Reklama

Religia zabija seks? Katolicka na pewno

Czy to, w co wierzymy, ma wpływ na to, jak budujemy związki i jak zachowujemy się w łóżku? Sprawdź koniecznie!

Czy to, w co wierzymy, ma wpływ na to, jak budujemy związki i jak zachowujemy się w łóżku?

Reklama

- I tak, i nie, to wszystko jest bardzo zróżnicowane. Podam dwa przykłady. Wyobraźmy sobie osobę, która od dzieciństwa jest wychowywana w duchu danej religii, która buduje na niej całą obyczajowość. Np. u mieszkańców jakiejś wioski w Egipcie, wyznawców islamu, gdzie wszystko jest regulowane od urodzenia do śmierci, cały rytm życia jest poddany religii. Tam religia i obyczajowość są ściśle ze sobą sprzężone. Nie ma pola manewru, to jest jedyna opcja życia.

To wchodzi również w sferę intymną.

- Oczywiście. Natomiast popatrzmy teraz na drugi wariant. Wśród wierzących katolików najzupełniej normalna stała się rozbieżność: wiadomo, że nie wolno współżyć przed ślubem, a współżyją; wiadomo, że nie wolno stosować antykoncepcji, a stosują.

- Problem tylko polega na tym, czy mają z tego powodu poczucie winy. Jeśli tak, to ono się kładzie cieniem na życiu seksualnym. Bo można mieć ten seks, ale on jest w oparach grzechu, poczucia winy, uniemożliwia pełną satysfakcję, wyzwala napięcie. Co innego, jeśli potrafią to sobie racjonalizować: Kościół mówi, że nie wolno współżyć przed ślubem, ale czasy się zmieniły, nikt już nie kupuje kota w worku itp. Wówczas poczucia winy nie mają. A wszystko zależy od tego, czy religia sprzyja radości czy smutkowi.

- Niewiele jest religii na świecie, które seks traktują ciepło, gdzie jest on wartością i gdzie nie ma dysonansu między religią a satysfakcją seksualną, a nawet bywa to sprzężone. Gorzej, jeżeli religia hamuje, straszy, jeżeli traktuje seks jako uosobienie zła albo go deprecjonuje, jak to było przez wiele wieków chrześcijaństwa, w którym seks był wcieleniem zła, pokusą, która nas doprowadzi do potępienia. Co robili małżonkowie w sypialni? Oddawali się grzesznym przyjemnościom, towarzyszyło temu poczucie winy, lęk, zahamowanie, skrępowanie. Stąd się brało, że mąż nigdy nie widział nagości swojej żony, tylko była klapka w koszuli nocnej.

- Kobieta była opisywana jako worek pełen nieczystości. W dwunastowiecznym dekrecie Gracjana, który aż do XX wieku był podstawą prawa kościelnego, mężczyzna był w pełni stworzony na podobieństwo Boga, a kobieta nie, bo jej dusza i ciało przeszkadzają męskiemu rozumowi. Dlatego w katolicyzmie przez wieki kobieta była istotą niższą, podporządkowaną mężczyźnie. W XIII wieku św. Bernardyn zalecał, by nie dawać kobiecie ani chwili wytchnienia w pracy, nie przyzwyczajać jej do wygód. Niektórzy kaznodzieje wręcz zachęcali do bicia i poniewierania kobiet.

- Ale warto też wiedzieć, że w chrześcijaństwie od samego początku istniał także drugi nurt, przychylny wobec seksu. To były pisma takich myślicieli jak Klemens z Aleksandrii, Jan Chryzostom, Franciszek Salezy. Św. Jan Chryzostom twierdził np. odważnie, że małżonkowie mogą uprawiać seks nie tylko w celu prokreacji. Powiedzmy jednak szczerze, że nurt ten pozostawał marginalny w zasadzie aż do Soboru Watykańskiego II , do pontyfikatu Jana XXIII , Pawła VI, wreszcie Jana Pawła II . Przedtem jednak bardzo nieliczni księża potrafili mówić małżonkom, żeby się cieszyli swoimi zbliżeniami. Dominujące było potępienie wszelkich pozycji poza misjonarską, zakaz seksu oralnego, o analnym nie wspominając, i wszelkiej przyjemności, która nie miała celu prokreacyjnego. Dopiero całkiem niedawno na znaczeniu zaczął zyskiwać ten nurt życzliwości wobec seksu - oczywiście małżeńskiego. Niektórzy wierni potrafią wręcz łączyć przyjemność seksu z radością natury religijnej, wręcz mistycznej. Mówią wtedy, że czują się, jakby przekraczali swoje granice.

Ale to wciąż bardzo rzadkie.

- Tak, w szerokim nurcie katolicyzmu nadal obowiązuje daleko posunięta hipokryzja w kwestiach seksualności. Począwszy od tego, że księża mają żyć w celibacie, a o wielu z nich społeczność wiejska dobrze wie, że mają kobietę, nieraz dzieci. I nie przeszkadza to szanować księdza proboszcza, bo jest na przykład dobrym organizatorem. Dla wiernych to jest jasny sygnał, że nauka Kościoła sobie, a życie sobie. Trudno oczekiwać w życiu ideałów. W Polsce wciąż dominuje Kościół ludowy: w niedzielę na mszę iść trzeba, raz w roku się spowiadać, ale co tam kto ma pod kołdrą, jego sprawa.

Czy zatem wiara katolicka potrafi dziś pomagać w związku? Czy nadal tylko krępuje i ogranicza?

- Moja teza jest taka, że osobom wierzącym, praktykującym, ale wyznającym tę pozytywną - ewangeliczną, a nie starotestamentową - wizję wiary, płci, chrześcijaństwa, religia na pewno nie przeszkadza. Problem mają ci, dla których Bóg jest straszny, czyha na ich potknięcia, liczy je i obmyśla karę piekielną. Tacy mają kłopot. Są zahamowani, sfrustrowani, nie są w stanie niczego pozytywnego przeżyć.

Zdarzają się panu jeszcze pacjentki na tyle przejęte wiarą, by mieć z nią problemy w łóżku?

- Rzadko, ale się zdarzają. Rygorystyczne wychowanie religijne wciąż pokutuje. Wychowanie, w którym seks jest traktowany jako grzech szczególny, a szóste przykazanie "nie cudzołóż" okazuje się najważniejsze z całego dekalogu, powoduje obsesyjną walkę z własną seksualnością, z "pokusami". To rodzi zahamowania w życiu seksualnym i to nie jest problem wydumany, choć na pewno mniej powszechny niż dziesięciolecia temu. Szacuje się, że kobiety z pochwicą - czyli ze skurczem pochwy uniemożliwiającym odbycie stosunku - stanowią ok. 2 proc. populacji.

Kiedy robimy badania ogólnopolskie, wciąż okazują się widoczne korelacje między religijnością a seksualnością. Ale dziś są to najczęściej tylko różnice dotyczące niektórych poglądów, np. co do aborcji. Coraz mniejsze są za to różnice w podejściu do antykoncepcji czy do edukacji seksualnej w szkołach. Znaczącą różnicę podejścia do seksualności zauważamy tylko tam, gdzie do religii się dołącza tradycyjna obyczajowość. W Polsce ta odmienność obyczajowa najsilniej jest widoczna w regionach południowo-wschodnich. Tam Kościół, tradycyjna rodzina to wciąż bardzo ważne wartości.

Kiedy temat religii pojawia się w gabinecie terapeutycznym?

- Podam kilka typowych przykładów, które występują najczęściej. Jest para zaangażowana w ruch religijny, tzw. oazowy czy w duszpasterstwo akademickie. Są aktywistami religijnymi, ale są też parą dwojga młodych ludzi, no i mają poważny problem z seksem. Cały czas się hamują, tłumią swoje pożądanie, bo żyją w przekonaniu, że do ślubu należy zachować czystość. Przychodzą, gdy nie mogą sobie z tym poradzić, bardzo się męczą, albo też przychodzą po czasie, po ślubie, z następstwami tego skutecznego wytłumienia namiętności. Teraz już są związkiem, ale wygasili w sobie żar. Mogą w zgodzie z sumieniem rozpocząć współżycie, ale już im się nie chce albo kompletnie nie wiedzą, jak.

- W tego typu historiach par silnie zmotywowanych religijnie charakterystyczne jest zresztą, że stroną, która prędzej jest skłonna złamać obietnicę czystości jest... kobieta. Okazuje się, że gdy ona jest zakochana, jej ciało coraz bardziej potrzebuje tego intymnego spotkania. Mężczyźni skuteczniej potrafią rozdzielić uczucia od seksu, a w takich przypadkach oznacza to, że on może poskromić seks dla czegoś, w co wierzy. A u niej jest to silnie połączone: tym silniej, im bardziej jest zakochana. Dlatego to ona częściej kruszeje. Zdarza się zresztą, że on jest zbulwersowany postawą partnerki; zaniepokojony, że jeżeli teraz ona już łamie obietnicę, to czy później dochowa wierności.

Z czym jeszcze przychodzą do pana wierzący?

- Religia czasem pojawia się też jako czynnik w sporach w związku. Bo jedna strona miała religijność tej drugiej jako gwarancję uczciwości, i nagle jest szok, bo partner, który co tydzień był w kościele, codziennie prowadził wspólną modlitwę w domu - zdradził. Bo nadal religijność - nie deklarowana, ale realizowana - daje drugiej stronie duże poczucie bezpieczeństwa. A tu nagle ciach, okazuje się, że taki człowiek może zawieść i ten cały bezpieczny świat nagle się burzy.

- W konfliktach w związku religia nieraz służy też do manipulacji: np. ponieważ jesteś katolikiem, nie wolno ci się rozwieść. Któreś z nich przypomina sobie, że przed laty wzięli ślub w kościele i wykorzystuje to do walki. Natomiast rzeczywiście coraz rzadziej się zdarza, by para szukała pomocy, dlatego że ktoś jest w łóżku zahamowany z powodu lęku przed Bogiem.

Czy jest tak rzeczywiście, że osoby gorliwie wierzące zdradzają rzadziej?

- Oczywiście. Dla nich gorliwa wiara jest drogowskazem życia. To się też wiąże z bardzo praktycznymi drobiazgami. Znam na przykład parę, która od lat święcie przestrzega zasady, by każdy konflikt rozwiązać przed zaśnięciem. Bo św. Paweł powiedział, że "nie może zajść słońce nad zagniewaniem waszym". Więc u nich działa zasada, że nie ma żadnych cichych dni, dzisiaj jest konflikt i dzisiaj musi być rozwiązany.

- W taki sposób prawdziwa wiara potrafi mieć znakomity wpływ na kondycję związku. Niektóre pary tworzą też tzw. Kościół domowy. W domu prowadzą czytania Pisma Świętego, rozważania, dyskusje, i dla nich jest to głęboko rozwijające. Jeśli oboje rozwijają w ten sposób swoją religijność, na ogół wzmacniają tym samym więź między sobą. To może pozytywnie wpływać na ich życie intymne również. Takie pary też znam.

Czy istnieje pana zdaniem religia, która przez wieki gorzej sobie poradziła z ludzką seksualnością niż katolicyzm? Nawet tak bliskie nam prawosławie ma w tym względzie znacznie mniej zakazów, wymogów.

- Tu możemy się pocieszać, że istnieją np. fundamentalistyczne odłamy protestantyzmu, które w kwestiach łóżkowych mają znacznie większy rygor i generalnie są bardziej negatywnie nastawione do seksualności niż Kościół rzymskokatolicki. Na przestrzeni wieków i do dziś istnieją nurty, dla których walka z ciałem i zmysłowością pozostają głównym zadaniem człowieka na ziemi. Początków takiego myślenia można się dopatrywać w manicheizmie, który do grzechów najcięższych zaliczał zabijanie istot żywych oraz... życie seksualne.

- Kościół prawosławny rzeczywiście przyjął zasadę, że nie wtrąca się do sypialni małżonków, jest w ogóle bardziej wyrozumiały dla ludzkich słabości. Sam fakt, że dopuszczalne są rozwody i można w zgodzie z prawosławiem ożenić się po raz drugi, też o czymś świadczy. Myśliciele Kościoła Wschodniego twierdzili, że seksualna radość jest w małżeństwie dobrem, wartością samą w sobie. Dla prawosławia nie jest przypadkiem, że pierwszy cud uczynił Jezus na weselu w Kanie Galilejskiej, kiedy dwoje ludzi zaczynało wspólne życie. Tak jak Kościół prawosławny nie wchodzi w szczegóły małżeńskiego pożycia, tak też sumieniu małżonków pozostawia antykoncepcję.

- Mamy więc w chrześcijaństwie całą mozaikę nurtów, od pozytywnie nastawionych do seksu niektórych wspólnot protestanckich aż do fundamentalistów, którzy wojują z seksem, ciałem i z teorią ewolucji także.

Przed chrześcijaństwem był judaizm. Powinniśmy w nim upatrywać początków seksualnego rygoryzmu?

- Rzeczywiście, judaizm od zawsze zalecał kontrolę tego, co dwoje ludzi robi w łóżku. Dosłownie brał biblijny nakaz "rozmnażajcie się", w związku z czym seks był dostępny jedynie małżonkom i przede wszystkim po to, by płodzić dzieci. Ale żydzi od dawna pamiętają też o innym cytacie starotestamentowym: "Źle człowiekowi być samemu", dlatego zwracali też uwagę na budowanie więzi psychicznej między małżonkami - również w łóżku.

- Nie zmienia to jednak faktu, że przez większość dziejów traktowali seks nieufnie. Żydowska tradycja biblijna ukazuje mężczyznę jako ofiarę kobiecych pokus. One były tymi, które są pożądliwe i agresywne w swoich namiętnościach. Stąd też utrzymująca się do dziś w tradycyjnych wspólnotach zasada, że obie płcie spotykają się jedynie w bardzo określonych warunkach, nie ma wspólnych modlitw, koedukacyjnych zabaw itp. I dlatego mąż mógł karać żonę, odmawiając jej przyjemności w łóżku. Z tą przyjemnością Talmud w ogóle każe uważać: "Nasycona namiętność czuje jednakże ciągle głód. Im więcej chcemy popęd zmysłowy zaspokoić, tym więcej pragnie on być zaspokojonym".

Uważa się jednak, że starożytny judaizm był i tak życzliwy względem kobiet w porównaniu z innymi ówczesnymi kulturami.

- To w jakimś stopniu prawda, pozycja kobiety w społeczności izraelskiej była stosunkowo wysoka. Dziewictwo nie stanowiło o wartości, choć u kandydatki na żonę było cenione. Dla dojrzałej pani stawało się jednak nieszczęściem, poniżało ją w oczach społeczności.

- W "Księdze Sędziów" córka Jeftego wręcz opłakuje swoje dziewictwo i świadomość, że umrze, nie zaznawszy małżeństwa i macierzyństwa: "Poszła więc ona i towarzyszki jej i na górach opłakiwała swoje dziewictwo (...) i tak nie poznała pożycia z mężem" [Biblia Tysiąclecia]. A celibat u starożytnych żydów był czymś tak nienaturalnym, że niemal przestępstwem. W końcu jesteśmy stworzeni po to, by się rozmnażać. W ogóle Stary Testament pełen jest wspaniałych kobiet: Rut, Judyta, Estera, Rebeka, Debora. "Pieśń nad pieśniami" jest wielkim hymnem sławiącym urodę kobiety. Później, również w Nowym Testamencie, ich znaczenie maleje. W Talmudzie jednak łatwo znaleźć cytaty doceniające wartość płci pięknej: "Człowiek bez żony żyje w świecie bez radości, bez błogosławieństwa, bez dobra". Chociaż z drugiej strony są i teksty wręcz antyfeministyczne jak odpowiedź Rabbiego Jehoszuy na pytanie, czemu kobiety używają wonności, a mężczyźni nie: "Adam stworzony został z ziemi, a ziemia nigdy nie cuchnie. Zaś Ewa została stworzona z kości".

Talmud zawiera przepisy seksualne, co wolno, a czego nie?

- Wiemy, że żydowskie prawo nie zakazywało stosunków między osobami niezamężnymi. Mężczyzna nie mógł przebywać sam na sam z kobietą, nie powinien całować krewnych, zabroniona jest masturbacja. W celu unikania erekcji zalecane było spanie na wznak, unikanie noszenia obcisłej bielizny czy obserwowania kopulujących zwierząt. Współżycie z żoną miało cztery cele: prokreację, dobro płodu w czasie ciąży oraz zaspokojenie żądzy - jej i jego. Mężczyznom zalecano przedłużanie stosunku aż do osiągnięcia przez żonę orgazmu, natomiast nie wolno im było patrzeć ani tym bardziej całować kobiecych narządów płciowych. Podczas współżycia zalecana była ciemność i pozycja klasyczna.

Co u zarania chrześcijaństwa legło takiego, że jest restrykcyjne wobec seksu? Dlaczego to nie chrześcijanin napisał Kamasutrę?

- W chrześcijaństwie nie mogła powstać Kamasutra, bo Jezus był kawalerem i nie miał dzieci. Nie wypowiadał się na temat seksu. Pierwsi teologowie chrześcijaństwa wyciągali natomiast z nauk Chrystusa wniosek, np. taki jak Tertulian: kobieta jest bramą piekła, "powinna zawsze nosić żałobę, być okryta łachmanami". Najbardziej znaczące dla etyki seksualnej chrześcijan były chyba jednak listy św. Pawła. To on wymyślił np. wyższość dziewictwa i celibatu nad małżeństwem. Jego 1. List do Koryntian jest pełen nakazów i zakazów dotyczących relacji damsko- -męskich: "(...) dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan". Potem, w średniowieczu, zrobiło się jeszcze gorzej. Nawet małżonkom zalecano znaczne obostrzenia w kwestii współżycia: żeby nie począć potworów czy dzieci cherlawych, należało unikać seksu w dni poprzedzające niedziele i święta, w same święta, w środy i piątki, i po czterdzieści dni przed Wielkanocą, Bożym Narodzeniem i świętem Podwyższenia Krzyża. Czasu na normalne, nieobciążone grzechem pożycie nie zostawało więc wiele. Nawet nowożeńcy powinni byli unikać współżycia przez trzy dni po ślubie.

Krótko mówiąc, najlepiej, by wszyscy żyli w celibacie.

- Św. Paweł chwalił celibat, pod warunkiem że ktoś miał dość silnej woli: "Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki. Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć". I jeszcze: "Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia".

(...)

Wracając do katolicyzmu: to jakie jest dziś oficjalne stanowisko Kościoła na temat masturbacji? Należy się piekło?

- To się bardzo zmieniło. Kiedyś była jednoznacznie potępiana jako ciężki grzech, a teraz Kościół mówi, że nie powinno być masturbacji, ale już rozróżnia taką, która służy szukaniu przyjemności, od takiej, która jest objawem np. nerwicy natręctw czy masturbacji neurotycznej.

Czyli z punktu widzenia seksuologa Kościół idzie w dobrą stronę?

- Tylko w teorii. W praktyce mam niestety wrażenie, że kiedy Kościół w Polsce był trochę prześladowany, troszkę bardziej dbał o wiernych niż dziś. Był bardziej otwarty na człowieka. Zależało mu na tym, żeby przyciągnąć intelektualistów, wiernych, pokazywał bardziej ludzką twarz. Wtedy liczyło się np. środowisko "Tygodnika Powszechnego". Niestety, kiedy Kościół stał się triumfujący i roszczeniowy, kiedy cała elita polityczna, bez względu na opcję mu się podlizuje, kiedy odchodzą postępowi księża, pałeczkę w Polsce przejął nurt ojca Rydzyka. To on jest dziś twarzą Kościoła. A nie jest to twarz zbyt przychylna wobec ludzkiej seksualności. Dlatego uważam, że choć jest pewien postęp w doktrynie Watykanu, w dokumentach papieży, to Kościół instytucjonalny w Polsce idzie w złą stronę. Kiedyś ton środowisku katolickiemu nadawały Kluby Inteligencji Katolickiej, o których teraz się w ogóle nie słyszy. Słyszy się za to Frondę, Opus Dei, Ruch Piusa X.

Czy pan jako seksuolog może pomóc komuś, kto ma problem z łączeniem rzeczywistości sacrum i profanum? Czy właściwszym adresem do roztrząsania kwestii, czy Bóg się pogniewa, czy nie, nie jest duchowny?

- Staram się pomagać, bo Biblię znam dość dobrze, naukę Kościoła też, napisałem książkę "Seks w religiach świata". Rozmawiam więc z takim pacjentem i tłumaczę mu, że Bóg jest miłością, a nie wrogością. Są osoby, które wciąż o tym nie wiedzą.

Zaprezentowany fragment pochodzi z książki "Lew-Starowicz o kobiecie". W publikacji z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem rozmawia Barbara Kasprzycka. Książka wydana została przez Wydawnictwo Czerwone i Czarne.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje