Reklama

Cała prawda o masturbacji

Masturbacja to temat tabu od wielu lat. Wokół niego narosło wiele mitów. A jak jest naprawdę?

Wielu nastolatków uwalnia swoje napięcie seksualne właśnie dzięki masturbacji. I jest ona zbawienna dla ich psychiki i pociągu seksualnego. Przez wieki zwalczana i negowana, obrosła w setki mitów i niedopowiedzeń.

Reklama

Jeden z nich mówi, że przez masturbację można stracić wzrok, kolejny wspominał o raku prostaty. Inny głosił, że przez masturbację można dostać różnorakich zaburzeń psychicznych. Dowodem na masturbowanie się miały być nadmiernie owłosione ręce. Co akurat nie odbiegało zbytnio od prawdy ponieważ podwyższony poziom testosteronu wpływa na potencję i stan naszego owłosienia.

Największym wrogiem onanizmu i samozadowalających się nastolatków był propagator życia w celibacie Samuel A. Tissot, lekarz żyjący w XVIII-wiecznej Lozannie, którego najważniejszym dziełem był traktat o znamiennym tytule: "Onanizm albo dysertacja medyczna o chorobach wywoływanych przez masturbację".

Autor traktował masturbację niczym chorobę zakaźną, a popularność tego rodzaju praktyk porównywał do epidemii. Tissot po raz pierwszy określił onanizm jako "zbrodnię". Według niego sperma jest źródłem siły życiowej, stąd jej nadmierna - sprzeczna z naturą - utrata powoduje niepowetowane szkody: spadek siły życiowej, osłabienie, otępienie, utratę pamięci, wzroku, nadmierną chudość (wyniszczenie organizmu) przez utratę apetytu, podagrę, reumatyzm, zanik rdzenia kręgowego, bóle głowy i wszelkiego rodzaju choroby psychiczne.

Dziś teorie tego, wówczas eksperta w dziedzinie masturbacji, wydają się śmieszne i oderwane od rzeczywistości, ale wówczas każdy objaw zainteresowania swoim ciałem był traktowany, jak poważna choroba i delikwent mógł zostać zamknięty w zakładzie dla obłąkanych. Chłopcy musieli trzymać ręce na kołdrze.

A jaka jest prawda? Okazuje się, że masturbacja prowadzona w rozsądny sposób może pomóc naszemu organizmowi. Po pierwsze może zapobiegać rakowi prostaty. Takie badania przeprowadzali Australijczycy i udowodnili powiązania pomiędzy ilością wytrysków, a podatnością na chorobę. Kwestia jest dość prosta. Wszystko zależało od produkcji nowych plemników. Im częściej zmuszało się organizm do pracy, tym bezpieczniej.

Po drugie, pozwala dłużej uprawiać seks. Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, którzy mają problem z przedwczesnym wytryskiem. Masturbacja przed randką, czy planowanym seksem pomoże przedłużyć stosunek dość znacznie. Pisaliśmy już o tym tutaj.

Po trzecie, wzmacnia odporność poprzez zwiększenie stężenia kortyzolu, hormonu stresu, który pomaga regulować i podtrzymywać odporność organizmu.

Kolejną ważną kwestią jest kondycja samych mięśni penisa. Większość osób się śmieje, że mięsień nieużywany zanika. Jest to prawda. Czas dla mięśni jest nieubłagany i jeśli zaniedbamy się, a nie mamy partnerki, to musimy się ratować w inny sposób. W tym przypadku regularny seks, albo masturbacja wzmacniają mięśnie w okolicy miednicy, co przydaje się w pewnym wieku.

Ostatnią, nie mniej ważną kwestią, jest poprawa samopoczucia. Masturbacja, podobnie jak seks, powoduje wydzielanie dopaminy i oksytocyny. Dzięki temu poprawia nam się humor.

Krótko mówiąc od czasów, kiedy autorytety medyczne twierdziły, że masturbacja jest grzeszna i chorobliwa wiele się zmieniło i naukowcy w pewnych okolicznościach wręcz zachęcają by wziąć sprawy we własne ręce.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: masturbacja | seks | seks i związki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje