandy ("pióro", bi ganzi). Maoiści mówili jednym tchem: "Rewolucja opiera się na karabinach i piórach".

Jedno stanowi groźbę przemocy fizycznej i terroru, drugie oznacza kontrolę myśli. Partia dowodzi karabinami w tej samej mierze co piórami - a po zwycięstwie w wojnie domowej pióro szybko stało się bronią najpowszechniejszą.

Reklama

Jak już wspominałem, nawet Chińska Armia Ludowo­-Wyzwoleńcza podlega nie państwu, tylko partii. W ten sposób partia ma monopol na władzę w ogóle i na władzę nad życiem każdego pojedynczego obywatela. Rządzący wciąż odświeżają ludziom świadomość tego stanu, choćby widokiem wielkich parad wojskowych. Tę, która odbyła się w sercu stolicy w roku 2015, różne media przypominały całymi miesiącami. Można ją było oglądać na przykład na ekranach we wszystkich wagonach metra w Pekinie od wczesnych godzin porannych aż do późnej nocy. 

Rzeczywistej przemocy doświadczają przeciwnicy polityczni, osoby wyjątkowe: orędownicy praw obywatelskich i czołowi dysydenci, stosowana jest także w sytuacjach wyjątkowych, takich jak tłumienie niepokojów w prowincjach (np. Sinciang czy Tybet) czy masakra na placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie - w 1989 roku przeciwko korupcji i nadużyciom władzy przez  wiele miesięcy demonstrowały tam miliony studentów, robotników i obywateli wszystkich stanów, aż 4 czerwca przez ten plac przejechały czołgi.

Mao Zedong jak nikt inny potrafił terroryzować naród, a nawet partię. Szczytowym punktem jego polityki była rewolucja kulturalna. Chińczycy bali się wtedy nie tylko siepaczy Mao, ale także siebie nawzajem, ba, pilnowali się także wobec najbliższych: małżonka czy własnych dzieci. W dekadach reform i otwarcia, jakie nastąpiły później pod rządami Deng Xiaopinga, strach przed wszechwładzą i samowolą aparatu stopniowo ustępował. 

Ludzie znowu głębiej ode­tchnęli i zaczęli cieszyć się nowymi swobodami. Partia troszczyła się jednak o to, żeby pamięć o jej władzy nie zanikła. Kiedy okazało się, że emancypacja społeczeństwa prowadzi do powstania niezależnego myślenia i działania, że również w Chinach kiełkuje coś na kształt pluralistycznego społeczeństwa, które zaczyna się organizować - tworzy grupy ochrony przyrody, stowarzyszenia dobroczynne, środowiska feministyczne czy ośrodki udzielające pomocy prawnej - wtedy w poczuciu zagrożenia partia znowu odkurzyła narzędzia represji i przymusu.

Ponowne wzmocnienie aparatu represji można było obserwować już kilka lat przed objęciem władzy przez Xi Jinpinga. (...)

INTERIA/materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Chiny | dyktatura | Partia | książka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje