Tester zdrady: Wykryje nawet chęć na skok w bok

Zdradę partnera przetestuje wynajęta osoba. Czy jest to etyczne? /123RF/PICSEL

Rosnąca liczba portali randkowych i aplikacji pokroju Tindera sprawiła, że w sieci łatwiej jest znaleźć prawdziwą miłość, ale i... okazję do zdrady. Chińczycy postanowili przeciwdziałać tym niecnym procederom.

Reklama

"Testerzy zdrady" cieszą się w Państwie Środka coraz większą popularnością. To nic innego jak usługa polegająca na wynajęciu... uwodzicielki lub uwodziciela, aby ten sprawdził, czy nasza druga połówka dochowuje wierności.

O rosnącym popycie na tego typu usługi w Chinach poinformowała gazeta Global Times. Jak donoszą jej dziennikarze "testera zdrady" można wynająć już za równowartość trzech dolarów (około 11 złotych), ale prawdziwi specjaliści za próbę uwiedzenia osoby będącej w stałym związku inkasują 1300 juanów (w przeliczeniu 700 złotych). Po stronie osoby chcącej przekonać się o prawdziwych zamiarach partnera jest zapewnienie wynajętemu uwodzicielowi takich danych, jak adresy kont w serwisach społecznościowych oraz listy zainteresowań i... słabości jego "celu".

"Uzbrojony" w taką wiedzę amant przechodzi do działania. Test zaczyna się w internecie, gdzie próbuje on zwrócić uwagę wyznaczonej ofiary - odnalezienie jej profilu, polubienie kilku zdjęć i wreszcie pierwsze, często zaskakujące, "cześć".

Reklama

W wielu przypadkach już po rozmowie za pośrednictwem sieci, nierzadko urozmaiconej wysyłaniem gorących selfie, da się stwierdzić, czy dana osoba ma ochotę na romans - i to mimo bycia w stałym związku! Nie brakuje jednak sytuacji, w których tester musi pójść o krok dalej i udać się na prawdziwą randkę!

Wykonanie usługi zakończone jest pokazaniem klientowi zapisu internetowego czatu z "podejrzanym" lub też sprawozdanie z efektów spotkania w świecie rzeczywistym. Z racji tego, że testerami są zazwyczaj osoby prywatne nie ma żadnych statystyk odnośnie tego, jak często udaje im się wykryć tendencje do zdrady.

Global Times dotarło do 21-letniej studentki Chen Mengyuan pracującej w charakterze "wykrywacza zdrad". Dziewczyna zdradziła, że z takich usług znacznie częściej korzystają kobiety. Zresztą ona sama zaczęła przygodę z branżą chcąc sprawdzić rzeczywiste zamiary jej ówczesnego chłopaka. Teraz sama - jak twierdzi - pomaga innym parom próbując nakłonić mężczyzn do skoku w bok. Jednakże nigdy nie robi tego pod własnym nazwiskiem. Używa pseudonimu Mengmeng, który oznacza "marzenie".

W wywiadzie dodała też, że uwodzenie kobiet jest bardziej opłacalne.

- To dlatego, że płeć piękną znacznie trudniej złapać w miłosną pułapkę - przyznaje Chen.

Chińczycy nie są jednak pionierami w dziedzinie wykrywania zdrad. Ta sama branża od kilku już lat dobrze funkcjonuje w Europie. Znaczącą różnicą jest to, że na Starym Kontynencie podobne usługi świadczone są przez firmy działające na podobnej zasadzie co agencje detektywistyczne. Przekłada się to również na cenniki - za efekty pracy testera zdrady w Polsce trzeba zapłacić przynajmniej trzy tysiące złotych.

Boom na sprawdzanie wierności partnerów w Chinach sprawił, że usługi te szybko stały się tanie i dostępne. Nawet nastolatki są w stanie przekonać się o prawdziwej naturze swej pierwszej miłości - oczywiście pod warunkiem, że najtańszy tester właściwie wykona swoją pracę. Osoby trudniące się podobnym zawodem w Polsce nie ukrywają, że ich klientami są głównie osoby zamożne, które przy ich pomocy szykują się do spraw rozwodowych...

Źródła:

"Chinese women pay for online service to test romantic partner’s loyalty", Global Times

"Chinese Couple Are Hiring ‘Love Testers’ to Check Their Partners’ Fidelity", Oddity Central

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje