Reklama

"Czy można poderwać kozę?" Z czym ludzie dzwonią na policję

"Nie marnujcie naszego czasu!" - apeluje policja na całym świecie i publikuje listę najbardziej absurdalnych zgłoszeń na telefony alarmowe.

W Wielkiej Brytanii dzwonienie na numer alarmowy z największą nawet błahostką stało się właściwie plagą służb ratunkowych. W jakich sprawach dzwonią ludzie? Na przykład informują, że w winie pływa korek, albo, że ktoś zajął miejsce na parkingu i... w koszu na śmieci zalęgły się robaki - to treść niektórych  zgłoszeń, jakie otrzymała policja w Manchesterze. W ciągu trzech miesięcy napłynęło ich ponad 3,5 tysiąca, w tym wiele zupełnie absurdalnych.

Policja ostrzega mieszkańców, by nie marnowali jej cennego czasu. Zapowiada też wprowadzanie surowych kar. W innych regionach Anglii takie kary już zaczęto wymierzać.

Reklama

Zaledwie przed tygodniem mieszkanka miasteczka Cockermouth została skazana  na 70 dni więzienia. Kobieta, będąc pod wpływem alkoholu, zgłosiła policji śmierć złotej rybki. Żądała też pomocy w zrealizowaniu recepty. 

Polska żartem stoi

W Polsce wcale nie jest lepiej. Ponad 75 procent zgłoszeń na numery alarmowe, to żarty, albo absurdalne zgłoszenia. Wiele osób nie wie, do czego służy numer 112 i korzysta z niego, jak z biura informacji telefonicznej.

Z czym Polacy dzwonią na numer alarmowy? Zdarza się, że skarżą się na operatorów sieci komórkowych, bo nie mogą doładować konta i proszą policjantów o pomoc. Czasem dzwonią, aby poskarżyć się, że jakieś zwierzęta pojawiły się na ich posesji, i nie chodzi tu o dzikich mieszkańców lasu, czy bezpańskie wygłodniałe psy, a o kotki, które zapędziły się za daleko.

Standardowymi "zgłoszeniami" są te dotyczące poszukiwanie odpowiedniego numeru telefonu. Wiele osób myśli, że numer 112 jest numerem informacyjnym, ale zdarzają się takie ciekawostki, jak skargi sąsiedzkie, na przykład o zbyt długo świecące się światło, o to że kupił samochód, czy o tym, że w szopie pędzi bimber.

Ale pojawiają się też pytania, na przykład, co zrobić, żeby ogórki nie zmarzły podczas nadchodzących chłodów? Albo, czy prawo pozwala spacerować z kozą? Zwłaszcza, że sąsiad obnosi się z nią po ulicy, jak z dziewczyną.

Zwierzęta

Zwierzęta stanowią zupełnie odrębną i ciekawą grupę. Policjanci z województwa Świętokrzyskiego dostali kiedyś zgłoszenie o kotce, która jest w trakcie porodu, a dzwoniąca prosiła, żeby ją zabrać i znaleźć właściciela, bo to obrzydliwe. Inna kobieta poinformowała gdańskich policjantów, że w czasie spaceru po plaży jakiś niezidentyfikowany ptak porwał jej Yorka. Mały pies miał odlecieć w szponach ptaka w nieznanym kierunku.

bardzo często pojawiają się telefony dotyczące krowy, która weszła w szkodę, albo też tego, że sąsiad kupił jakieś zwierzę i nie wiadomo skąd miał na nie pieniądze. Z resztą takie sytuacje są normą. Denuncjowanie na sąsiadów, że kupili nowy samochód, ciągnik, telewizor, że nie gaszą światła na noc i pewnie robią coś nielegalnego, jest policyjną codziennością.

Infolinia

Jako infolinię najczęściej numery alarmowe traktują wszelkiego rodzaju imprezowicze. Dzwonią, żeby zamówić taksówkę, albo wprost transport do domu radiowozem. Pytają się o godziny odjazdów pociągów, autobusów, a czasem nawet proszą o poinformowanie ich matek, że nie mogą oddzwonić, bo skończyło im się doładowanie w komórce.

Niezrównoważeni

Czasem zdarzają się tacy osobnicy, jak pewien pan, któremu przeszkadzało, że sąsiedzi zamykają na noc bramkę na swoją posesją. On lubi mieć otwarte i chciał, żeby policjanci wymusili na sąsiedzie, aby też zostawiał na noc otwartą. Kiedy odmówiono interwencji zaczął grozić samobójstwem.

Mieszkaniec powiatu sanockiego poprosił o interwencję dzielnicowego. Twierdził, że w miejscowym sklepie spożywczym sprzedawca ma nieszczelną gablotę na pieczywo, a to sprawia, że chleb szybko czerstwieje. Poprosił o zwrócenie uwagi i zmobilizowanie właściciela do wymiany gabloty. Oczywiście policja nie mogła interweniować.

Czasem ktoś dzwoni, aby porozmawiać, zwyczajnie porozmawiać. Pytają się policjantów co słychać, opowiadają o swoim dniu, a czasem zapraszają na kawę i ciasto. Tak, dyżurni służb ratunkowych mają klawe życie...


INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje