Reklama

Kobiety mężnieją, mężczyźni niewieścieją

Już w latach sześćdziesiątych "Skaldowie" śpiewali: "Nie całuj mnie pierwsza...", ale dopiero obecnie jesteśmy w Polsce świadkami tak radykalnej i powszechnej odmiany kobiecych obyczajów.

W jednym z odcinków znanego serialu Andrzeja Wajdy "Z biegiem lat, z biegiem dni" można zobaczyć scenkę, w której na zorganizowanym w mieszczańskim domu krakowskim balu karnawałowym onieśmielone panienki, przyprowadzone tu przez matki myślące o ich zamążpójściu, stoją w ściśniętej grupce pod ścianą tanecznego pokoju czekając, aż któryś z przybyłych kawalerów zaprosi je do tańca. Poproszone krygują się i niby to opierają, aż w końcu trochę niezgrabnie i z niejakim lękiem idą w tany.

Reklama

W czasach, gdy rozgrywa się akcja serialu, czyli na początku ubiegłego wieku, ale jeszcze też sporo później, powszechną normą były międzyrodzinne kontrakty, w których decydowano o tym, za kogo wyjdzie za mąż córka na wydaniu. W czasy dawniejsze nawet nie ma potrzeby się zagłębiać, bo, poza wyjątkami jakimi były wybitne monarchinie i kobiety obdarzone na tyle wielką siłą charakteru, by przełamać konwenanse i obyczaje, były one na ogół przedmiotem męskiej władzy, przede wszystkim rodzinnej.

Co prawda, znane powiedzenie, że mężczyźni rządzą światem, a nimi kobiety brzmi efektownie, ale było ono, w wymiarze społecznym, raczej wyrazem uprzejmości wobec kobiet niż realnością. Może zresztą nie potrzeba nawet tak stosunkowo nieodległej podróży w przeszłość i wystarczy sięgnąć do czasów znanych z doświadczenia niejednemu z nas, by przekonać się, jak wielkie zmiany nastąpiły od tamtej pory. Wielkie, choć nie wszyscy to sobie uświadamiają.

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: dziewczynki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje