Reklama

Wibro-konkurent

- Kilka dni temu zajrzałem do szafki, gdzie żona trzyma swoją bieliznę. I myślałem, że krew mnie zaleje. Pod stertą biustonoszy znalazłem... wibrator. Pokaźnych rozmiarów, czarnego penisa... - skarży się Marek, uczestnik jednego z męskich forów, autor postu "Jestem zazdrosny o wibrator".

No właśnie... Jeśli wydaje wam się, że wasze relacje z kobietami oparte są na partnerstwie i obca im jest chorobliwa zazdrość, postawcie się w sytuacji Marka. Przypadkowe znalezienie wśród osobistych drobiazgów ukochanej sztucznego penisa, to prawdziwy test nie tylko dla waszych uczuć, ale i przekonań o samym sobie. - Jestem człowiekiem tolerancyjnym, otwartym, w sypialni pozwalamy sobie na wiele. Żadni z nas zaściankowcy, którzy robią to po misjonarsku, potem buzi-buzi i każde odwraca się w swoją stronę. Ale z tym wibratorem, i to jeszcze za moimi plecami, to już przesada... - złości się Marek.

Reklama

Wstydliwy zakup

"Masz pecha, że trafiłeś na taką babę" - pisze inny uczestnik dyskusji. Niekoniecznie... Jak wynika z badań australijskiej seksuolog Tracey Cox, masturbacji dopuszcza się 80 proc. kobiet, wśród których dwie trzecie to mężatki. I teraz uwaga - w populacji kobiet, które uprawiają seks z samą sobą, aż 88 proc. ma na własność wibrator. I nie są to wyłącznie wiekowe, niezbyt atrakcyjne damy - Cox, w oparciu o zebrane informacje, przekonuje, że podczas masturbacji ze sztucznego penisa korzysta jedna czwarta kobiet przed czterdziestką... Oczywiście, w Polsce - z jej zaściankową kulturą seksualną, która kupno wibratora wpycha do grona czynności wstydliwych - ten odsetek jest zapewne mniejszy. Na pewno jednak nie na tyle, by dylematy Marka uznać za jednostkowy przypadek.

Zazdrośni o przyjemność

Dlaczego w ogóle "wibrujący sekret" naszej partnerki może nas wprawić w ponury nastrój? Oddajmy głos mężczyznom, którzy odkryli, że ich kobiety sprawiają sobie rozkosz substytutami członków. - Nakryłem żonę w sypialni, gdy wcześniej wróciłem z pracy. Była zmieszana, ja oszołomiony. "To ja ci już nie wystarczam?" - wybełkotałem. Nie powiedziała, że nie, ale to nie miało znaczenia. Od tamtej pory wiem, że jestem facetem, który nie potrafi zaspokoić własnej żony... - opowiada Paweł.

I nie o kiepską - wydumaną bądź prawdziwą - znajomość technik seksualnych jedynie tu chodzi. Na wielu mężczyzn widok większego od ich penisów wibratora działa niezwykle deprymująco. W męskiej wizji postrzegania relacji płciowych większy znaczy lepszy. "Kobieta, kupując wibrator, daje ci do zrozumienia, że masz za małego" - doskonale obrazuje te lęki Łukasz, uderzając w najczulszy punkt męskiego ego.

Kawałek zwalcowanej gumy

Za nerwowymi reakcjami na wibrator stoi też inna męska słabość - zaborczość. Choć może się to wydawać głupie, są mężczyźni, których złości, że "ich" partnerki, samodzielnie sprawiają sobie i przeżywają rozkosz. To uprzedmiotowienie kobiety najlepiej ilustruje oburzenie, jakim dzieli się czytelnik jednego z męskich pism. - To ja jestem od tego, by robić jej dobrze! Nie jakiś cholerny kawałek zwalcowanej gumy!

Uprzedmiotowienie to jedno - zbyt idealistyczna wizja naszej partnerki to drugie. Do kanonu opowieści, obrazujących purytanizm naszej kultury seksualnej, weszła już historia kobiety, która padła ofiarą włamania. Gdy wśród porozrzucanych w mieszkaniu rzeczy policjanci znaleźli wibrator, uprzejmi dotąd funkcjonariusze zaczęli traktować właścicielkę lokalu jak panienkę lekkich obyczajów. "Miałem ją za normalną kobietę, a okazała się wyuzdaną dziwką" - skarży się X-mann, który nakrył narzeczoną na samodzielnych zabawach w kąpieli.

Nie zastąpi męskich ramion

Czy takie reakcje w ogóle mają sens? Wiele kobiet sięga po wibratory podczas przedłużających się nieobecności swoich partnerów - nie ma więc o co drzeć kotów. Wiele zadowala się substytutem penisa, gdy partner zawodzi - wówczas też lepiej się nie obrażać, tylko zlikwidować przyczynę, czyli własną niedyspozycję. No i wreszcie masa kobiet kupuje wibratory z czysto hedonistycznej motywacji, chcąc poszerzyć zakres seksualnych doznań. W tym przypadku zamiast się złościć, lepiej pójść w ślady Michała: - Przyłapałem żonę w sypialni. Jej widok tak mnie rozpalił, że przyłączyłem się do zabawy. Było super! - wyznaje.

A że wibrator bywa większy i zawsze jest gotowy do akcji? Cóż, ostatecznie to tylko lateksowy wałek, który dobrze stymuluje genitalia. Żaden z niego żywy, męski konkurent. W żadnym razie nie zastąpi ramion i dłoni, nie szepnie do ucha. No i nie sposób się z nim całować...

Marcin Ogdowski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: uczestnik | wibrator

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje