Reklama

Gdzie leżała Atlantyda? Koło Gwatemali

Czy podstarzały matematyk, z którego kpią największe naukowe autorytety, mógł rzeczywiście natrafić na ślad zaginionej Atlantydy?

Na dnie gwatemalskiego jeziora Izabal kryją się ruiny Atlantydy i ważące 8 ton tablice ze złota, na których wyryto historię tego zaginionego imperium. Tak w każdym razie twierdzi Joachim Rittstieg, który od 40 lat szuka Atlantydy.

Reklama

Płaci tabliod

Rittstieg, urodzony w 1937 r. nauczyciel matematyki, dziś już na emeryturze, od dawna twierdzi, że Atlantyda była usytuowana w rejonie Ameryki Środkowej. Ostatnia wyprawa Rittstiega śladami zaginionego imperium miała miejsce w marcu 2011 r. Badacz wyruszył wówczas nad jezioro Izabal we wschodniej Gwatemali. Była to ekspedycja sfinansowana przez jeden z niemieckich tabloidów.

Rittstieg wie dokładnie

Choć tym razem niczego nie znaleziono, Rittstieg nie ma wątpliwości, że na dnie Izabal kryją się ruiny Atlantydy. Wśród pradawnych budowli mają spoczywać ważące 8 ton tablice ze złota, na których wyryto informacje na temat legendarnej Atlantydy opisanej przez Platona. Skąd tak dokładne informacje, szczególnie te w kwestii złota i spisanej na nim historii zaginionej cywilizacji?

Kompletna fantazja

Pytania są zasadne, bo Joachmi Rittstieg ma dziś przeciw sobie cały świat nauki. Dr Oswaldo Chinchilla, uniwersytecki wykładowca archeologii i kustosz Muzeum Majów Gwatemali twierdzi, że odkrycie Rittstiega to kompletna fantazja. Jeszcze mniej pochlebnie na ten temat wypowiedziała się grupa niemieckich naukowców, ekspertów w dziedzinie Mezoameryki. Nazwali oni oświadczenie Rittstiega absurdem i oskarżyli atlantologa o szkodzenie reputacji niemieckiej nauki.

Eksperci nie wiedzą

Rittstieg tym się nie zraża i zdecydowanym tonem odpowiada swym przeciwnikom.

- Wiem, gdzie znajduje się to pradawne miasto, a tak zwani eksperci tego nie wiedzą - oświadczył Joachim Rittstieg w wypowiedzi udzielonej 17 kwietnia 2011 r. czasopismu Christian Science Monitor. - Lokalizację Atlantydy i pozostałe informacje uzyskałem analizując księgę kapłanów Majów, tak zwany Kodeks Drezdeński. Potrzebne są jeszcze szczegółowe dane, ale te pomaga mi zdobyć marynarka Stanów Zjednoczonych. Rozmaici naukowcy mówią, że to, co odkryłem, jest niemożliwe. Tylko że to ja mam podstawowe informacje, a oni nie.

Zainspirowany wymianą

Rittstieg po raz pierwszy przyjechał do Ameryki Środkowej w 1971 r. w ramach międzynarodowej wymiany nauczycieli. Przez 6 lat uczył w Gwatemali matematyki, a jednocześnie poznawał historię tego regionu. Zafascynował go kalendarz Majów oraz Kodeks Drezdeński, jedna z zaledwie trzech ksiąg Majów, jakie dotrwały do naszych czasów. Szybko połączył je z legendą Atlantydy.

Oczywisty wniosek: to Atlantyda!

Joachim Rittstieg uważa, że Atlantyda istniała 12 tys. lat temu u wybrzeży dzisiejszej Gwatemali. Dowodów na to przytacza wiele. Na przykład karłowate słonie i konie opisywane przez Platona, które faktycznie w tym czasie jeszcze żyły w Mezoameryce. A także charakterystyczny kształt wyspy - stolicy tego zaginionego imperium, który odpowiadać ma śladom na dnie jeziora Izabal. A podobno według zapisków Majów, tam właśnie leży zatopione miasto Colhuacan Atlan. Dla niemieckiego badaczy płynie z tego kolejny oczywisty wniosek: to Atlantyda!

Zmienił tylko koniec

Jedno Rittstieg zmienia w legendzie o Atlantydzie: datę jej ostatecznej zagłady. Według niemieckiego atlantologa, do kataklizmu doszło 30 października 666 r. p.n.e. Czy niemiecki badacz ma rację i wody jeziora Izabal kryją ruiny zaginionego imperium i złoty skarb opowiadający o najstarszej cywilizacji świata? Czy też hipoteza Rittstiega jest czystą fantazją? Bez dalszych badań świat tego się nie dowie.

Tadeusz Oszubski

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: ślad | badania | cywilizacja | archeologia | Gwatemala | Majowie | starożytność

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje