Jakie tajemnice kryje święty grób?

Każdego roku na Wielkanoc Bazylikę Grobu Świętego rozświetla morze płomieni świec. Chrześcijanie z całego świata świętują wtedy zmartwychwstanie Mesjasza – które, jak głosi tradycja, miało miejsce dokładnie w tym miejscu, w którym stoi dziś kaplica widoczna w centrum zdjęcia (tzw. edykuła).

Dla ponad dwóch miliardów chrześcijan to tutaj leży „pępek świata”: w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie znajduje się wykuta w skale nisza, w której złożono ciało ukrzyżowanego Chrystusa. Po trzech dniach od jego śmierci okazało się, że jest pusta. A po dwóch tysiącach lat naukowcy otworzyli ją jeszcze raz...

Reklama

Wysoką na 34 metry Rotundę Zmartwychwstania wypełnia uroczysta cisza. Dziesiątki reflektorów zalewają oślepiającym, białym światłem centralną część Bazyliki Grobu Świętego na starym mieście w Jerozolimie. Skupiają się na edykule, kaplicy z drewna i kamienia: w roku 30 n.e. Józef z Arymatei dokładnie tu miał w skalnej niszy pochować Jezusa z Nazaretu, założyciela największej religii świata.

Dla ponad 2 miliardów ludzi grobowiec o powierzchni zaledwie dwóch metrów kwadratowych jest najświętszym miejscem na ziemi. Do pustej groty, w której według Nowego Testamentu Chrystus wstał z martwych, w tym momencie nie zmierzają jednak pielgrzymi - uczestnicy "procesji" niosą kaski ochronne i przyrządy naukowe. Nie odbędzie się tu uroczystość religijna, ale międzynarodowa akcja, której celem jest ratowanie miejsca narodzin chrześcijaństwa. Miejsca, o które od prawie dwóch tysiącleci toczą się walki...

Czy w jerozolimskiej bazylice trwa święta wojna?

Reklama

- Jest jak chory człowiek na stole operacyjnym - tak o edykule ("małym domku") mówi Teofil  III, prawosławny patriarcha Jerozolimy. Okopcona przez setki tysięcy świec bryła z drewna i kamienia jest wilgotna oraz zmurszała. Potężny egzoszkielet stalowych rusztowań już od 1947 roku zapobiega zawaleniu się tej wysokiej na niecałych sześć metrów kaplicy znajdującej się we wnętrzu Bazyliki Grobu Świętego.

Ostatnio w 2015 roku władze na krótko zamknęły dostęp do budynku z powodu poważnego zagrożenia zawaleniem. Tylko dzięki temu, że sytuacja stała się trudna, skłóceni ze sobą od setek lat przedstawiciele sześciu odłamów chrześcijaństwa porozumieli się w sprawie przeprowadzenia "pilnej operacji".

W ramach tych niezbędnych prac renowacyjnych hierarchowie dali naukowcom 60 godzin na badania. Ta zgoda to przypadek absolutnie wyjątkowy, a na dodatek  wydano ją w rekordowo krótkim czasie. Dla porównania: o prawo do ruszenia maleńkiej drewnianej drabiny, ustawionej na jednym z gzymsów na fasadzie, przedstawiciele sześciu Kościołów spierają się od prawie 300 lat. Pozornie błahe przewinienia, jak np. przekroczenie czasu modlitw, sprawiają, że pomiędzy mnichami regularnie dochodzi do bijatyk, którym ma zapobiegać 14 izraelskich policjantów stacjonujących na co dzień w bazylice. To rodzaj religijnej "zimnej wojny".

Konflikt nie wybucha, ponieważ od 1852 roku obowiązuje porozumienie regulujące każdy szczegół koegzystencji chrześcijańskich wspólnot: kto, gdzie, kiedy i  jakie może odprawiać obrzędy, zapalać świece, myć podłogę, albo kto musi przeprowadzać naprawy i  ustępować miejsca innym. Ale wieczorem 26 października 2016 roku nic i nikt nie zakłóca tu spokoju. - Dotarliśmy do decydującego momentu renowacji - wyjaśnia Antonia Moropoulou w trakcie mocowania drewnianych klinów na górnej płycie grobowca. Moropoulou, która jest inżynierem chemii na Uniwersytecie Technicznym w Atenach, kieruje pracami w bazylice - i to mimo że tamtejsze zakony zwykle akceptują kobiety co najwyżej w roli sprzątaczek.

Po raz pierwszy od prawdopodobnie 1555 roku płyta grobowca o  wymiarach 0,9 na 1,5 m powoli się przesuwa. - Drżą mi kolana - szepcze Fredrik Hiebert. Archeolog jako pierwszy ze współcześnie żyjących ludzi może zobaczyć kamień, na którym, według podań, złożono ciało Jezusa. Dotychczas nie istniały nawet jego rysunki. Ukazuje się zaskakująco gruba warstwa żwiru. Ani georadar, ani inne urządzenia nie wskazały jego obecności.

Ale potem, na kilka godzin przed upływem wyznaczonego czasu, naukowcy natrafiają w głębi grobu na podłoże z gołego kamienia wapiennego. Wyryty na nim krzyż wskazuje na właściwe miejsce, mówi Moropoulou: - To Święty Kamień, czczony od setek lat. Ale dopiero teraz możemy go po raz pierwszy zobaczyć.

Otwarcie grobu szansą na wieczny pokój?

Niedługo później naukowcy ponownie zapieczętowują grób - pewnie znowu na wieki, być może na tysiąclecia. -  Analiza uzyskanych przez nas danych będzie trwała jeszcze długo - a świat może w tym uczestniczyć. Nasza dokumentacja umożliwi każdemu prowadzenie badań w taki sposób, jakby osobiście był w grobie Jezusa - wyjaśnia Moropoulou. Tymczasem prace restauratorskie są kontynuowane. Przede wszystkim trzeba wzmocnić fundament, pojawić ma się również okno, przez które będzie można oglądać skalną ścianę pieczary.

Już kilka miesięcy później projekt o wartości 15 milionów złotych musi być zakończony na tyle, aby liczący 70 lat stalowy szkielet rusztowań można było usunąć. - Będzie to konserwatywna renowacja - mówi przedstawiciel jednego z zaangażowanych w nią wyznań: tylko czyszczenie i wymiana materiału budowlanego w niewidocznych miejscach.

Ponownie ujawnia się tutaj stary spór między Kościołami, które pedantycznie dzielą się kosztami budowlanymi. Ale może to otwarcie Świętego Grobu jest również szansą na nowy początek? Taką nadzieję ma patriarcha Teofil III: - Niemożliwe stało się możliwe - takie jest prawdziwe przesłanie tej akcji. Pilnie potrzebujemy pokoju i wzajemnego poszanowania.

Czy bazylika stoi we właściwym miejscu?

To najświętszych 4000 metrów kwadratowych chrześcijaństwa. Pod jednym dachem znajdują się tu: skała, na której ukrzyżowano Chrystusa, oraz miejsce jego zmartwychwstania. Ale czy Jezusa po śmierci rzeczywiście pochowano tam, gdzie dziś wznosi się Bazylika Grobu Świętego?

W historycznej Jerozolimie jest ponad 1000 innych wykutych w skale grobowców; pod samą tylko bazyliką znaleziono ich pół tuzina. Dopiero Euzebiusz, biskup Cezarei, w 325 roku zidentyfikował położenie grobu po zburzeniu części świątyni. Jak mu się to udało? Co do tego nie ma pewności, ale być może ustalił to na podstawie ocalałych inskrypcji albo przekazów ustnych. Faktem jest, że źródła historyczne pasują idealnie. - Mimo że brakuje ostatecznego dowodu, nie mamy podstaw, aby wątpić, że jest to właściwe miejsce - mówi Dan Bahat, były architekt miejski w Jerozolimie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje