Reklama

Ania Przybylska: Czuję się sexy przed kamerą

Za tytuł najpiękniejszej polskiej aktorki według użytkowników INTERIA.PL dostałam gromkie brawa od ekipy serialu "Złotopolscy" - przyznaje Anna Przybylska. I dodaje: - Zastanawiam się tylko, co internauci rozumieją pod pojęciem "seksowna"? Co im się we mnie podoba?

Magdalena Tyrała: Aniu, wygrałaś ranking INTERIA.PL na najseksowniejszą polską aktorkę. Aż 31 proc. naszych użytkowników zagłosowało właśnie na Ciebie. Jak się z tym czujesz?

Reklama

Anna Przybylska: Nie po raz pierwszy nadano mi taki tytuł (śmiech). Moim zdaniem, świadczy to o dużej sympatii ludzi, którzy na mnie głosowali. Jeśli się nie lubi człowieka, to nie oddaje się na niego swojego głosu. Cieszę się, że jest rzesza internautów, którzy nie są zawistni, nie są zazdrośni, cieszą się cudzym sukcesem, czy czyimś szczęściem. To jest wspaniałe...

Jak się dowiedziałaś, że królujesz wśród aktorek?

Informacja o tym, że wygrałam w waszym rankingu, dotarła do mnie jak byłam na planie. Zażartowałam wówczas, że berło i koronę będę godnie nosić jeszcze przez najbliższy rok. I że jej nie oddam nikomu przez ten czas! A wczoraj byłam na planie serialu "Złotopolscy" i od całej ekipy dostałam gromkie brawa. To bardzo sympatyczne. Ja się tylko zastanawiam, co ci internauci rozumieją pod pojęciem "seksowna", co im się we mnie podoba? Bo ja się nie uważam za kobietę-wampa.

Chyba podoba im się połączenie subtelności z ogromną dawką seksapilu, który w sobie masz.

To fajnie.

Kobieta seksowna dla Anny Przybylskiej to...? Co sprawia, że kobieta jest za taką uznawana?

Chyba bycie sobą jest jednym z największych atutów. Potem życzliwość i serdeczność. Może to, co ja mówię, wydaje się fałszywą skromnością, ale naprawdę uważam, że cechy charakteru są sprawą nadrzędną. To, co się w sobie nosi, doskonale widać na zewnątrz. Jeśli ktoś ma żółć w sobie, to ta żółć zawsze wypłynie...

Uważasz zatem, że tylko cechy charakteru sprawiają, iż ktoś postrzegany jest jako seksowny?

Jasne, że nie. Dlatego dbam też o wygląd, utrzymuję formę. Kobieta musi o siebie przede wszystkim dbać, by czuć się seksownie. Ale ważny jest też ten, tak zwany backstage. Moja rodzina jest moim najważniejszym zapleczem. Ona mnie uskrzydla, dodaje mi koloru i sprawia, że ja, jako produkt, mam dużo atutów.

Uważasz, że jesteś produktem?

W czasach konsumpcyjnego kapitalizmu celebryci, aktorzy, stali się zwyczajnie produktami, jak na półkach sklepowych.

Wróćmy do poprzedniego pytania - czy jest taka kobieta, którą Ania Przybylska uważa za symbol seksu? Oprócz ciebie samej oczywiście?

Ja symbolem seksu? Mój mąż sobie z tego zawsze żartuje - "oni cię chyba nigdy rano nie widzieli?" - mówi (śmiech).

A teraz poważnie...

Ja uwielbiam i podziwiam kobiety. I jak się z co fajniejszymi spotykam, to im to mówię. Jak kogoś spotykam na ulicy, to mogę powiedzieć coś o cechach zewnętrznych, ale jeśli poznaje kogoś bliżej, to lubię zgłębiać jego wnętrze. To dla mnie bardzo ważne.

A symbol seksu?

Dla mnie piękną kobietą jest prof. Staniszkis.

Dla mnie Jadwiga Staniszkis to bardziej autorytet, a nie seksbomba. Ale fakt, jest bardzo ładną kobietą...

A dla mnie ona jest przepiękną, bardzo seksowną, jak na swój wiek, kobietą. Ona jest po prostu fenomenalna.

A inne kobiety, które zasługiwałoby na miano symboli seksu?

Jest wiele takich kobiet. Teraz gram w serialu "Klub szalonych dziewic" z trzema koleżankami , które są absolutnie przeseksowne - z Anną Dereszowską, Moniką Buchowiec i Dominiką Łakomską. Każda jest inna, każda jest absolutnie sexy. I wszystkie mają genialne wnętrza. Są świetnymi koleżankami, matkami... Ale takich kobiet jest cała masa.

W jakich sytuacjach czujesz się najbardziej sexy?

Szczerze?

Tylko szczerze...

Na planie filmowym.

Dlaczego?

Moment, kiedy mogę poflirtować z kamerą, jest najfajniejszy... Ona mnie zawsze kocha, ona mnie nigdy nie oszuka, nigdy mnie nie skrzywdzi. Ona na mnie patrzy zawsze takim obiektywnym, a mimo to, dobrym okiem. Kamera to jest mój najwierniejszy widz. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem osobą, którą kamera kocha. Uważam, że jest to mój duży atut jako aktorki, bo są ludzie którzy genialnie wyglądają na żywo, ale jak tylko zacznie się ich filmować, albo fotografować, to coś dziwnego dzieje się z obrazem.

Jesteś "trudna" na planie?

Nie, raczej zabawna. Jestem znana z tego, że jak pracuje na planie, to rzucam żartami typu - że ja muszę być najpiękniejsza, że nikt nie może wyglądać lepiej ode mnie. Zawsze mówię w żarcie -ej, zastanówcie się, ja tu jestem seksbombą, więc nie może tak być, żeby aktorki ze mną grające, były ładniejsze ode mnie. Muszą być ode mnie zdecydowanie brzydsze, grubsze i bez piersi - używam tego regularnie jako rodzaj dowcipu i rozbawiam przy tym wszystkich.

A sesje w Playboyu - czy to nie wtedy czułaś się najbardziej sexy?

Oj tak, to było dla mnie porażające wrażenie, ale to było dawno temu...

Jednak pamiętam, że jak zobaczyłam projekt okładki, to się załamałam. Byłam przeciwna temu, żeby ta sesja miała jakiś związek z urokliwą, co prawda, Marylką, którą wtedy grałam w serialu. Największy boom Marylki był wtedy, kiedy byłam młodą dziewczyną i ten wizerunek mi bardzo przeszkadzał. Nie da się ukryć, że czegokolwiek nie robiłam w tamtym czasie, wyglądałam na mniej niż miałam w rzeczywistości. Walczyłam z tym wizerunkiem. Ale kiedy patrzę na to teraz, jako kobieta dojrzalsza, sądzę, że to było przeurocze.

Aniu, a którą części swojego ciała lubisz najbardziej?

O kurcze, tak się właśnie oglądam teraz...

Ok., już wiem. Chyba dekolt i obojczyki. Ja lubię tę proporcje, którą mam od podbródka do dołka między piersiami. Myślę, że proporcje są generalnie zachowane - jestem przyzwoicie szeroka w barkach i ładnie wystają mi obojczyki. O nie, Ty słyszysz co ja gadam? (śmiech)

(śmiech)Czyli piersi? Serwis Facet przytakuje - masz Ty te atuty! (śmiech)

No dobra, zatoczmy to koło, piersi też. Czyli od obojczyka do piersi.

A której części ciała Ania nie lubi?

Najmniejszych palców u rąk, które są, niestety, bardzo krzywe. A , i stopy, które mam cholernie małe.

Małe stopy są bardzo sexy...

Może u Kasi Cichopek. Jak stoimy w jednym rzędzie, to możemy sobie piątkę przebić. Tylko, że Kaśka jest małą, filigranową osobą, ja jestem dużo wyższa i to nie wygląda dobrze... W ogóle wkurza mnie, jak ktoś mnie pyta o numer buta.

No to jaki masz numer buta?

Zwykle odpowiadam - nie interesuj się, ale Tobie odpowiem - 37, a 36, jak kupuję buty na obcasach. Ale bardzo chciałabym mieć numer 38.

* * *

Chcesz dowiedzieć się czy Ania Przybylska jeszcze kiedyś się dla nas rozbierze? Co sądzi o ostatniej sesji Anny Muchy w Playboyu? Czy śpi w seksownej bieliźnie, czy może bez? Czy lubi, jak retuszuje się jej zdjęcia? Ile zajmuje jej robienie codziennego makijażu i jak ocenia szanse swojego męża w reprezentacji Polski? Czytaj dalszy ciąg wywiadu w przyszłym tygodniu...

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje