Eksperyment Filadelfia: Co naprawdę się stało?

Nikt nie wie, co może stać się z ludźmi poddanymi działaniu pola magnetycznego o olbrzymim natężeniu /domena publiczna

Co się stanie, gdy strumień cząstek światła zostanie odchylony w niezwykle silnym polu magnetycznym? Obserwowany przez nas obiekt zniknie. Ale co, jeśli tym „obiektem” są żywi ludzie?!

Reklama

Zapewne wielu z nas słyszało o sławnym eksperymencie z amerykańskim okrętem marynarki wojennej USS Eldridge w roli głównej. Mimo że na temat tej tajnej operacji powstało wiele teorii spiskowych, a każda z nich przyciągnęła rzesze zainteresowanych, to większość faktów jej dotyczących do dziś owiana jest tajemnicą. Spróbujmy przyjrzeć się na nowo tej sprawie, opierając się na udokumentowanych informacjach i zeznaniach naocznych świadków.

Czapka niewidka

W roku 1941 Stany Zjednoczone dołączyły do wojny przeciwko Państwom Osi, a już dwa lata później stały się głównym dostawcą uzbrojenia - od amunicji po okręty, samoloty i czołgi - dla aliantów, z Wielką Brytanią na czele. Obszar działań jest ogromny - walka toczy się zarówno na ziemi, jak i w wodzie czy przestworzach - i pokrywa niemalże całą planetę. Amerykański minister wojny zachęca naukowców do poszukiwania skutecznych środków, by jak najszybciej zmiażdżyć "wrogów wolnego świata".

Reklama

Badacze mają pełną swobodę prowadzenia działań; niektórzy zwracają się w stronę broni ostatecznej - bomby atomowej -  w  celu prześcignięcia naukowców niemieckich, których technologia w tej dziedzinie jest już bardzo zaawansowana. Nie wszyscy jednak poszukują aż tak drastycznych rozwiązań; duża część amerykańskich badaczy pracuje nad sposobem ukrywania statków.

Dlaczego? Otóż trasa zaopatrzeniowa do Wielkiej Brytanii oraz Związku Radzieckiego prowadzi przez Atlantyk, w którym aż gęsto od niemieckich U-Bootów - morderczych okrętów podwodnych uzbrojonych w torpedy. Konwoje są więc bezlitośnie dziesiątkowane i wymagają ciągłej ochrony przez niszczyciele, które byłyby znacznie bardziej przydatne gdzie indziej. Pomysł naukowców jest zatem następujący: uczynić statki niewidzialnymi, umożliwiając im jednocześnie atakowanie wroga z dogodnej pozycji.

Pierwsza próba projektu Tęcza odbyła się według niektórych źródeł w sierpniu, według innych w październiku 1943 roku. Do sprawdzenia skuteczności nowej techniki wojennej oddelegowany został amerykański niszczyciel USS Eldridge. Efekty? Pierwsze eksperymenty, przeprowadzone przy użyciu pozbawionego załogi statku, okazały się obiecujące. Jednak te, w których udział brali marynarze, skończyły się tragicznie.

Czemu? Otóż jeżeli przyjmiemy, że światło, także widzialne, ma dwoistą naturę (jest falą elektromagnetyczną, a jednocześnie strumieniem fotonów), to poprzez wykorzystanie niezwykle silnego pola magnetycznego można odchylić jego promienie. Wtedy obserwowany obiekt zniknie. A ludzie?

Od Einsteina do Tesli

Przyjrzyjmy się uczonym, którzy zajmowali się tym projektem. Pierwszym i najbardziej znanym z nich wszystkich był Albert Einstein, który po ucieczce z nazistowskich Niemiec osiadł w Stanach, podejmując pracę w Instytucie Badań Zaawansowanych. Zakres prowadzonych przez niego analiz rozciągał się między grawitacją, oddziaływaniem elektromagnetycznym, a siłami jądra atomu - a więc gałęziami nauki, które po dziś dzień stanowią podstawę fundamentalnych problemów fizyki. Jego prace nad jednolitą teorią pola tworzyły trzon projektu Tęcza.

Wraz z Einsteinem w poszukiwania zaangażowany był profesor John von Neumann. Ten matematyk, fizyk i chemik pochodzenia węgierskiego przyczynił się do wielkiego postępu nauki w dziedzinie mechaniki kwantowej, analizy funkcjonalnej, teorii mnogości, a nawet informatyki. Zmarł w 1957 roku w szpitalu wojskowym w Waszyngtonie. Aż do śmierci pokój, w którym leżał, był dokładnie strzeżony przez żołnierzy, ponieważ armia amerykańska bała się, że pod wpływem silnych substancji przeciwbólowych naukowiec wyda wojskowe sekrety...

Jeśli chodzi o trzeciego wielkiego badacza biorącego udział w projekcie, możemy opierać się tylko na przypuszczeniach. Szeptano bowiem, że Nikola Tesla został osobiście poproszony przez amerykańskiego prezydenta o  możliwość wykorzystania wyników jego badań nad energią do wspomnianego eksperymentu. Według pogłosek wycofał się jednak z działań w 1942 roku, kiedy to niektóre aspekty projektu zaczęły wydawać mu się nieetyczne.

Czary na okręcie

Wygląda więc na to, że pod kierownictwem najwybitniejszych naukowców dwudziestego wieku armia amerykańska przeprowadziła liczne doświadczenia w poszukiwaniu niewidzialności. Przy użyciu bardzo silnego pola magnetycznego, emitowanego przez urządzenie umieszczone na pokładzie, chciano zakrzywić promienie światła i sprawić w ten sposób, że okręt dla obserwatora z zewnątrz po prostu... znikał.

Podobno próby z wykorzystaniem pustego statku zakończyły się sukcesem, ale nie można tego samego powiedzieć o testach z udziałem załogi. Relacje dotyczące tego tragicznego incydentu mrożą krew w żyłach. Oto przebieg wydarzeń...

Niszczyciel we mgle

Wybrany specjalnie do przeprowadzenia eksperymentu niszczyciel, z odpowiednio wyselekcjonowaną załogą, jest gotów: wyposażono go w najróżniejsze maszyny i instalacje. Wśród nich wyróżnić można dwie masywne prądnice, połączone z olbrzymimi uzwojeniami zamontowanymi na pokładzie statku, a także trzy nadajniki radiowe oraz wzmacniacz służący do kontrolowania natężenia pola.

Próba się rozpoczyna. Dziwna, zielonkawa mgła powoli otacza potężną sylwetkę statku. Jego kontury stają się coraz bardziej niewyraźne, coraz trudniej dostrzec poszczególne elementy konstrukcji, aż w  końcu... okręt całkowicie znika z oczu obserwujących go ludzi!

Po upływie kilku minut pojawia się ponownie w tym samym miejscu, jednak nie w tym samym stanie. Ludzie, którzy wbiegają na pokład, aby zbadać sytuację, są przerażeni. Większość z 33 członków ekipy nie żyje, niektórzy wyglądają tak, jakby zostali wchłonięci przez strukturę statku, zatopieni w metalu... Inni najzwyczajniej w świecie zniknęli, a kilku kompletnie oszalało i nie można wydobyć z nich słowa o tym, co się stało.

Ci z marynarzy, którzy przeżyli eksperyment bez uszczerbku na zdrowiu, zostają zwolnieni do cywila: uznani za nienadających się do dalszej służby albo przymusowo wysłani do szpitali psychiatrycznych. W obliczu katastrofy dowództwo marynarki porzuca dalsze doświadczenia i natychmiast wstrzymuje projekt.

Oczywiście nieoficjalnie, ponieważ w publicznych deklaracjach admirałowie zawsze twardo utrzymywali, że podobne próby nigdy nie miały miejsca. Jak zatem wytłumaczyć fakt, że USS Eldridge widziano na terenie oddalonym o setki mil od przystani zaraz po jego zniknięciu? Okręt zaobserwowano bowiem w wojskowej bazie w Norfolku w stanie Wirginia - w tym samym momencie, w którym wojskowi stracili go z oczu w Filadelfii. W związku z rozbieżnymi i niejasnymi zeznaniami członków amerykańskiej floty, niezależni detektywi zaczęli poszukiwać prawdy, zagłębiając się w mroczne sekrety projektu.

Co wydarzyło się naprawdę?

W roku 1955 w Stanach Zjednoczonych ukazuje się książka Morrisa Ketchuma Jessupa o  UFO. Nie odnosi większego sukcesu na rynku wydawniczym, słabym echem odbija się w mediach i budzi zainteresowanie jedynie w kręgach pasjonatów niezidentyfikowanych
obiektów latających.

O samym autorze nie wiadomo wiele - tyle tylko, że był profesorem astronomii i matematyki. Jako hobbysta branży brał udział w wielu konferencjach na temat kosmitów; jednak tym, co interesuje nas najbardziej, jest tajemniczy list, który odebrał jakiś czas po ukazaniu się jego książki. Autorem pisma był niejaki Carlos Miguel Allende.

Z  jego treści wynika, że brał on udział w eksperymencie filadelfijskim i jako świadek obserwował wydarzenia z  pokładu okrętu SS  Andrew. Po rozmowie z nim Jessup postanawia ponownie przeanalizować otrzymane listy i dopiero wtedy zauważa coś, co za pierwszym razem umknęło jego uwadze.

Listy zredagowane są w bardzo osobliwy sposób: wielkie litery oraz znaki interpunkcyjne pojawiają się w przypadkowych miejscach, a  niektóre słowa i zdania są podkreślone. Każe to Jessupowi wierzyć, że Allende wie na temat projektu więcej, niż miał odwagę wyznać podczas wywiadu. W lipcu 1956 roku przychodzi kolejny list byłego marynarza -  tym razem temat projektu Tęcza poruszony jest w sposób bezpośredni i przejrzysty. Jessup dowiaduje się, że amerykańska marynarka wojenna podjęła podczas wojny udaną próbę uczynienia okrętu wojskowego niewidzialnym, jednak eksperyment zakończył się tragicznie.

Poruszony rewelacjami profesor zawiadamia społeczność naukową, prosząc, aby ta zainteresowała się sprawą, ale... niedługo potem, 20 kwietnia 1959 roku, zostaje znaleziony martwy w swoim aucie. Za przyczynę zgonu uznaje się samobójstwo, ponieważ tłumik samochodowy połączony był rurą z kabiną pasażerską, powodując napływ trujących spalin.

Przeróbka wykonana była jednak w sposób niemalże niewidoczny. Przyjaciele i rodzina naukowca po dziś dzień utrzymują, że Jessup wcale nie popełnił samobójstwa, lecz został zamordowany - wiedział za dużo i mógł wyjawić niebezpieczne informacje. Tajemnica, którą owiany jest eksperyment Filadelfia, pozostaje więc wciąż nierozwiązana.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje