Reklama

Połączyła ich miłość. I kredyt...

Zamiast podpisanego aktu małżeńskiego mają podpisany dokument o wspólnie zaciągniętym kredycie hipotecznym. Zamiast obrączki na palcu, przypominającej o słowach wypowiedzianych podczas przysięgi - comiesięczne raty do spłacania. Czy ich związki są przez to inne?

- Myślę, że kredyt mieszkaniowy w pewnym sensie stał się paliwem dla naszego związku - mówi z uśmiechem 33-letni Michał z Krakowa. - Wraz z decyzją o jego przyznaniu skończyły się nasze mieszkaniowe problemy i mogliśmy skupić się na rozwijaniu własnych zainteresowań i hobby - dopowiada narzeczona, 31-letnia Kasia. Kredyt zaciągnęli 2 lata temu i powoli zaczynają myśleć o sformalizowaniu swojego związku.

- Kredyt ani nie scala naszego związku, ani go nie rozbija - twierdzi 29-letni Bartek z Warszawy, który zaciągnął kredyt wraz ze swoją dziewczyną Moniką 3 lata temu. - Na co dzień ten temat dla nas nie istnieje. Jest to po prostu jeszcze jedna, choć największa, pozycja w domowym budżecie, z którą trzeba żyć. Oczywiście, mamy świadomość, że przyjdzie nam żyć przez następnych kilkadziesiąt lat z kredytem, ale wiemy też, że nie jest to rzecz, której nie można zmienić. Nie jest to łatwe, ale zakładamy, że zawsze, jeśli zajdzie taka potrzeba, będziemy mogli mieszkanie sprzedać, spłacić kredyt i po prostu się rozejść - przekonuje Bartek.

Reklama

- Czekaliśmy na decyzję o kredycie z lękiem, bo nasze dochody nie są najwyższe. Wyobraź sobie, jaka była nasza radość, kiedy dowiedzieliśmy się, że nam go przyznali - jeszcze dziś nie kryje emocji 27-letnia Marzena z Torunia. - Do czasu, kiedy nie mieliśmy wspólnego, własnego mieszkania (choć nie jesteśmy małżeństwem) mieszkaliśmy z rodzicami Tomka. I coraz częściej się kłóciliśmy... Wspólny kredyt i własne mieszkanie sprawiły, że nasz związek w końcu wszedł na odpowiedni tor. Przede wszystkim nikt już nie wtrąca się w nasze życie.

Rozum w kredycie, emocje w małżeństwie

Liczba niesformalizowanych związków, które zdecydowały się zaciągnąć wspólny kredyt, jest coraz większa. Czasami to wspólne obciążenie bywa kulą u nogi, co potwierdza psychoterapeutka, Alina Henzel-Korzeniowska. Jak zapewnia, jej gabinet odwiedza coraz więcej osób z takimi problemami. Co ciekawe, psycholog zauważa, że do decyzji o wspólnym zadłużeniu na kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, pary tworzące nieformalne związki podchodzą z większą rozwaga niż do decyzji o zawarciu związku małżeńskiego.

- Wiele osób, a mówię tu o parach żyjących bez aktu zawarcia małżeństwa, ma większe rozterki, bardziej się wahają stając przed decyzją o podpisaniu wspólnej umowy kredytowej niż ma to miejsce podczas podejmowania decyzji o usankcjonowaniu związku. W sytuacji zawarcia umowy kredytowej para często stara się nie kierować emocjami, a wręcz przeciwnie - kalkulacją. Często obserwuję, że niesformalizowane związki starają się nie tracić rozumu, co zdarza się osobom podejmującym decyzję o małżeństwie - tłumaczy psycholog.

Kredyt scala związek?

Zdaniem naszej rozmówczyni, związki połączone wspólnym kredytem zdecydowanie szybciej i łatwiej godzą się po kłótniach niż pary nieuwikłane w żadne wspólne zobowiązania finansowe.

- Kredyt codziennie przypomina parom, że muszą być razem. Ma więc funkcję dyscyplinującą. Wizja tego, co może się stać, jeśli postanowią się rozejść, często ich przeraża. Bo kto wtedy będzie spłacał kredyt? Korzyścią tej sytuacji jest to, że para zmuszona jest do podejmowania racjonalnych rozmów, wszelkimi sposobami dąży do pogodzenia się - mimo urazów i żalów - tłumaczy Henzel-Korzeniowska.

Przeciwnego zdania są z kolei Bartek i Michał, według których fakt zaciągniętego kredytu wcale nie wpływa na jakość ich związków. Nie łagodzi też sporów.

- Czy staramy się łagodzić kłótnie tylko dlatego, bo zaciągnęliśmy wspólny kredyt na 30 lat? Myślę, że nie... - twierdzi Michał. - Generalnie rzadko się z Kasią kłócimy, a jeśli nawet przytrafi nam się małe spięcie, to w ogóle nie myślimy wtedy o kredycie. Spokojnie rozmawiamy o źródłach konfliktu, by je w przyszłości wyeliminować.

- Kłócąc się, nie myślimy o kredycie, czy w ogóle o kwestiach finansowych - przekonuje Bartek. - Poza tym na ogół kłócimy się o drobne rzeczy, które raczej nie prowadzą do rozstania.

Niskie dochody - kryzys w związku?

Dodajmy jednak, że zarówno Bartek, PR-menadżer w dobrze prosperującej firmie, jak i Michał, geodeta, nie mają problemów ze spłacaniem kolejnej raty kredytu. Przyzwoitymi zarobkami mogą pochwalić się także ich partnerki, czego nie można powiedzieć o sytuacji Marzeny, nauczycielki. Jej mąż trzy lata temu założył własną firmę, na której działalności echem odbija się światowy kryzys gospodarczy.

- W naszym związku robi się ostatnio nerwowo - nie kryje smutku Marzena. - W rozmowach z Tomkiem wciąż pojawia się słowo "kredyt". Nie wiem, jak to dalej będzie. Czy trudna sytuacja materialna tylko nas umocni, czy może się rozstaniemy i trzeba będzie sprzedać mieszkanie? - snuje czarne wizje torunianka.

Gdyby snute przez Marzenę czarne scenariusze znalazły potwierdzenie w przyszłości, rozstanie z partnerem wcale nie musiałoby wyglądać tak prosto, jak mogłoby się wydawać.

- Kiedy ludzie się rozchodzą, są rozżaleni, i często rozpoczynają walkę o dobra materialne - uważa Alina Henzel-Korzeniowska. - W większości przypadków nie chodzi o to, by się wzbogacić, ale o to, by sobie nawzajem dokuczyć. Rzadko kto rozstaje się w zgodzie. Ciężko się dogadać i tak po prostu sprzedać kredyt. Inna rzecz, że zazwyczaj to tylko jedna strona chce się rozstać. Tego samego niekoniecznie chce też druga, bo ma w sobie opór i potrzebuje czasu, by zamknąć ten rozdział w życiu - tłumaczy psychoterapeutka.

Rozwód jest dla nich życiową porażką

Marzena nie ukrywa, że w trudnej ostatnio sytuacji finansowej, próbuje walczyć o swój związek. Ale boi się, że może przegrać.

Zdaniem Henzel-Korzeniowskiej, w takich sytuacjach ze spłaceniem kredytu lepiej radzą sobie małżeństwa. Jak się okazuje, w dużym stopniu tylko dlatego, że rozwód kojarzy im się z życiową porażką.

- Małżeństwo ma wymiar symboliczny - mówi psychoterapeutka. - Jego rozpad ludzie przeżywają jako niepowodzenie, myślą - "nie udało mi się". W związku niesformalizowanym nie ma takiej sytuacji, bo łatwiej jest zracjonalizować tę porażkę - "w zasadzie to nie mieliśmy ślubu". Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak ważna jest formuła przysięgi, do momentu, w którym dochodzi do rozstania - uzasadnia Henzel-Korzeniowska.

* * *

Jak mówi Jerzy Bańka, dyrektor do spraw legislacyjno-prawnych Związku Banków Polskich, póki co, mimo światowego kryzysu gospodarczego, Polscy kredytobiorcy nie mają żadnych problemów ze spłatą zobowiązań finansowych wobec banków.

- Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że Polacy na samym końcu zaprzestają spłaty kredytów mieszkaniowym, bowiem nadal mieszkanie stanowi dla nich największą wartość. Ograniczają inne wydatki, byle tylko móc sumiennie spłacać raty.

Magdalena Tyrała

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje