Reklama

Człowiek, który nie miał sumienia

Motorem jego działań były gniew, pogarda i nienawiść. Współcześni nazywali go wcieleniem zła. On sam uważał, że jest typowym produktem amerykańskiego systemu penitencjarnego...

- W ciągu całego życia zabiłem dwudziestu jeden ludzi, tysiące razy włamywałem się do mieszkań, rabowałem, kradłem, podpalałem oraz dopuściłem się sodomii z ponad tysiącem chłopców i mężczyzn. Nie żałuję ani jednego z popełnionych czynów. Nie posiadam sumienia, więc nie mam się czym przejmować. Nie wierzę w człowieka, Boga ani diabła. Nienawidzę całej rasy ludzkiej ze sobą włącznie - pisał Carl Panzram w swoim więziennym dzienniku. - Polowałem na słabych, nieszkodliwych i niczego niepodejrzewających. Lekcja, której mnie nauczono, brzmi: silny ma zawsze rację.

Reklama

Droga do zbrodni

Swoją edukację zaczął wcześnie. Urodził się w 1891 roku na małej farmie w Minnesocie, w rodzinie pruskich emigrantów, którym nie spełnił się amerykański sen. Nękani przez długi, susze i nieurodzaje, bez powodzenia próbowali związać koniec z końcem. Gdy Carl miał siedem lat, jego ojciec wyszedł z domu i nigdy nie wrócił. Kiedy skończył lat osiem, został po raz pierwszy aresztowany - za pijaństwo. Trzy lata później postanowił uciec w świat - włamał się do bogatego sąsiada, ukradł kawałek ciasta, kilka jabłek, rewolwer i tak wyposażony wsiadł do pociągu towarowego. Złapano go parę mil dalej i umieszczono w stanowym poprawczaku w miasteczku Red Wings.

Kluczowym miejscem tej prowadzonej przez religijną parę placówki był pokój do bicia, tzw. warsztat malarski, gdzie wychowawcy razami "malowali" ciała podopiecznych na czarno i niebiesko. - Pan Moore i pani Martin nauczyli mnie kochać Jezusa tak cholernie mocno, że najchętniej ukrzyżowałbym go jeszcze raz - wspominał później Panzram. W rewanżu podpalił "warsztat malarski" i próbował zabić pana Moore'a, wkładając do puddingu truciznę.

Przymusowe obrzezanie

Po dwóch latach opuścił zakład z bogatym bagażem doświadczeń. - Kiedy mnie stamtąd wypuścili, wiedziałem wszystko o Biblii. Wiedziałem więcej. Nauczyłem się kraść, kłamać, nienawidzić, podpalać i zabijać. Dowiedziałem się, że chłopięcy penis służy nie tylko do siusiania, a poza wypróżnianiem, odbyt można wykorzystać w innym celu. Tak... Dowiedziałem się mnóstwa rzeczy od moich wybitnych instruktorów, których do pracy ze mną skierowało społeczeństwo, a w szczególności stan Minnesota - odnotował po latach Panzram.

W domu nie wytrzymał długo. Po następnym wykroczeniu (ze skradzionego rewolweru próbował zastrzelić nauczyciela, który go zbił za złe zachowanie) znów wskoczył do pociągu towarowego i w wieku lat trzynastu rozpoczął życie włóczęgi.

Już na starcie otrzymał następną lekcję - został zgwałcony przez czterech mężczyzn, którym zaproponował miejsce w swoim wagonie. - Krzyczałem, płakałem i błagałem o łaskę i zlitowanie, ale nic, co mógłbym powiedzieć czy zrobić, nie mogło ich odwieść od celu. Wysiadłem z tego wagonu jako smutniejszy i bardziej chory, ale i mądrzejszy chłopiec.

Przyłapany w Montanie na kradzieży, w 1906 roku wylądował w kolejnym poprawczaku w Miles City. Metody wychowawcze tej placówki prócz bicia obejmowały też m.in. przymusowe obrzezanie. Panzram spędził tam rok. Później uciekł wraz z drugim wychowankiem, Jimmym Bensonem - przez jakiś czas młodzieńcy podróżowali razem, podpalając kościoły po obrabowaniu skarbonek i wysypując ziarno z wagonów na tory. Kiedy ich drogi się rozeszły, szesnastoletni Carl nakłamał na temat swojego wieku i wstąpił do wojska. Nie zrobił tam jednak kariery. Wielokrotnie karany za pijaństwo i niesubordynację, wiele dni spędził w karcerze. W końcu za włamanie do magazynu w kwietniu 1908 roku został skazany przez sąd wojskowy na trzy lata więzienia i odesłany do Fort Leavenworth w Kansas.

Z żelazną kulą u nogi

Wkrótce Panzram ze skutymi rękami i nogami przekroczył ponure mury zakładu zbudowanego jeszcze w czasach wojny secesyjnej. Władze więzienne nie wiedziały, że mają do czynienia z szesnastolatkiem, więc traktowano go tak jak innych, dorosłych skazańców. Co rano więźniowie stali na baczność na przeciągającym się godzinami apelu, niezależnie od pogody. Strażnicy wymagali ścisłej dyscypliny i bezwarunkowego posłuszeństwa. Obowiązywał też nakaz ciszy, bardzo popularny w zakładach karnych w owym czasie. Jeśli któryś z osadzonych został przyłapany na gadaniu, po chłoście lądował w izolatce.

Wielokrotnie bity za łamanie różnych punktów regulaminu Panzram wkrótce po przybyciu próbował ucieczki, ale bez powodzenia. Zamiast tego spalił więc więzienne warsztaty (pożar był spory, straty wyniosły sto tysięcy dolarów). Sześć miesięcy bez przerwy, w dzień i w nocy, spędził z przykutą do nogi pięćdziesięciofuntową żelazną kulą, którą ciągnął za sobą, gdziekolwiek szedł. Przez dziesięć godzin dziennie, siedem dni w tygodniu pracował w kamieniołomach - dzięki tym zabiegom rósł coraz większy, silniejszy i bardziej wściekły, czekając na dzień, kiedy znów będzie wolny.

Wyszedł w sierpniu 1910 roku, przysięgając sobie, że nigdy więcej nie wróci do tego znienawidzonego miejsca. Mylił się. Dwadzieścia lat później trafił do Forth Leavenworth ponownie. Tym razem z wyrokiem śmierci.

Ogniu, krocz ze mną

Wysoki, szeroki w barach i muskularny, o przenikliwym stalowym spojrzeniu, które podobno onieśmielało otoczenie, przez następne kilka lat pod nazwiskiem Jeff Baldwin włóczył się po całych Stanach, na południe, do Kalifornii i z powrotem, gwałcąc i niszcząc co popadnie. Wielokrotnie trafiał do aresztów za włóczęgostwo, włamania, napady i podpalenia. Czasem odsiadywał drobne wyroki, czasem uciekał, jak z więzień w Teksasie i Oregonie. - Paliłem stare stodoły, szopy, ogrodzenia, stogi siana, co tylko się dało. Kiedy nie było niczego innego, podkładałem ogień na prerii i w lasach - wspominał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje