Reklama

Męska rzecz: Bananowy skecz

"Bo czasami w życiu bywa tak, że skecz jest ciężki".

- Puk, Puk.
- Kto tam?
- To ja, twój bananowy skecz - odpowiada stojący w progu twojej sypialni bananowy skecz.
- Ale skąd ... co ty tutaj robisz? - irytujesz się ciągle nie wierząc w tę niezapowiedzianą - niepokojącą wizytę, ponieważ doskonale wiesz, że bananowe skecze, podobnie jak łyżki - nie istnieją.
- Oj od razu robię, po prostu ci się przydarzyłem!
- Ale ja ma teraz ... małe przedstawienie - taki teatrzyk kukiełkowy! Może przyjdź jutro.
- Ja właśnie w tej sprawie, przedstawienie odwołane, za to ja opowiem przezabawny skecz - i ładuje ci się do łóżka.

Reklama

Jeśli nie byłeś w łóżku sam (a tak właśnie zakładamy), to teraz nie jesteś w nim sam jeszcze bardziej - jest was co najmniej troje - ty, ona i przezabawny bananowy skecz.

Co gorsze czujesz, że to prawda, że z dzisiejszego przedstawienia raczej już nic nie wyjdzie - twoja pacynka zestresowała się i odmawia posłuszeństwa, nie będzie występować i już.

Starasz się ją jakoś zmobilizować i przekonać do występu, że jest zdolna, że jest utalentowana i że na pewno da sobie radę, że wspólnymi siłami przegnamy precz ten podstępny bananowy skecz, ale wszystkie twoje starania przypominają raczej bieg podczas snu.

Sytuacja jest o tyle śmieszna, o ile nie jest.

Twojej "teatrzykowej" partnerki w przeciwieństwie do ciebie, nie przeraża obecność w łóżku bananowego skeczu, który jak dostrzegasz kątem oka, wywołuje w niej wręcz radosne odczucia. Wykręcając się nagłym telefonem z Pomorza, niczym zraniona śrutem, spłoszona sarna, wybiegasz do łazienki, przepraszając łóżkową widownię na momencik.

W łazienkowej samotni ponownie negocjujesz z upartą pacynką, błagasz ją o ten ostatni raz, klęczysz modląc się ze łzami w oczach, niczym mantrę powtarzając jedno słowo "wstań, wstań, wstań, wstań, wstań, wstań...".

Z błagającego o wyrozumiałość i zrozumienie przełożonego pacynki, zamieniasz się w wrzeszczącego psychopatę, który z leżącą pacynką nie chce już nigdy mieć nic wspólnego, najlepiej wywaliłby ją z hukiem za drzwi, przegnał na zawsze, lub wymienił na nową, no ale przywiązanie, przywiązanie.

NIGDY, PRZENIGDY nie krzycz na swoją pacynkę, swojego kumpla-druha w chwilach szczęścia, na którym nigdy się jeszcze nie zawiodłeś, nie krzycz, bo to on może się obrazić i dopiero wtedy będziesz miał przechlapane. Owszem mózgu za dużego nie ma, ale zawsze to jednak najbliższa rodzina.

Pomyśl o przyczynach, może coś z widownią nie tak, może źle napisana sztuka, może za ciasny kostium - swoją drogą nawet profesjonalnym aktorom również się to przytrafia.

Wychodzisz z łazienki, by sam na sam zmierzyć się z niecierpliwionym, czekającym na wyjątkowe przedstawienie widzem.

"Nie przeżywaj, przecież nic się nie stało" - słyszysz, nie wierząc własnym uszom, jak to się nic nie stało, pacynka nie działa, nastąpił koniec świata, bezkresna ciemność spowiła całą ziemię, równowaga dobra i zła została zachwiana - nic się nie stało jasne zupełnie nic - bardzo wyluzowane podejście do troski o cały walący się w tym momencie wszechświat.
- Nie ty pierwszy, nie ostatni, nie takie rzeczy widziałam.
- Jak to nie ja pierwszy, jakie rzeczy, co widziałaś?
- No co na żartach się nie znasz? To przecież taki bananowy skecz :)

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: skecz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje