Reklama

Czterej pancerni i... miny propagandy

Franciszek Pieczka w roli niezapomnianego Gustlika /INPLUS/East News /East News

Pół wieku to dość czasu, by najlepszy nawet serial odstawić do lamusa. A ten się nie poddaje! "Czterej pancerni i pies" regularnie pojawiają się na którymś z kanałów telewizyjnych. W zestawieniach najpopularniejszych seriali PRL-u plasują się na topie obok "Stawki większej niż życie", "Janosika" czy "07 zgłoś się". Jednak i nad tą superprodukcją z końca lat 60. kłębiły się czarne chmury…

Serial "Czterej pancerni i pies" został wyprodukowany w latach 1966-1970. Pół wieku temu nakręcono ostatni odcinek przygód załogi czołgu "Rudy" 102 i psa Szarika podczas II wojny światowej. W sumie zrealizowano 21 odcinków. Niewiele brakowało, a nie trafiłyby na ekrany w wersji znanej później milionom widzów.

Jak czołgista z sanitariuszką

Reklama

Poszło o pocałunek. Niepokojąco erotyczny. Zdaniem cenzorów Janusz Gajos (filmowy czołgista Janek Kos) zbyt namiętnie całował Polę Raksę (radziecką sanitariuszkę Marusię). Tłumaczenia, że to pocałunek filmowych narzeczonych niewiele zdziałały. Dopiero argument, że pocałunek symbolizuje... przyjaźń polsko-radziecką trafił cenzorom do przekonania. Nożyczki nie poszły w ruch, scena pozostała... Dziś, kiedy standardy wyznaczają sceny z "365 dni", scena pocałunku może stanowić przykład niewinnej subtelności.

Sama Pola Raksa wielokrotnie wspominała, że po lekturze scenariusza nie była przekonana do roli radzieckiej sanitariuszki, która odbija chłopaka Lidce, radiotelegrafistce z Warszawy. Obawy okazały się niepotrzebne. Rolą Marusi Ogoniok Pola Raksa zjednała sobie ogromną sympatię widzów. Jej wdzięk sprawiał, że "radziecki akcent" nikomu nie przeszkadzał. Twarz Poli Raksy zachwycała powszechnie - od lusterek produkowanych przez "prywatną inicjatywę" po "Autobiografię" Perfectu: "Za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał...".

A Lidka, dziewczyna z Warszawy? Poradziła sobie śpiewająco! Janka Kosa nie zdołała usidlić, ale przerzuciła uczucia na Grigorija z Gruzji, radiotelegrafistę z załogi "Rudego". Nadawali w końcu na tych samych falach...

Drewniane pepesze

"Czterej pancerni i pies" to serial dla widzów od lat 2 do 102. Młodych miał wychowywać w duchu patriotyzmu, starszych przekonywać świetnymi rolami aktorów. Wszystkich - przygodowym spojrzeniem na wojnę.

Szał na pancernych wywołany odcinkami w telewizji ogarnął szkoły i podwórka. Telewizja podbijała bębenek. Powstały całe brygady Klubów Pancernych, ileś set tysięcy młodzieżowych załóg "Rudych" 102. I każdy chciał być Jankiem! Ostatecznie Gustlikiem, Olgierdem albo Grigorijem. Prawie nikt Tomusiem Czereśniakiem...

Salwy "tratata, tratata" z drewnianych pepesz rozlegały się na polskich podwórkach. Zabawa w pancernych rozkręcała się na całego. Polegała głównie na zabijaniu. "Rudy" wygrywał, przegrywali Niemcy. Każdą podwórkową wojnę. Serial "Czterej pancerni i pies" miał uczyć i wychowywać. Na ekranie trup nie ścieli się gęsto, jednak przemoc jest obecna. Dziś na taki model dotarcia do młodych widzów krzywiliby się psychologowie. O ile serial w ogóle trafiłby na ekrany.

PAP - Detektyw

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Czterej pancerni i pies

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje