Reklama

"Madonna i ladacznica", czyli patologie seksualne

Madonna nie lubi seksu, rozpustnik go uwielbia. Podczas gdy Tytania stale czeka na "tego jedynego", machismo chętnie korzysta z każdej nadążającej się okazji. Kim są te postacie? Mowa o wielu z nas!

Jeden z najbardziej znanych zespołów, po raz pierwszy opisany przez psychoanalityka Renshawa pod koniec lat 70., nosi nazwę "Madonna i ladacznica". Zespół charakteryzuje się trudnymi do pogodzenia sprzecznościami w podejściu mężczyzn do kobiet.

Seks nie z Madonną

Reklama

Madonna to idealna żona, która powinna być cnotliwa, niewinna, oddana, wierna mężowi. Nie powinna przesadnie interesować się seksem, ale dbać o dom i rodzinę. Ladacznica zaś reprezentuje "kobiecość zmysłową, łatwą, dostępną, ludyczną". Pierwsza z nich idealnie nadaje się na żonę i matkę, jednak zwykle nie można prowadzić z nią udanego życia seksualnego. Zaspokojenia w tej sferze należy więc szukać u ladacznic - kochanek, które lubią seks, chętnie przystają na męskie propozycje, same wychodzą z inicjatywą zbliżeń. Zbigniew Lew-Starowicz, w książce "Seks w kulturach świata" zauważa, że przyczyny pojawienia się takiego dualizmu nie są trudne do znalezienia. Przez wieki w Europie obowiązywał bowiem ideał kobiety wzorowany na Matce Boskiej - cichej, pokornej, skłonnej do poświęceń. Kobiety, które "przesadnie" interesowały się seksualnością, były zaś potępiane, jako niezdolne do bycia dobrymi żonami i matkami.

Rycerz jest nudny

Zespół Madonny i ladacznicy ma wiele wspólnego z zespołem "rycerza i rozpustnika". Rycerz jest mężczyzną opiekuńczym, troskliwym, gotowym do poświęceń i wyrzeczeń. Chętnie adoruje, pamięta o rocznicach, troszczy się w chorobie. Ma tylko jedną wadę - nie budzi w kobiecie pożądania. Rozpustnik zaś jest "uosobieniem męskości żywiołowej, zmysłowej [...], orgiastycznej w seksie, wyrafinowanej w pieszczotach, kuszącej i diabolicznej". Taki mężczyzna nie przyniesie kwiatów, nie pocieszy po kłótni z matką, nie przyniesie ciężkich zakupów - co zrekompensuje kobiecie w łóżku. Podobnie jak w przypadku ladacznicy, rozpustnik nie nadaje się na stałego partnera - jego zadaniem jest wyłącznie zaspokajanie potrzeb seksualnych kochanki.

Macho to gej?

Wyłącznie o zaspokojenie potrzeb seksualnych chodzi także w zespole Donżuana, którego nazwa wzięła się od legendarnego szlachcica pochodzącego z Sewilli (Hiszpania), któremu przypisuje się zbliżenia z kilkoma tysiącami kobiet. Mężczyźni podobni do Don Juana "traktują kobiety jak rzeczy, zwierzynę łowną, którą po zdobyciu szybko się rzuca". Starowicz uważa, że takie podejście do kobiet jest szczególnie widoczne w kulturze latynoskiej, gdzie dla machistas (hiszp. macho - samiec) "posiadanie kolejnych partnerek oraz ilościowe wyżywanie się z nimi daje poczucie własnej wartości i jeszcze dziś służy do chwalenia się wobec innych, tworzenia mitów o sobie". Tacy "męscy mężczyźni" nie byliby zapewne zadowoleni z opinii seksuologa, który twierdzi, że potrzeba dominacji macho bierze się ze strachu przed kobietami lub... ukrytych cech homoseksualnych.

Kastracja z obawy

Nie strach, ale niechęć do płci przeciwnej leży u podłoża zespołu kastracji. Kobiety, ośmieszając, zawstydzając czy poniżając mężczyzn, dokonują na nich "psychicznej kastracji". Dawniej uważano, że kobiety poniżają mężczyzn, ponieważ... zazdroszczą im penisów. Współcześni seksuolodzy twierdzą jednak, że tak zachowują się kobiety skłonne do dominacji lub takie, które z różnych przyczyn, np. zmian ciała wynikających z urodzenia dziecka lub starzenia się, czują się nieatrakcyjnie. Ośmieszając mężów, wytykając im błędy i niedociągnięcia (często w sytuacjach intymnych) kobiety czują się pewniej ("kontrolują sytuację").

Dziecko niczyje

Zespołem, który opiera się na nieustannej kontroli partnerki, jest zespół Leontesa. Jego nazwa wzięła się od bohatera "Powieści zimowej" Williama Szekspira, człowieka tak zazdrosnego o swą partnerkę oraz przekonanego o jej zdradzie, że nie chciał uznać spłodzonego z nią dziecka. Starowicz uważa, że podobny lęk nie jest czymś nietypowym, ponieważ "zespół ten kryje w sobie typową dla Europy nieufność wobec kobiet, sprzeczność postaw wobec kobiet, lęk przed utratą swej pozycji i ośmieszeniem". Okazuje się, że mimo upływu lat (Szekspir zmarł w 1616, Starowicz po raz pierwszy napisał o zespole Leontesa jeszcze w latach 80.) problem jest nadal aktualny - wpisując do wyszukiwarki internetowej hasło "testy na ojcostwo" natychmiast otrzymujemy ponad 300 tys. wyników.

Pijany Otello

Również na zazdrości oparty jest zespół Otella, który uznawany jest za psychozę urojeniową, występującą u alkoholików w stanie upojenia. Cierpiący na nią (zarówno mężczyźni, jak i kobiety) nieustannie podejrzewają partnera/ partnerkę o zdradę, najczęściej wielokrotną i z różnymi osobami. Dowody mogą być różne (bilety autobusowe, pomięte ubrania, zbyt dobry lub zły humor), zawsze jednak należą do kategorii "niezbite". Psychoza ta rozwija się powoli, zaczynając się od niewinnych pytań "gdzie byłaś? Z kim?", na śledzeniu i przeszukiwaniu garderoby kończąc. Choroba może się cofnąć w okresach abstynencji, choć nie ma gwarancji, że nie pojawi się znowu.

Tytania szuka ideału

Zespół Otella opiera się na wyimaginowanej zazdrości. Wyobraźnia odgrywa dużą rolę także w zespole Tytanii, również zawdzięczającemu swoją nazwę Szekspirowi. Kobiety, wzorując się na Tytanii, szukają partnera, który będzie mężczyzną pod każdym względem idealnym (zestaw cech takiego pana zależy od kobiety, która go sobie wymarzyła). Z czasem kobiety wiążą się z "partnerami poniżej poziomu oczekiwań, ale zaspokajającymi potrzebę założenia rodziny", do którego, z biegiem czasu, czują coraz większą niechęć. Mężowie oskarżani są o zaprzepaszczenie szans życiowych, zmarnowanie partnerce życia, obojętność. Często zespołowi Tytanii towarzyszy skłonność do mitomanii, przejawiająca się opowieściami o byłych narzeczonych, o wiele lepszych od obecnych mężów, którzy zmuszeni byli odejść, a przy których życie miało wyglądać lepiej. (Podobnie zresztą postępują także panowie, co potwierdza istnienie zespołu Don Kichota).

Opisane zespoły nie są jeszcze patologią, jednak, zdaniem Lwa-Starowicza, "stwarzają (...) sprzyjające tło do ich rozwoju".

Katarzyna Pruszkowska

Podczas pisania korzystałam z książki "Seks w kulturach świata"Zbigniewa Lwa-Starowicza, w szczególności zaś z rozdziału "Patologia seksualna i leczenie w kulturach świata".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: seksualna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje