Białe tortury: Jak złamać człowieka nie zostawiając śladów

 Trwające nawet wiele lat przetrzymywanie i przesłuchiwanie osób podejrzanych lub oskarżonych o terroryzm to stały element działań służb specjalnych USA. Dzieje się to za cichym przyzwoleniem politycznych sojuszników /123RF/PICSEL

Pozbawienie snu przez wiele dni, trzymanie całymi tygodniami w izolacji, regularne symulowanie egzekucji – tzw. białe tortury budzą wśród jeńców uzasadniony strach. Często bowiem wystarczy ledwie kilka godzin, aby przy ich pomocy złamać człowieka i na zawsze zmienić jego życie...

Reklama

Mohamed Bashmilah był już u  kresu sił. Jemeńczyk wisiał głową w dół w ciemnej piwnicy. W powietrzu unosił się zapach moczu. - Czy jesteś członkiem Al-Kaidy? - prowadzący przesłuchanie zadawali to pytanie raz za razem. Co chwilę czuł, jak pięści jordańskiego agenta obijają mu nerki. Jego ciało było pokryte skrzepłą krwią. 

Po pięciu dniach brutalnych tortur Bashmilah w  październiku 2003 roku został przekazany CIA. Trafił do jednego z okrytych złą sławą tzw. black sites - amerykańskich tajnych więzień położonych poza terytorium USA (swego czasu prawdopodobnie również w Polsce).

Reklama

 - To, co wydarzyło się wcześniej, było jak pobyt w czyśćcu. Ale później trafiłem do piekła. Po raz pierwszy doświadczyłem białych tortur. Czułem się jak w grobie - wspomina Jemeńczyk, mimo że przy agentach CIA nie spadł mu nawet włos z głowy... 

"Znajdowałem się na granicy szaleństwa"

Przez większość czasu Bashmilah wegetował nagi i skrępowany w celi o powierzchni około dwóch metrów kwadratowych. Przez 24 godziny na dobę w głośnikach dudniła głośna muzyka. Nie wolno mu było zasnąć. Co pół godziny musiał podnosić rękę, aby pokazać, że nie śpi. Strażnicy nie odzywali się do niego słowem, z innymi więźniami nie miał kontaktu. Nikt mu nie powiedział, gdzie jest ani czy kiedykolwiek wyjdzie na wolność.

- Znajdowałem się na granicy szaleństwa - wspomina Mohamed Bashmilah. - Gdybym mógł wybierać między maltretowaniem przez Jordańczyków a białymi torturami Amerykanów, to wybrałbym fizyczne męki. Po ciągnących się godzinami przesłuchaniach, wielotygodniowym ograniczaniu snu i wielomiesięcznej izolacji mający wtedy 36 lat mężczyzna kilkukrotnie próbował popełnić samobójstwo. Później odmawiał przyjmowania posiłków i radykalnie schudł. Agenci wprowadzili mu rurkę do gardła i zaczęli przymusowo karmić.

- CIA nie dopuściłaby do śmierci podejrzanego o terroryzm - twierdzi ekspert do spraw służb specjalnych Kate Hutchinson. - Agenci chcą wyników oraz informacji. I jest im obojętnie, czy będą one prawdziwe, czy nie. W maju 2005 roku Mohamed Bashmilah wysiadł z samolotu CIA. I od razu trafił do jemeńskiego więzienia, w którym spędził kolejne miesiące. 

Wolność zwrócono mu dopiero 27 marca 2006 roku. Przypadek Mohameda Bashmilaha jest jednym z wielu. Mimo że stosowanie przemocy wobec więźniów zostało zakazane przez III konwencję genewską z 1949 roku, to do dziś w ponad stu krajach torturuje się i maltretuje osoby zatrzymane. Robią to nie tylko militarne reżimy w Azji lub Afryce, ale i państwa uprzemysłowione, takie jak Rosja i Izrael, a nawet demokratyczne kraje Zachodu, na czele z USA. Wszystkie one wykorzystują tortury jako narzędzia do zdobycia informacji lub upokorzenia i psychicznego złamania wrogów. 

Stany Zjednoczone znacznie rozbudowały system tortur po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku. Przeprowadzają je w słynnej bazie Guantanamo na Kubie i w tajnych więzieniach znajdujących się w sojuszniczych państwach. Zdaniem amerykańskiego historyka i eksperta wojskowego Alfreda W. McCoya tylko w latach 2001-2004 w ponad 15 tysiącach przypadków przesłuchań podejrzanych o terroryzm zastosowano tortury, a 94 osoby zmarły w nader podejrzanych okolicznościach... 

Dowiedz się więcej na temat: białe tortury

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje