Reklama

Galapagos: Znaleziono żywą samicę gatunku, który wyginął

Żółwie wymarły być może na skutek zmian zachodzących w przyrodzie, a być może z powodu polowań /RODRIGO BUENDIA/AFP/East News /East News

Wyspa Fernardina w archipelagu Galapagos nie jest duża, ma mniej więcej wielkość Singapuru. A jednak przez ponad 100 lat nie udało się na niej odnaleźć gigantycznych żółwi, które niegdyś tu żyły. Wreszcie sensacja stała się faktem. Jest jedna samica!

Reklama

Kiedy Karol Darwin w 1835 roku dotarł na położone na Pacyfiku wyspy Galapagos, to właśnie na podstawie obserwacji żyjących tu ptaków i żółwi opracował swoja teorię ewolucji. Te ptaki to darwinki, zwane popularnie "ziębami Darwina", choć z naszymi ziębami nie mają zbyt wiele wspólnego. Darwin słusznie zakładał, że choć są bardzo zróżnicowane, to wywodzą się od wspólnego przodka, który dotarł kiedyś na te wyspy i na skutek ewolucji tworzył kolejne gatunki zajmujące wolne nisze i przestrzenie.

Reklama

Podobnie rzecz się miała z żółwiami. Galapagoskie żółwie lądowe są jednymi z największym na świecie, konkurować z nimi rozmiarami mogą skutecznie tylko żółwie olbrzymie żyjące na wyspach Oceanu Indyjskiego, takich jak Seszele, Mauritius, Reunion czy Zanzibar.

Niegdyś uważano, że na wszystkich wyspach archipelagu Galapagos żyją przedstawiciele jednego gatunku, zwanego żółwiem słoniowym, którzy może tworzą jedynie jakieś podgatunki. Bardziej dogłębne badania wskazały na to, że to jednak zwierzęta, które trzeba klasyfikować jako gatunki odrębne. Także powstały od wspólnego przodka, jak darwinki, ale upływ czasu pozwolił na powstanie nowych form.

Żółw z gatunku Chelonoidis phantasticus to jeden z nich. Żył jedynie na małej wyspie Fernardina - bezludnej i trzeciej co do wielkości w archipelagu. Turyści mogą odwiedzać tylko jedno miejsce Punta Espinoza - krajobraz ukształtowany przez świeży wulkanizm, gdzie występują legwany morskie i kormorany nielotne. Reszta wyspy jest nietknięta.

I to na niej odkryto ogromnego żółwia, którego w 1906 roku odnalazła jedna z wypraw na Galapagos organizowanych przez amerykańskiego przyrodnika Rollo Becka. Podróżował on na wyspy od końca XIX wieku i to on odnalazł samca tego gatunku.

Wydawać by się mogło, że gigantyczny gad ważący ponad 300 kg nie może ujść ludzkiej uwadze nawet w nietykanym przez nikogo gąszczu. A jednak  - od tego 1906 roku nie udało się znaleźć żadnego z tych żółwi z Fernardiny przez kolejne ponad 100 lat. - Wielki żółw z Fernardiny to jedna z największych tajemnic Galapagos - uważa James Gibbs, wicedyrektor ds. nauki i ochrony organizacji Galapagos Conservancy.

Żółwie wymarły być może na skutek zmian zachodzących w przyrodzie, a być może z powodu polowań. Swego czasu wulkaniczne wyspy Galapagos były ważną bazą wielorybników działających na wschodnim Pacyfiku. Zatrzymywali się tu właśnie po to, by zabrać z lądu zapas słodkiej wody oraz żywność. Wytrzymałe, długowieczne żółwie traktowane były jako żywe konserwy zabierane na pokład statków. Już w 1906 roku na Fernardinie zwierząt niemal nie było.

W 1964 i 2013 roku znaleziono jedynie na wyspie odchody oraz nadgryzione kawałki miejscowych kaktusów, którymi żółwie się żywią. Zostały objedzone w sposób dla nich charakterystyczny. I dopiero w 2019 roku specjalna amerykańska wyprawa na Fernardinę, a dokładnie towarzyszący jej ekwadorski strażnik Jeffreys Malaga, znalazła starszą samicę, która od razu została przeniesiona ośrodka hodowlanego na pobliskiej wyspie Santa Cruz. Tam zrobiono jej testy genetyczne.

Żółwica miała już spore lata, ale na szczęście u tych zwierząt nie oznaczało to jednak rezygnacji z potomstwa. Samica nadal mogła znieść jaja, więc natychmiast rozpoczęły się intensywne poszukiwania samca dla niej.

Na razie nie przyniosły jeszcze efektu, ale testy wykonane przez genetyków potwierdziły, że odnaleziona dwa lata temu żółwica jest przedstawicielką gatunku Chelonoidis phantasticus. 25 maja wyniki badania próbek rozwiały wszelkie wątpliwości, że znalezione zwierzę należy do gatunku uważanego od 100 lat za wymarły.

Teraz pozostaje pytanie, czy żółwica rzeczywiście jest sama na świecie, czy też między kaktusami Fernardiny kryje się ktoś jeszcze, najlepiej samiec do pary. Wyprawa poszukiwawcza ma ruszyć lada dzień.

Danny Rueda, dyrektor parku narodowego Galapagos, uważa że wyprawa przyniesie skutki i ten gatunek nie podzieli losu gatunku Chelonoidis abingdonii z wyspy Pinta. Jej ostatnim przedstawicielem był osławiony żółw Samotny George, który odłowiony w 1972 roku, przez 40 lat odmawiał współżycia z samicami innych gatunków, a przedstawicielki jego własnego nigdy nie znaleziono. Nazwany został przez to "najbardziej samotnym zwierzęciem na Ziemi". Zmarł w czerwcu 2012 roku.

Radosław Nawrot

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje