Reklama

Tak się zmieniał świat seksu. Rzymscy rozpustnicy

W świecie starożytności seks był czymś naturalnym. Jednym z elementów codziennego życia. Tak twierdzili zarówno Egipcjanie, jak i Grecy. Nie wstydzono się cielesności i potrafiono korzystać z uroków życia.

Podobnie jak ich poprzednicy w Egipcie i Grecji, postępowali starożytni Rzymianie. W tamtych czasach stereotyp obywatela rzymskiego bliski był temu, jaki prezentują współczesne filmy sensacyjne: wódz, pan świata, kobiet, niewolników i całego domostwa. Nieugięty, odważny i zawsze skuteczny. W łóżku również.

Reklama

W Rzymie małżeństwo traktowano jak obowiązek. Prawowity obywatel zobowiązany był, podobnie jak to miało miejsce w Grecji, ożenić się i dać miastu kolejnych obywateli. Uczucie nie stanowiło tu kwestii najważniejszej. Ważniejsze były kalkulacje finansowe (to na kobiecie leżał obowiązek powiększania majątku męża), polityczne czy zwyczajnie prokreacyjne. Często też jakiekolwiek uczucie nie było brane pod uwagę. Nawet w czasie seksu.

Kobiety uznawano gotowymi do ślubu, kiedy ukończyły 12 lat, chłopców - w wieku lat 14. Wówczas prawowici obywatele mogli być uznani za dorosłych.

Małżeństwo nie przeszkadzało w licznych romansach, jednak tylko ze strony mężczyzny. Kobiety wychowano na idealne panie domu i matki. Gdyby obywatel rzymski został zdradzony, miał prawo ukarać swą żonę.

W drugą stronę działało to zupełnie inaczej. Obywatel Rzymu mógł sypiać ze swoimi niewolnicami, z osobami niższego stanu, właściwie z kim chciał. Jednak dzieci z takiego związku nie zostawały obywatelami rzymskimi ani nie dziedziczyły po ojcu. Praktyka ta oficjalnie była tajemnicą, ale powszechnie znaną wśród mieszkańców. Plebs, w porównaniu z władzą, żył jednak bardzo poprawnie, wręcz ascetycznie.

Władza

Swetoniusz, rzymski kronikarz żyjący na przełomie I i II wieku naszej ery, napisał kilka biografii władców cesarstwa. Najsłynniejszym był chyba Kaligula, który przeszedł do historii nie tylko dzięki bardzo dobrej polityce monetarnej i gospodarczej, na której Rzym wiele zyskał, ale też dzięki wielkim orgiom, jakie urządzał w swoim pałacu. I nieważna była płeć jego partnerów - spółkował w każdy sposób. Jeden z konsulów, Waleriusz Katullus, miał powiedzieć po tym, jak Kaligula go zmusił do stosunku, że "boki ma już obolałe".

Podobnie czynił szalony Neron, który swych doradców przebierał za kobiety i z jednym z nich, Sporusem, żył niczym z żoną. Kazał mu nosić stroje należne cesarzowej, woził go ze sobą w lektyce i przedstawiał jako cesarzową. Neron lubił również w przebraniu dzikiego zwierzęcia rzucać się na organy płciowe mężczyzn przywiązanych do słupa.

Fallus

Kult fallusa był w ówczesnym Rzymie wielki, podobnie jak w całym starożytnym świecie. Na każdym kroku można się było natknąć na wielki pomnik penisa czy na barda wychwalającego wielkość przyrodzenia.

W tamtych czasach nikogo nie gorszyły erotyki, które można było również usłyszeć publicznie.  Pisali je także Cyceron i Wergiliusz, o których uczymy się obecnie w szkole.

Płatne uciechy

W Rzymie, podobnie jak wszędzie na świecie, istniała również prostytucja. Praktyczni Rzymianie szybko zauważyli płynące z niej korzyści. Dochód z tego procederu został opodatkowany, a lupanary znalazły się pod kontrolą państwa. Bardzo ścisłą zresztą.

W połowie III wieku powstał specjalny urząd, który miał się zajmować jedynie pracownikami "branży rozrywkowej", zwanych edylami. Tworzyli oni listy prostytutek, wyznaczali miejsca pracy, pilnowali porządku i oczywiście ściągali podatek.

Ogólnie rzecz ujmując, w świecie śródziemnomorskim życie przesiąknięte było seksualnością i przyjemnościami. Jednak nikt nikogo nie zmuszał do czynienia czegoś wbrew woli, oczywiście nie licząc władców. Świat ten miał wkrótce zniknąć...

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje