Reklama

Kamczatka: Śmierć w pętli czasu

„Tu zaczyna się Rosja” – głosi napis na kamczackim pomniku. Wielu uważa jednak, że raczej się kończy... /Getty Images

Zagubiony w czasie

Reklama

Minęły dwa miesiące, a śledztwo ani trochę nie posunęło się do przodu. Jednak pewnego dnia myśliwi, którzy polowali w pobliskich górach, znaleźli zwłoki mężczyzny ubranego we współczesny mundur oficera marynarki. Uniform był pozbawiony uszkodzeń mechanicznych, jedynie nieco zetlały. 

Wydawałoby się, że zguba się znalazła. Jednak, co zaskakujące, na szkielecie nie pozostały żadne tkanki miękkie - sugerowałoby to, iż odnaleziony człowiek zmarł bardzo dawno temu. Oczywiście, ciało mogły ogryźć dzikie zwierzęta, ale gdyby faktycznie tak się stało, z pewnością uszkodzone zostałyby odzież i kości, a te uchowały się w nienaruszonym stanie.

Nie odnaleziono również śladów oddzielania mięsa od szkieletu jakimkolwiek ostrym przedmiotem. Za to z kieszeni munduru wyjęto dokumenty... zaginionego komandora. One również wyglądały, jakby nadgryzł je ząb czasu. 

Przy zwłokach nie było jedynie broni służbowej. Szczątki odesłano do szpitala w Pietropawłowsku Kamczackim. Po przeprowadzeniu ekspertyzy medyczno-sądowej lekarze wojskowi ustalili, że szkielet należy do mężczyzny w wieku 30 lat, który zmarł około półtora wieku temu. 

Przez wszystkie te lata ciało nieboszczyka leżało na otwartym powietrzu i nikt go nie przesuwał. Analiza materiału wykorzystanego do uszycia munduru oraz dokumentów także wskazywała na okres ponad 150 lat, który upłynął od chwili śmierci tego człowieka. 

By zidentyfikować tożsamość zmarłego, szczątki przetransportowano na ląd - do centralnego szpitala Ministerstwa Obrony. Na miejscu przeprowadzono ekspertyzę genetyczną, która wykazała, że odnaleziony szkielet należy do zaginionego Jewgienija K. Z kolei analiza radiowęglowa potwierdziła wnioski kamczackich lekarzy: szczątki liczą 160 lat. 

Wszystkie te badania przyniosły więcej pytań niż odpowiedzi. Niemniej śledztwo w niniejszej sprawie zostało zamknięte.

W poszukiwaniu prawdy

Reklama

Dziennikarze i łowcy sensacji próbowali na własną rękę wyjaśnić, co się stało z komandorem. Niewiele udało im się ustalić. 

W zasadzie zgadzają się tylko co do tego, że przez cały rok poprzedzający opisane wydarzenia na Kamczatce rejestrowano niebywałą aktywność geomagnetyczną i bardzo często dochodziło do trzęsień ziemi o zróżnicowanej magnitudzie. Przebudziły się również dwa duże kamczackie wulkany. Ponadto zaobserwowano niecodzienne zjawiska w atmosferze. 

Czy istnieje możliwość, że wszystko to przyczyniło się do powstania anomalii czasoprzestrzennej, która przeniosła wojskowego do przeszłości? Nie wiadomo. Oficera oficjalnie uznano za zaginionego. Jego krewni otrzymali wszelkie przysługujące im z tego tytułu świadczenia finansowe. Akta sprawy zostaną odtajnione dopiero za kilkadziesiąt lat...


Świat Tajemnic

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kamczatka | Rosja | pętla czasu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje