Reklama

Taki mały, taki ważny

Przyrównując jego wielkość do masy reszty ciała, trudno nie nazwać męskiego członka zaledwie niewielkim dodatkiem. Jednak jego funkcje biologiczne - i ich pochodne w postaci reakcji psychologicznych - czynią z penisa bodaj najważniejszy męski organ.

Na poziomie jednostkowym objawia się to m.in. obsesyjnym zainteresowaniem wielkością naszych członków. W perspektywie całych społeczności zaś prowadzi do powstawaniu kultów, określanych mianem fallicznych. Można by zatem, parafrazując fragment słynnego przemówienia Winstona Churchila, powiedzieć, że "nigdy tak niewiele centymetrów nie miało tak wielkiego wpływu na losy ludzkości".

Reklama

Ale dość żartów, przejdźmy do konkretów. - Mam 23 cm i jestem w stanie zaspokoić każdą, nawet najbardziej wymagającą panienkę - twierdzi Tomasz, internauta, sprowokowany postem pt.: "Długość czy jakość - co jest ważniejsze?". Zostawmy sedno tej interesującej dyskusji poprzestając na stwierdzeniu, że albo członek Tomasza to wyjątkowy okaz, albo jego właściciel to najzwyklejszy kłamca.

Euro-azjatyckie rozmiary

W słynnym raporcie Kinseya z 1948 r. podano, że średnia długość członka we wzwodzie wynosi 15.25 cm, ze średnim odchyleniem 1.96 cm. Jednak pomiary, w oparciu o które sporządzono to zestawienie, wykonywali sami badani. Ich wiarygodność więc pozostawia wiele do życzenia.

- Badania amerykańskiego producenta prezerwatyw wykazało przeciętną 14.927 cm - mówi prof. Steve Jones, genetyk z University College w Londynie, autor "Y: o pochodzeniu mężczyzn". - Ponad połowa narządów w stanie erekcji mierzyła od 14 do 16 cm, a dziewięć z dziesięciu - ponad 11.5 cm. Chirurdzy uważają za normalne każde prącie mierzące w stanie erekcji 7.5 cm. Badanie w japońskich burdelach dało przeciętną 14 cm, a więc - zważywszy na nieuniknione błędy popełniane w takich lokalach - orientalne i zachodnie członki mają mniej więcej te same rozmiary.

Mobilizująca obawa

Oczywiście, zdarzają się przyrodzenia mniejsze, nawet poniżej 7 cm, i dużo większe, dochodzące do 30 cm. Ale obdarzeni w ten sposób mężczyźni, zwłaszcza ci ogromnych rozmiarów, stanowią znikomy odsetek populacji - wbrew sugestiom, jakie płyną z filmów porno, do których dobiera się hojnie obdarzonych aktorów.

To tyle, jeśli idzie o anatomiczne fakty. Te jednak nie wyjaśniają, skąd bierze się owa tęsknota za większym rozmiarem oraz tendencja do zawyżania własnych parametrów. Zdaniem psychologów ewolucyjnych, obie postawy to dwie twarze tego samego, czyli nieustannej obawy o to, czy ma się "wystarczająco długiego". Ta zaś została mężczyznom wdrukowana celowo, działa bowiem na nich... mobilizująco. Bo, wedle jednej teorii, skłania ich do ciągłego "sprawdzania się" i zdobywania nowych kobiet, wedle drugiej - do pilnowania tej jednej, już zdobytej, której nie przeszkadza taka "wada".

Ewidentne kształty Światowida

A zatem penis definiuje męski los. Ale nie tylko. Jako się rzekło, jego wyjątkowa rola uczyniła go przedmiotem kultu. W wielu starożytnych kulturach członek miał status bożka, odpowiedzialnego za płodność i urodzaj. W jednym z pradawnych mitów założycielskich bożek ów, zrzucając spermę na Ziemię, daje początek wszelkiemu życiu. W antycznej Grecji bóstwo urodzaju przyjęło imię Priap, falliczne elementy towarzyszyły wierzeniom w Dionizosa i Hermesa. Wedle pradawnych wierzeń hebrajskich, bóg zamieszkiwał w mazebie - kamiennym słupie, uosabiającym penisa. A bliższe nam regiony? Proszę bardzo - na przykład wyobrażenie Światowida, bożka o czterech twarzach i ewidentnie fallicznym kształcie...

Ale o kulturowym znaczeniu penisa nie świadczą jedynie wierzenia, w których odgrywa on główną rolę. Niemal w każdym języku członek dorobił się co najmniej kilkudziesięciu różnych określeń - od poetyckich po obleśne. Mamy zatem czym zastąpić wulgarne słowo na "ch". Zwłaszcza, że nie przystaje ono tak boskiemu organowi...

Marcin Ogdowski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: męski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje