Reklama

Japończycy wybierają śmierć

W 2010 roku zabiło się ponad 30 tys. Japończyków. Młodzi trują się gazem w domach i garażach, dorośli wieszają w tzw. "lesie samobójców" lub skaczą pod pociągi. Dlaczego? Winna jest ekonomia, kultura i... religia.

"Nie otwierać! W środku jest gaz!". Kartkę o takiej treści, kilka minut przed odebraniem sobie życia, napisała 14-letnia Japonka. Treści ostrzeżenia nie wymyśliła jednak sama. Skopiowała ją ze strony internetowej, na której prężnie działał tzw.: "klub samobójców". To właśnie członkowie klubu poradzili jej, żeby do samobójstwa użyła gazu (aby go wytworzyć, wystarczy połączyć jeden z popularnych w Japonii środków do czyszczenia toalet z solą do kąpieli). Gaz okazał się tak silny, że matka dziewczyny, która próbowała ratować córkę, trafiła do szpitala z silnymi objawami zatrucia, a ponad setka sąsiadów musiała zostać ewakuowana.

Reklama

Zobacz materiał o zatruciu gazem:

Kosztowne śmierci

Jak wynika z danych, opublikowanych w styczniu przez japońską National Police Agency , w 2010 roku życie odebrało sobie niespełna 32 tys. Japończyków (w Polsce - kraju z trzy razy mniejszą liczbą ludności - w roku 2009 życie odebrało sobie nieco ponad 4 tys. osób). Równocześnie rząd Japonii wydal oświadczenie, w którym podane zostały koszty "samobójstw i depresji obywateli". Specjaliści oszacowali, że w ostatnich latach rząd stracił 32 miliardy dol.,(suma pieniędzy wydanych na leczenie i tych, które powinny były wpłynąć do kasy państwowej w formie podatków, ale z powodu samobójstw pracowników - nie wpłynęły).

Gdzie umierają Japończycy

Japończycy zabijają się na kolei i w metrze. W 2008 roku na kolei usiłowało odebrać sobie życie ponad 32 tys. osób. Wtedy też wprowadzono specjalne bramki, które miały odgradzać pasażerów od platformy (chodziło głównie o to, żeby potencjalni samobójcy nie mogli dostać się w pobliże lokomotywy), jednak te zabezpieczenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

Właściciele firm przewozowych, które tracą miliony jenów z powodu opóźnień pociągów (po samobójczym skoku lina metra zamknięta jest przez kilka godzin), usiłują walczyć z plagą samobójstw na własną rękę. W 2009 roku część przewoźników zdecydowała się na zmianę koloru lamp na dworach i w poczekalniach. Zamiast koloru czerwonego wprowadzono niebieski, który rzekomo uspokaja.

- Przewoźnicy są zdesperowani i zrobią wszystko, żeby zmniejszyć liczbę samobójstw na kolei - powiedział dziennikarzowi Kenji Hall , autorowi artykułu "Czy niebieskie światła powstrzymają Japończyków od samobójstw" profesor Tsuneo Suzuki z uniwersytetu w Tokio, zajmujący się badaniem wpływu kolorów na ludzi. - Ale nie ma badań, które mogą sugerować, że kolor niebieski może powstrzymać od samobójstw.

Umów się ze mną na śmierć

Mimo, że wzrost liczby samobójstw obserwowany jest już od 13 lat, sześć lat temu pojawiło się nowe zjawisko. Japończycy, chcący popełnić samobójstwo, zaczęli umawiać się w sieci. Dziennikarz Andrew Harding, korespondent BBC w Azji, dotarł do człowieka, który szukał w sieci kompana do samobójstwa.

- Nie spałem całą noc. Rozmawiałem z kobietą, która naprawdę - weź proszę moje słowa na poważnie - naprawdę chciała odebrać sobie życie - zaczął rozmowę 34-letni Naoki Tachiwana, pracownik banku przebywający na urlopie zdrowotnym. - Chciała, żebym zrobił to z nią, ale powiedziałem, że przychodzi do mnie dziś dziennikarz. Więc powiedziała, że możemy to zrobić jak pójdziecie.

- Nigdy nie myślałem, żeby zabić się w grupie. Ale kiedy wszedłem na te strony, pomyślałem, że nie będę musiał przechodzić przez to w samotności - kontynuuje Naoki. - To tak, jakby przechodzić przez ulicę na czerwonym świetle. Jeśli robisz to z kimś, nie jest takie straszne.

Dlaczego nastolatki się zabijają?

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: religia | kultura | Japończycy | samobójstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje