Reklama

Agresywne oblicze kobiet

Kobiety stały się agresywne, bo są przeciążone, długo funkcjonują na wysokich obrotach. Nauczyły się wyrażać agresję w sposób typowo męski - twierdzi w rozmowie z INTERIA.PL psychoterapeutka Elżbieta Sanigórska.

Katarzyna Pruszkowska: Czy możemy powiedzieć, że dziś kobiety są bardziej agresywne niż kiedyś?

Reklama

Elżbieta Sanigórska: - Tak, dziś kobiety są w widoczny sposób bardziej agresywne. Jest to odbicie zmian, które zachodzą w całym społeczeństwie. W sposobie życia wyznaczanym przez cywilizację, wszyscy mamy wyższy poziom agresji. Można to zobaczyć na ulicach, kilka lat temu ludzie jeździli samochodami spokojniej, dziś dużo bardziej agresywnie. To odzwierciedla poziom napięcia, w jakim żyjemy.

Co może powodować takie napięcie?

- To jest spowodowane wieloma różnymi rzeczami. Psychologia mówi o trzech źródłach agresji: po pierwsze, agresja może wynikać z lęku. Lęk rodzi agresję, a więc jeśli mamy w sobie więcej obaw czy niepokoju, możemy być bardziej agresywni. Drugim źródłem jest frustracja potrzeb. Jeśli nasze potrzeby nie są zaspokajane, to rodzi się napięcie, które może prowadzić do agresji. Trzecim źródłem jest doświadczenie agresji ze strony innych. Czasem wystarczy pobyć trochę z osobami pełnymi złości i gniewu, by poczuć, jak takie napięcie łatwo się udziela, nie mówiąc już o sytuacjach, kiedy ktoś jest agresywny wobec nas bezpośrednio...

A czy fakt, że kobiety muszą dziś godzić pracę zawodową z wychowywaniem dzieci może nasilać te napięcia?

- Kobiety są tak wychowywane, że spełniają oczekiwania innych. Chłopcom pozwala się na bycie indywidualistami. Dla dziewczynek relacje społeczne są ważne, więc są bardziej nastawione na spełnianie oczekiwań. Lubią być docenione, więc się bardzo starają na pochwały zasłużyć.

A żyjemy w świecie, gdzie media kreują określone wizerunki, stawiają nam poprzeczki. Kobiety starają się coraz bardziej, zawsze tak było, ale dziś ilość oczekiwań wobec nich jest dużo większa. I są w związku z tym makabrycznie przeciążone.

Mamy dziś dużo dóbr, żyje się, dzięki nowym technologiom, lżej niż kiedyś. Ale jednocześnie nie mamy dziś czasu na życie w zgodzie ze sobą. Świat oczekuje od nas życia niezgodnego z biologią. Mam takie pacjentki, które pracują po 10 godzin dziennie, a są też żonami, matkami. Jak one mają się czuć spełnione? Jakiś obszar ich życia musi ucierpieć, na coś musi nie starczyć sił. Nie chodzi tu o nasze pragnienia, ale o to, z czego rozliczają nas inni, z czego my same siebie rozliczamy. Pogubiliśmy się w tym, co jest dla nas możliwe, a co nie. Kobiety chcę więc być dobrymi pracownikami (w konkurencji z mężczyznami wciąż muszą być znacznie lepsze od nich, aby zajmować równorzędne stanowiska), najlepszymi matkami, super żonami i kochankami. Nie wystarczy już być , trzeba być super.

A jaka jest tu rola mężczyzn?

- Przemiany społeczne trwają u nas krótko. Kiedyś podział ról był bardzo jasny i oczywisty. Mężczyźni pracowali, kobiety spędzały czas z dziećmi. Ludzie tkwili w rolach czasem ciężkich, ale jednak znajomych, jasnych dla nich. Dzisiejsze przemiany są czymś dobrym. Zanim jednak nauczymy się na nowo, jak w życiu funkcjonować, jak nowo określić role męża i żony, matki i ojca, minie sporo czasu. Dziś kobiety nie chcą żyć, jak kiedyś, oczekują, że mężczyźni będą im pomagać z jednej strony, ale z drugiej ciężko im tę pomoc przyjmować. Mężczyźni również przeżywają trudny czas, sami nie odnajdują się w nowych dla nich rolach. Skoro przez setki lat nie opiekowali się dziećmi, to dziś muszą się tego nauczyć, podobnie jak wyrażania swoich emocji.

A jaka jest tutaj rola wspólnoty - rodziny?

- Dziś zniknęły rodziny wielopokoleniowe. Kobiety coraz częściej opuszczają miejsca, z których pochodzą i układają sobie życie z dala od rodziny. Kiedyś rodziły się dzieci, a starsze członkinie rodziny pomagały, uczyły młodą matkę opieki nad dzieckiem, wspierały ją. Obecnie dwoje młodych ludzi zdanych jest całkowicie na siebie. Kobiety przenoszą się do miast i tam dopiero muszą sobie organizować grupy wsparcia, na początku są odizolowane i samotne.

Mamy zatem więcej osamotnienia, nie ma wspólnotowości, babć, ciotek i kuzynek żyjących blisko siebie. Żyjemy szybko, nie ma czasu na budowanie relacji, na spędzenie kilku lat z dzieckiem w domu. Kiedyś nie było takiego wyboru: praca czy dom? - jeśli dziecko było malutkie. W dawnym, pod pewnymi względami trudniejszym do życia świecie, pewne rzeczy były bardziej oczywiste, poukładane, nie było tylu dylematów, wyborów.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: męski | agresja | napięcie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje