Reklama

​Wielka Brytania oburzona pomysłem ograniczenia pornografii

Plan ustawy "Porn Block" pojawił się już rok temu, ale politycy nie mogą się dogadać co do jej ostatecznego kształtu. W tym czasie grupa internautów niezadowolonych z tego pomysłu stale się powiększa /123RF/PICSEL

Jeśli ograniczysz ludziom dostęp do porno, musisz liczyć się z tym, że nie będą zadowoleni. Kazus Wielkiej Brytanii może posłużyć innym krajom jako przykład, bo coraz większa część społeczeństwa na Wyspach dołącza do chóru oburzonych nowym prawem.

Reklama

Wielka Brytania planuje wprowadzić nowe prawo, mocno ograniczające dostęp do treści pornograficznych w internecie. Polega ono głównie na dokładnej weryfikacji każdego użytkownika. Zakałda, że jeśli ktokolwiek w internecie będzie chciał oglądać filmy i zdjęcia dla dorosłych, będzie musiał udowodnić, że sam skończył odpowiedni wiek, podając swoje dane.

Efekt? Ogromna frustracja dużej części społeczeństwa.

Reklama

Kontrowersyjna ustawa jest dopracowywana już od ponad roku, gdyż rząd cały czas nie może zdecydować, w jaki sposób wprowadzić ją w życie. Irytację internautów wywołuje już nie tylko sam pomysł ograniczenia dostępu do niektórych treści, ale też to, że cały proces ciągnie się w nieskończoność, a planom władz towarzyszy atmosfera tajemnicy.

Politycy chcą, aby użytkownicy potwierdzali swój wiek, aby "uchronić dzieci przed szkodliwą i niewłaściwą zawartością niektórych stron". Brytyjskie władze podkreślają, iż zdają sobie sprawę z tego, jak pomocny może być internet dla młodych ludzi, dając im narzędzia do nauki, poznawania nowych ludzi czy zabawy. Z drugiej strony ryzyko dostępu do pornografii jest zbyt duże.

Dlatego zdecydowali się wprowadzić odpowiednie ograniczenia. Przeciwnicy pomysłu powtarzają, iż jest to nic innego jak cenzura internetu i limitowanie ich praw. Problemem dla nich nie jest bowiem ograniczenie dostępu do nieodpowiednich treści dzieciom, a konieczność przesyłania skanu dowodu czy udowodnienia swojej tożsamości w inny sposób. Według nich następnym krokiem będzie monitorowanie przez rząd wszystkich stron, na które wchodzą. A wiadomo, że jeśli chodzi o takie treści, to nikt nie chciałby, aby władze rejestrowały jego aktywność w sieci.

Póki co, wszystko i tak jest w fazie zapowiedzi, bo najwyraźniej politykom nie śpieszy się, aby zrazić do siebie sporą grupę internautów. Z drugiej strony pojawiają się naciski, że trzeba jak najszybciej zacząć chronić najmłodszych użytkowników internetu. Niemniej ich oburzenie narasta i nie wygląda na to, żeby sytuacja miała się zmienić.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje