Reklama

Gerald i Alice Uden: Szczęśliwe małżeństwo i brutalni mordercy

W stanie Missouri w USA wpadli małżonkowie, którzy przed ponad 30 laty popełnili zbrodnie, A potem chcieli żyć długo i szczęśliwie...

Gdy po niewielkiej miejscowości Chadwick w USA rozniosła się wieść o przeszłości 71-letniego Geralda Udena i jego 74-letniej żony Alice Louise, mieszkańcy nie mogli otrząsnąć się z szoku.

- Jezu, to byli dobrzy ludzie! Żyli tu ponad 20 lat. Zwyczajni sąsiedzi, tacy, z którymi rozmawiasz przez płot o pogodzie - mówił telewizji CNN mieszkający tuż obok hodowca bydła Allen Bishop.

Reklama

Alice, zniedołężniała, pomarszczona staruszka z mocno przerzedzonymi siwymi włosami, została odwieziona do aresztu 26 września 2013 roku. Według policji była spokojna i wydawała się pogodzona z losem. - Zachowywała się jak osoba, która przyjęła do wiadomości, że wpadła - powiedział szeryf Joey Kyle.

Jej mąż Gerald, pracujący jako kierowca, wiedział, że agenci FBI przyjdą wkrótce również po niego, i przygotował się do aresztowania. Dzień po zatrzymaniu żony wezwał swoją przybraną córkę Erikę Hayes i jej syna, 20-letniego Mackenzie’go.

Podarował młodzieńcowi wszystkie swoje gitary oraz strzelby myśliwskie, mówiąc, że nie będą mu już potrzebne. Gdy Mackenzie chciał zapytać, o co chodzi, rozległo się głośne pukanie do drzwi.

- Nie martw się, ale chodzi właśnie o to - powiedział starszy pan i poszedł otworzyć. W progu stali policjanci z nakazem aresztowania.

Gerald uściskał Mackenzie’go i przytulił Erikę.

- Boże, tak żałuję tego, co zrobiłem - dodał. Po chwili siedział już w radiowozie.

41-letnia obecnie Erica przez 33 lata żyła w cieniu straszliwej tragedii, której głównymi bohaterami okazali się jej rodzice - rodzona matka i przybrany ojciec.

Czuła, że ludzie, których kochała i którzy otaczali ją miłością, ukrywali jakąś mroczną tajemnicę, ale ich aresztowanie było dla niej potężnym ciosem. Kiedy się otrząsnęła, jako jedyna z dzieci Udenów zgodziła się na rozmowę z mediami i opowiedziała o swoim dzieciństwie i młodości.

- Rodzice byli szczęśliwym małżeństwem, ciągle się śmiali - mówiła magazynowi "People".

Według niej życie w wiejskim domu rodziny Udenów przypominało idyllę, o jakiej wielu ludzi mogłoby tylko marzyć.

- Pomimo strasznych rzeczy, które zrobili, nadal ich kocham - stwierdziła.

Zwłoki w kopalni złota

W połowie lat 70. ub. wieku Alice mieszkała i pracowała jako dozorczyni na ranczu w hrabstwie Laramie w stanie Wyoming. Wiodło jej się niezbyt dobrze. Miała już za sobą dwa nieudane małżeństwa i wciąż poszukiwała właściwego partnera. Trzydziestokilkuletnia okularnica o przeciętnej urodzie i kręconych włosach wpadła w oko 25-letniemu weteranowi armii amerykańskiej, Ronaldowi Holtzowi. Nie przeszkadzało mu, że jest o prawie dekadę starsza i ma dzieci z poprzedniego związku. Po krótkim okresie znajomości zaręczyli się. 17 września 1974 roku para wzięła ślub i Ronald wprowadził się do mieszkania Alice na ranczu.

Niestety, związek bardzo szybko okazał się nieudany. Świeżo upieczeni małżonkowie nieustannie się kłócili, a przedmiotem sporów często stawały się dzieci. Holtz zachowywał się agresywnie i zdarzało mu się używać przemocy wobec żony. Nie wiadomo na razie, czy tylko ją szarpał i popychał, czy również bił. Podobno groził też dzieciom. Alice uświadomiła sobie wkrótce, że jej szybka decyzja o ponownym zamążpójściu nie wynikała z miłości ani nawet chwilowego zauroczenia. Była po prostu rozpaczliwą próbą ustabilizowania swojej sytuacji życiowej.

Prawdopodobnie Alice poznała już w tym okresie Geralda Udena i została jego kochanką, miał się on okazać mężczyzną jej życia. Gerald, pracujący wówczas jako robotnik w kopalni, również był młodszy od Alice, ale tylko o 3 lata. Niektóre fakty zdają się wskazywać, że zawarli wtedy zbrodniczy pakt, który - obok autentycznej miłości - stał się łączącym ich na zawsze spoiwem.

Na przełomie 1974 i 1975 roku (dokładna data jest nieznana) doszło do zabójstwa Ronalda Holtza. Mężczyzna zginął nieświadomy zagrożenia. Alice weszła w nocy do pokoju, w którym spał jej mąż, i wystrzeliła mu z pistoletu w tył głowy.

Gerald Uden nie został jak na razie oskarżony o współudział w tym morderstwie, ale niektórzy komentatorzy twierdzą, że pomógł swojej kochance. Według tej wersji, para wszystko miała przygotowane i działała zgodnie z dobrze obmyślonym planem. Gerald dołączył do Alice już po zabójstwie. Wspólnicy zawinęli pokrwawione ciało w kilka koców i włożyli do beczki. Potem zanieśli ją do samochodu i wywieźli do znajdującej się w pobliżu opuszczonej kopalni złota. Przewidywali, że będzie skuteczną kryjówką dla zwłok, i nie mylili się. Wrzucili beczkę z ciałem Holtza do głębokiego szybu, po czym Alice wróciła do domu, by zatrzeć ślady zbrodni.

Rodzinie i znajomym powiedziała, że Ronald ją opuścił i wyjechał. Wkrótce zresztą wystąpiła o rozwód, podając jako przyczynę porzucenie przez męża. Ponieważ nie udało się go odnaleźć, zgodnie z prawem stanu Wyoming rozwód został orzeczony. Kobieta mogła teraz wyjść za Geralda Udena.

Zabójczyni rozpoczęła nowy etap życia, ale przeszłość ją doganiała - zbrodnia odcisnęła piętno na jej psychice i czasem powracała w koszmarach. Erica Hayes pamięta jak przez mgłę pewien tajemniczy dzień w drugiej połowie lat 70., gdy matka wydawała się dziwnie roztrzęsiona. Posadziła córkę na krześle i wyznała, że musiała "pozbyć się" Ronalda. Jak tłumaczyła, ojczym był złym człowiekiem i groził, że je obie zabije.

- Musiałam to zrobić, by cię chronić - powiedziała i wybuchła płaczem. Wzięła małą Erikę w ramiona i tuliła ją do siebie, łkając. - Co będzie, to będzie... Trudno - powtarzała przez łzy.

Dziewczynka nie pojęła wówczas, o co chodziło, ale zrozumiała, że jej matka zrobiła coś złego i ukrywa straszną tajemnicę.

Nieudane życie

Gerald Uden miał podobne do Alice doświadczenia życiowe. Może właśnie to ich tak mocno połączyło? W pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku był zatrudniony w kopalni rudy żelaza U.S. Steel w górach Wind River. Kim Curtis, który pracował wtedy razem z nim, wspomina go jako nieco przerażającego. W tym czasie Gerald poznał Virginię Beard, samotną matkę z dwojgiem dzieci, która ledwo wiązała koniec z końcem, imając się różnych prac, m.in. w telemarketingu lokalnej gazety.

Uden twierdzi obecnie, że naprawdę zakochał się w Virginii, ona natomiast desperacko poszukiwała mężczyzny, który pomógłby jej przejść przez życie. W 1974 roku zawarli związek małżeński, a Gerald zgodził się zaadoptować dwóch synów Virginii, 4-letniego Reagana i 5-letniego Richarda.

Podobnie jak małżeństwo Alice, związek Geralda okazał się niewypałem. Ciągle się kłócił z Virginią - przyczyną sporów często byli chłopcy, ale chodziło też o pieniądze. Bardzo szybko, zaledwie 6 tygodni po załatwieniu formalności adopcyjnych, mężczyzna wniósł pozew o rozwód. Mimo protestów kobiety małżeństwo zostało wkrótce rozwiązane. Gerald zakochał się w Alice, która - jak już wiemy - pozbyła się męża, strzelając mu w potylicę.

Gerald i Alice początkowo myśleli, że teraz ich związek rozkwitnie, okazało się to jednak nie takie proste. Porzucona Virginia znów znalazła się w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej. Ze swoich zarobków trudno jej było utrzymać trzy osoby, choć tyrała od rana do wieczora, biorąc wszelkie zlecenia jakie się dało. Kobieta postanowiła, że nie odpuści eksmężowi, i zażądała pieniędzy na utrzymanie synów. Choć byli po rozwodzie, adopcja pozostała ważna i mężczyzna jako ojciec chłopców powinien płacić na nich alimenty.

Polowanie na byłą żonę

Virginia wciąż nachodziła byłego męża, domagając się wsparcia finansowego. Psuło to stosunki Geralda z nową partnerką. Jak wspominają znajomi Alice z tamtych czasów, kobieta nieustannie skarżyła się, że jej czwarty mąż wciąż nie ma pieniędzy, bo pomaga byłej żonie i jej bachorom. A przecież ona sama miała dzieci, których utrzymanie kosztowało! Mijały kolejne lata, lecz Virginia wciąż była "pod kreską" i domagała się, by Gerald poświęcał czas jej synom. Mężczyzna, coraz bardziej rozdrażniony, myślał tylko o tym, jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Kochał Alice i nie chciał, by poprzednie, lekkomyślnie zawarte małżeństwo oraz adopcja kładły się cieniem na ich związku.

- Musiałem w końcu dokonać wyboru pomiędzy Alice a Virginią - mówi dziś Uden.

13 września 1980 roku umówił się ze swoją eksżoną i synami w pobliżu jego domu nieopodal miasteczka Pavillion w Wyoming. Virginia poprosiła go wcześniej, żeby pomógł jej przewieźć jakieś meble. Gerald zgodził się i zaproponował, by po drodze wpadli jeszcze nad pobliski kanał irygacyjny - zapolować na ptaki. Kobieta uznała to za dobry pomysł i na prośbę mężczyzny sama przyniosła strzelbę kaliber 22. Cała czwórka wsiadła do forda kombi i pojechała ok. 8 km na północ.

Gdy znaleźli się nad wodą, chłopcy od razu chcieli strzelać i rozochoceni wyciągali ręce po broń.

- Powiedziałem wtedy, że najpierw chcę sprawdzić strzelbę. I sprawdziłem, działała jak należy - relacjonuje Uden.

Po tym teście Gerald zaszedł Virginię od tyłu i przystawił jej lufę do głowy. Gruchnął strzał. Chlusnęła krew i kobieta padła na ziemię. Zabójca błyskawicznie obrócił się w kierunku małego Richarda i wypalił mu w głowę tuż nad uchem. Przerażony Reagan rzucił się do ucieczki, biegnąc na złamanie karku. Przybrany ojciec wycelował w niego, ale chłopiec nagle potknął się, zatoczył i wpadł do rowu. Mężczyzna podbiegł na krawędź dołu w chwili, gdy malec wstał i zaczął wdrapywać się na górę, by uciekać dalej. Podniósł strzelbę i ponownie wypalił. Trafiony w tył głowy chłopiec osunął się na ziemię.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje