Reklama

Terminator kontra doktor Burski

Ona ma swoje seriale, przy których inne twoje propozycje spędzenia wolnego czasu przegrywają. Ty masz swoje filmy akcji, których ona nie chce z tobą oglądać.

Jej zamiłowanie do miłosnych przygód na szklanym ekranie, rozciągających się na kilkaset odcinków, czasami doprowadza cię do szału. Gdy nadchodzi godzina, o której twoja kobieta zasiada przed telewizorem i daje ci wyraźnie do zrozumienia, że teraz nie powinieneś jej zawracać głowy, kusi cię, by zabrać jej pilota. Nie możesz powstrzymać się od złośliwych docinków w rodzaju: "Jak ty możesz patrzeć na takie...", "Przecież to oglądają tylko...". Ona naprawdę przeżywa te serialowe romanse, nie może się doczekać kolejnych odcinków, wyczytuje w gazecie z programem, co stanie się w przyszłym tygodniu, a ty zastanawiasz się już nad tym, czy nie pozbyć się jakoś telewizora.

Reklama

A gdy o tej samej godzinie na jednym kanale jest TEN serial, a na drugim - mecz? O kłótnię wtedy nietrudno. Jeśli znowu przegrywasz z doktorem Burskim z "Na dobre i na złe" albo z Kamilem z "M jak miłość", następnym razem umawiasz się na oglądanie meczu w pubie przy piwie. A że wracasz wtedy późno i nieco chwiejnym krokiem? Sama sobie jest winna...

Ale gdy na ekranie pojawia się Obcy, Terminator, Predator, Bruce Willis bijący wszystkich w mordę albo Chuck Norris zabijający kopnięciem w kostkę, telewizor należy już tylko do ciebie. Ona ewentualnie na chwilę spojrzy na Stevena Seagala. Dopóki nie skręci komuś karku. Seriale wojenne też ją jakoś zniechęcają. Mówi, ze nie może się połapać w tej całej strategii, nie wie, kto atakuje, a kto się broni. Pyta, czy ten przystojny generał na końcu ginie, a gdy przytakujesz, od razu ma dość tej "masakry". I co to w ogóle za wojna? Czasami da się namówić na jakiś horror, ale i tak zwykle kończy go oglądać schowana pod kołdrą.

Pewnie nieraz słyszysz, że chyba z tobą jest coś nie tak, skoro lubisz patrzeć na jakichś zwyrodnialców pławiących się we krwi. No i jeszcze ta durna piłka! Czy można co tydzień patrzeć na to samo? I co to jest ten spalony? No tak. Jest przecież Beckham... Ale tylko w reklamie!

O ile nie stać was na dwa (trzy, cztery... - dzieci też mogą zechcieć oglądać co innego) telewizory, a na ekranie jeszcze nie pojawiają się znaczki "tylko dla kobiet" lub "tylko dla mężczyzn", musicie wypracować jakiś kompromis. Niech ona przeżywa sobie te swoje seriale, a ty emocjonuj się filmową przemocą. To przecież też "Samo życie"...

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: seriale | Doktor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje