Zawód uprawiany: żigolo

Wiek: 22 lata. Narodowość: ukraińska. Miejsce urodzenia: Kijów. Zawód wyuczony: mechanik precyzyjny. Zawód wykonywany: żigolo, czyli mówiąc konkretniej zabawiacz starszych pań za dach nad głową, wikt, opierunek oraz ciuchy...

Zgodził się ze mną rozmawiać dopiero po pokazaniu kilku wycinków, z których wynikało jasno na białym, że od paru lat interesują mnie przemiany obyczajowe charakterystyczne dla okresu budowy realnego kapitalizmu, gdzie wszystko może stać się towarem, o ile znajdą się nabywcy.

Reklama

- Ile lat mieszkasz w Polsce?

- No, będzie już pięć lat. Przez ten czas nieźle poznałem wasz kraj (śmiech). Nauczyłem się nawet mówić po polsku. Zdradza mnie tylko akcent. Ale właśnie tego wschodniego zaśpiewu trudno się pozbyć. W Kijowie byłem tylko raz, aby zawieźć trochę forsy rodzinie.

- Co robiłeś u siebie?

- Jak to co? Pracowałem. W laboratorium Instytutu Technicznego. Naprawiałem aparaturę. W końcu jestem mechanikiem precyzyjnym.

- Dlaczego zająłeś się zabawianiem starszych pań?

- Miałem kumpla, który trudnił się tym we Wrocławiu. Rzeczywiście trafił na ekstra warunki. Miał z głowy mieszkanie, wyżywienie i ubranie. Do tego otrzymywał 1000 zł miesięcznie kieszonkowego. Nie licząc kosztownych prezentów. Sponsorką była pewna właścicielka dużego sklepu odzieżowego.

- Rozumiem, że przez niego trafiłeś do pierwszej swojej klientki w Polsce?

- Można i tak powiedzieć. Wiesz, w tej branży jedne panie polecają cię swoim przyjaciółkom. W ten sposób trafiasz do sztafety. Tak to nazywamy w branży. Po prostu przez jakiś czas obracasz staruszkę we Wrocławiu, ale w końcu ona zaczyna się tobą trochę nudzić, więc telefonuje do swojej znajomej w Warszawie, która również posiada na stanie amanta, i panie wymieniają się towarem.

- Towarem?

- Tak mówią o nas między sobą. Świadczymy usługi za pieniądze, czyli tak czy owak jesteśmy towarem.

- Czym się zajmujesz teraz?

- Trafiłem do takiej jednej sponsorki w Katowicach i nie narzekam. Ma wprawdzie sześćdziesiąt lat, ale jest zadbana. Wdowa po biznesmenie. Mieszkam u niej w domu od trzech miesięcy i wszystkie koszty mam z głowy. Do tego dostaję 1500 zł kieszonkowego. Nie jest źle, jak sam widzisz. Tylko jest jeden mankament. Ona jest cholernie o mnie zazdrosna, więc jeśli chcę obrócić jakąś panienkę na boku, muszę konspirować się jak przed żoną. Cóż, nie ma róży bez kolców.

- Słuchaj, na czym dokładnie polega twoja praca?

- Nie wiesz (śmieje się), czy tylko udajesz? Musisz być gotowy na każde skinięcie. Na tym polega ta robota. Na spełnianiu ich seksualnych zachcianek. W końcu za to ci płacą.

- Ciała twoich kochanek, pardon, sponsorek, są raczej przywiędłe, skąd więc czerpiesz ochotę na tak intymne zabawy?

- Na razie nie muszę używać żadnych podniecających substancji. Gdy klientka nie zbyt dobrze wygląda w negliżu, staram się tak sterować, aby to robić z nią w nocy. I wtedy mogę sobie wyobrażać, co mi się tylko podoba, na przykład że jest młodą atrakcyjną kobietą, a nie próchnem pod siedemdziesiątkę.

- Mówisz, że takie babcie mają ochotę na igraszki?

- Sam się nie przestaję dziwić. W Łodzi mieszkałem u takiej jednej i musiałem to robić codziennie. Na szczęście wymieniła mnie na Rosjanina z Warszawy, bo gdyby to dłużej trwało, zajeździłaby mnie na śmierć.

- Z tego co mówisz, to ciężki kawałek chleba?

- Bywają cięższe.

- Dziękuję za rozmowę.

Dowiedz się więcej na temat: żigolo | zawód

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje