Reklama

Diabeł z Devonshire. Tajemnicze ślady w Anglii

Czy ślady w Angli pozostawił po sobie diabeł? /materiały prasowe

Zimą 1855 roku w Anglii znaleziono zadziwiające ślady stóp. Ciągnęły się przez dziesiątki kilometrów, przez prawie całe hrabstwo Devon. Do dziś tajemnica śladów nie została rozwikłana.

Reklama

Zima 1855 roku w Anglii była dość śnieżna. W nocy z 8 na 9 lutego po obfitych opadach śniegu pojawiły się ślady kopyt, których pochodzenia nie znano. Ślady ciągnęły się na łącznej długości od 60 do 160 kilometrów przez hrabstwa Devon i Dorset. Pojawienie się śladów zgłoszono w ponad 30 miejscowościach. Ślady ciągnęły od Exmouth, przez Topsham przecinając estuarium rzeki Exe, przez Dawlish i Teignmouth.

Ciągnęły się bez względu na jakiekolwiek przeszkody prosto. Przechodziły pionowo przez domy, stogi słomy, rowy a nawet niewysokie przepusty drogowe. Ślady miały około czterech centymetrów długości, ośmiu centymetrów obwodu, dzieliła je odległość pomiędzy osiem a szesnaście centymetrów.

Reklama

Tematem zainteresowała się ówczesna prasa, która pisała:

"W czwartkowy wieczór w okolicach Exeter i na południe od Devon miały miejsce bardzo obfite opady śniegu. Następnego dnia rano mieszkańcy powyższych miast byli zaskoczeni odkryciem śladów jakiegoś dziwnego i tajemniczego zwierzęcia, obdarzonego niepospolitymi umiejętnościami - ślady stóp można było zobaczyć we wszelkiego rodzaju nieprzewidzianych miejscach - na szczytach domów i wąskich ścianach, w ogrodach i dziedzińcach, otoczonych wysokimi ścianami i żywopłotami, a także na otwartych polach".

Pojawienie się śladów wywołało niemałe poruszenie. Również wśród przedstawicieli Kościoła, którzy zaczęli podejrzewać, że w ich powstaniu musiały maczać kopyta siły nieczyste.

Teorie

Do dziś nie udało się w pełni wyjaśnić genezy powstania śladów. Mike Dash, autor wydanej w 1994 roku pracy naukowej twierdzi, że nie było jednego źródła śladów. Według niego niektóre były prawdopodobnie mistyfikacjami, inne zostały wykonane przez "pospolite czworonogi", takie jak osły i kucyki, a niektóre przez myszy leśne. Wielu nadal nie udało się przypisać żadnej znanej istocie.

Jedna z teorii mówi, że ślady zostawił balon, który się zerwał ze stoczni w Devenport. Charakterystyczne półkoliste wgniecenia w śniegu miały zostawić szekle, które były zamontowane na końcu lin, zwisających z balonu. Podważono ją, sugerując, że nie byłby w stanie pozostawić tak regularnych śladów.

Inna sugerowała, że ślady pozostawiła mysz zaroślowa. Ślady owszem są podobne, ale znacznie mniejsze od tych, które widywano w zimie 1855 roku. Według kolejnej wersji ślady miały zostawić borsuki. W tym przypadku ślady jednak nie pasowały kształtem.

Wielebny G. M. Musgrave napisał w liście do Illustrated London News, że ślady zostawiły kangury, które uciekły z prywatnego zoo w Sidmouth. Po pewnym czasie ksiądz przyznał się, że całą historię z kangurami wymyślił, aby odciągnąć swoich parafian od pomysłów z diabelskim pochodzeniem śladów. Te jednak co chwilę się pojawiały.

W Illustrated London News z 17 marca 1855 roku pojawił się artykuł, w którym autor powoływał się na autorytet "polskiego doktora medycyny", który twierdził, że na Piaskowej Górze takie ślady pojawiają się każdej zimy, a "miejscowa ludność przypisuje to siłom nadprzyrodzonym".

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje