Reklama

Internet - alkowa znudzonych małżonków

Internet sprawia, że łatwiej jest zdradzić partnera, ale takie cyfrowe figle pozostawiają w sieci ślady... Zamiast prywatnego detektywa, który śledził niegdyś niewiernego małżonka, dziś wystarczy dobra znajomość komputera. O świecie cyfrowych zdrad Tara Parker Pope na łamach "The New York Times".

Flirtowanie on-line i wysyłanie prowokacyjnych zdjęć mogło się wydawać Anthony'emu D. Weinerowi czymś ekstremalnym, ale - jak się okazuje - jest dziś czymś dość powszechnym - zapewniają eksperci.

Reklama

Dla znajomych z Facebooka, Twittera i Skype'a kwestia flirtowania z nieznajomymi i angażowania się w seksualne fantazje bez (technicznego) złamania przysięgi małżeńskiej jest bardzo łatwa. Cyfrowe figle stają się więc coraz bardziej popularne.

Na przykład sexting, czyli wysyłanie prowokacyjnych sms-ów i zdjęć - czyli to, co zrobił Weiner - jest zwykle postrzegane jako hobby nastolatków. Ale jeśli przyjrzymy się danym uzyskanym przez Pew Research Center's Internet and American Life Project na podstawie wywiadów telefonicznych przeprowadzonych na próbie 2252 dorosłych respondentów w maju 2010 roku, okazuje się, że jest to o wiele bardziej powszechne wśród osób w grupie wiekowej 18-29 lat.

Blisko jedna trzecia badanych potwierdziła, że otrzymuje wiadomości i zdjęcia o podtekście seksualnym od kogoś, kogo zna, a 13 proc. osób przyznało, że same są nadawcami takich treści. Nawet wśród osób mających 30-49 lat 17 proc. ankietowanych otrzymuje tego typu zdjęcia, a 5 proc. przyznaje się do wysyłania ich. Podobne badanie przeprowadzone przez centrum badawcze wykazało porównywalne dane dla osób niepełnoletnich, posiadających telefony komórkowe - odpowiednio 15 i 4 proc.

- Biorąc pod uwagę mieszankę alchemii seksu, pożądania, miłości i nowych technologii, trudno się dziwić, że liczby są takie, jakie są - mówi Amanda Lenhart, specjalistka z Pew Research Center.

Nancy Baym, profesor komunikowania na a University of Kansas i autorka książki "Personal Connections in the Digital Age" zgadza się z tym spostrzeżeniem. - Sądzę, że jesteśmy skłonni winić nastolatków za występki, które sami popełniamy - mówi. - Dorastający ludzie są na pewno zdolni do robienia głupich rzeczy w sieci - dodaje.

Dane odzwierciedlają nowe zasady cyfrowego romansu, w których erotyczne sms-y zastąpiły rozmowy telefoniczne, a serwisy społecznościowe, tj. Facebook, zastąpiły zjazdy absolwentów szkół średnich - postrzegane jako sposób ponownego nawiązania kontaktu ze swoimi dawnymi miłościami.

- Cały czas korzystamy z pomocy nowych technologii w intymnych relacjach - mówi Baym. - Kiedy dwoje ludzi się spotyka i są zainteresowani rozwijaniem relacji, szybko angażują się w wysyłanie sms-ów. Jest to sposób ustalania warunków - dodaje.

Terapeuci zastanawiają się, czy internet ułatwia zdradę. (...) Nie ulega wątpliwości, że na pewno zwiększył dostępność alternatywnych partnerów - nieważne czy dotyczy to flirtu, ponownego spotkania byłych partnerów, czy nawiązania sms-owych erotycznych relacji - uważa Baym. - Internet w dramatyczny sposób rozszerzył krąg ludzi, których możemy poznać - dodaje.

Ale chociaż kontakty on-line sprawiają, że łatwiej jest zdradzić, pozostawiają również ślady, a to sprawia, że łatwiej można być złapanym. W XIX wieku były listy, w latach 60. i 70. - zdjęcia wykonane przez prywatnych detektywów lub wyciągi z kart kredytowych.

Lois Braverman z Ackerman Institute for the Family, który specjalizuje się w terapii par i rodzin, nie sądzi, by internet zwiększał ilość występków, ale zaznacza, że z pewnością w sieci pozostaje ślad naszych zachowań, który jest łatwo zweryfikować.

Tara Parker Pope/ New York Times News Service

Tłum. Ewelina Karpińska-Morek (tytuł i lead pochodzą od redakcji INTERIA.PL).

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: zdrada | intenet | cyberseks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje